5. Urodziny Ronda – Julia Marcell, Katowice, Rondo Sztuki 27.03.2012

Kilka dni temu katowickie Rondo Sztuki obchodziło 5-lecie swojej działalności. Huczne świętowanie zaowocowało dużą ilością ciekawych wydarzeń kulturalnych, w tym i koncertów. Owe eventy okazały się gratką dla posiadaczy pokładów wolnego czasu i fanów konkretnych wykonawców, jednak był pewien haczyk – koncerty same w sobie były bezpłatne, ale wejść można było jedynie z zaproszeniem zdobytym w konkursach Ronda. Jak przystało na zodiakalnego Skorpiona, czyli fuksiarza spod ciemnej gwiazdy, udało mi się wcisnąć dokładnie tam, gdzie chciałam – między innymi na koncert interesującej Julii Marcell.

Wtorkowy wieczór należał do rozczochranej Olsztynianki, do której szersze grono odbiorców przekonało się pod koniec zeszłego roku, wraz z wydaniem płyty „June”. Skąd się wzięła Julia Górniewicz (bo tak brzmi jej prawdziwe nazwisko)? Odpowiedź to sellaband.com. Portal oferuje młodym twórcom możliwość spełnienia swoich marzeń o karierze – jedyne, co należy zrobić, to przekonać internautów do swoich pomysłów, które umieszczamy na stronie, a reszta już tak naprawdę robi się sama. Piosenki Marcell okazały się być warte zasponsorowania pierwszej płyty o przekornym tytule „It might like you” nagranej w Berlinie. Obietnica porządnej polskiej wokalistki była na tyle kusząca, że drugi krążek, „June”, został przyjęty z otwartymi ramionami. Julia z zespołem wyruszyła w trasę i, ku mojej ogromnej uciesze, miała też przystanek w Katowicach.

Kto był w Rondzie, ten wie jak wygląda galeria ‘na parterze’. Szarobiałe, surowe wnętrze, zdobione rozmaitą sztuką współczesną autorstwa studentów ASP i nie tylko, trochę przypomina piwnicę. Jednak jest tam wystarczająco miejsca, żeby pomieścić średniej wielkości scenę, akustyka i niewielką widownię, a i dźwięk nieźle się niesie.

Perkusja, altówka, bas i Julia – troszkę później niż na rozkładzie koncertu, ale są. Czym zacząć koncert jak nie tytułowym „June”? Recenzenci często opisują muzykę Julii jako punkową, ale nie dlatego, że brzmi jak Sex Pistols, ale dlatego, że brzmi na przekór – na przekór oczekiwaniom, konwencjonalnym połączeniom instrumentów, rytmów i wielobarwnym kompozycjom. I to jest właśnie „June” – mocne bębny, śmieszne sample i wyginająca się Julia. W kolorowych reflektorach trochę przypomina Bjork, a może bardziej Reginę Spektor? Jedno jest pewne – bawi się na scenie równie dobrze jak każda z nich. Swobodna atmosfera udziela się publiczności, która wesoło podryguje. „Since”, „Gamelan”, „I wanna get on fire” – nowa płyta zdecydowanie dominuje w setliście. Mocnym akcentem jest „Shhh”. Wersja koncertowa była prawdziwie elektryzującą mieszanką wybuchową z dźwięków syntetycznych, wstrząsającą kopułą od środka i nadającą występowi art-popowy klimat. Zgodnie z zasadą koncertów ‘największy hit na samym końcu’, wyczekiwana „Matrioszka” zamyka koncert, a na deser – „Echo”. Nie zabrakło też utworów reprezentujących starszy dorobek Julii – „Billy Elliot” oraz przepięknie brzmiącego w kameralnych warunkach „Accordion Player”.

Multinarodowy band Julii dał się poznać jako kwiecista mozaika z odrobiną słodyczy, ale bez zbędnego efekciarstwa, uwodząc dozowaną ekstrawagancją. Płyta sama świetnie się broni, nie bez powodu w wielu rankingach podsumowujących zeszły rok figurowała w pierwszej dziesiątce zestawień. Mimo ilości ciężkiej pracy i chęci, jakie muzycy włożyli w koncert, słychać, że to świeży zespół i niektóre szczegóły, takie jak dopracowanie zakończeń utworów czy rytmiczne przejścia, wymagają ogładzenia. Niedociągnięcia prędzej czy później znikną, a ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Julia Marcell ma na siebie i muzykę pomysł a – co najważniejsze – ten pomysł się wyróżnia.

Do polskiej, nowej muzyki podchodzę z dystansem – głównie dlatego, że nie lubię się  rozczarowywać. Może to kosmos wskazuje mi tych gorszych wykonawców i przypadkowo omijam tych dobrych, jednak tym razem trafiłam w 10. Wchodziłam do Ronda z czystej ciekawości napędzanej zamiłowaniem do muzyki, wyszłam zaskoczona, że było aż tak przyjemnie posłuchać Julii Marcell na żywo. Polecam!

Iza Kierzek