kilOFF

W maju już po raz ósmy odbędzie się w Katowicach Festiwal Filmów Niezależnych kilOFF. Impreza będzie miała miejsce w dniach 24-27 maja 2012 r. Nabór na filmy już ruszył. O tegorocznej edycji, ambicjach na kolejne i o kinie niezależnym opowiedział nam Bartłomiej Sołtysik, główny organizator kilOFFa.

Natalia Kaniak: Od jak dawna zajmujesz się kilOFFem?

Bartłomiej Sołtysik: Przy kilOFFie jestem od 2009 roku, czyli od jego szóstej odsłony, gdy wówczas mój znajomy, Damian Włosek, został zaproszony do koordynowania projektu. A od ubiegłego roku przejąłem po nim schedę i zajmuję się już koordynowaniem projektu drugi rok z rzędu.

N.K.: Rok temu kilOFF stanowił osobną sekcję Ars Independent, w tym roku znowu się autonomizuje. Jest przy tym więcej pracy?

B.S.: Wydawałoby się, że tak, ale w gruncie rzeczy festiwal Ars Independent to projekt zorganizowany wspólnymi siłami Instytucji Kultury Katowice Miasto Ogrodów (wówczas Biura Katowice ESK 2016) oraz Polskiego Forum Edukacji Europejskiej. A więc nad Ars Independent i kilOFFem pracowała wówczas podobna ekipa. Podczas Ars Independent kilOFF streścił się do, jak wspomniałaś, jednej sekcji konkursowej, ale w jego ramach został również zorganizowany m.in. koncert naszego ówczesnego jurora Arka Jakubika i jego punkowo-rockowej kapeli Dr. Misio czy pokaz specjalny partnerskiego festiwalu KAN z Wrocławia w 50×50. Krótko podsumowując – pracy zawsze jest dużo za dużo.

N.K.: A biorąc pod swoje skrzydła cały festiwal, kierowałeś się bardziej chęcią organizacji czy miłością (?) do kina niezależnego?

B.S.: Koordynacja organizacji niemałego przedsięwzięcia, jakim jest kilOFF, na pewno jest  ciekawym i cennym zawodowo doświadczeniem, ale szczególnie istotnym dla mnie było (i nadal jest!) zamiłowanie do kina niezależnego oraz ciekawość niezwykle płodnego i posiadającego ogromny potencjał środowiska polskich filmowców amatorów. I oczywiście fantastyczna ekipa ludzi, z którymi razem kręcimy to wydarzenie! Jak głosiło niegdyś motto PFEE: jesteśmy młodzi, pozarządowi i mamy fajne pomysły! A na co koniecznie trzeba zwrócić uwagę: kilOFF rokrocznie organizowany jest zarówno przez członków stowarzyszenia, tych starych i nowych, jak i liczne grono wolontariuszy, których zawsze gorąco zapraszamy do współpracy! Ów aspekt, nazwałbym go może towarzysko-dydaktycznym, zawsze był jednym z istotniejszych punków kilOFFa – otwartość na nowych ludzi i pomysły!

N.K.: Rozumiem, że jako student socjologii łączysz przyjemne z pożytecznym?

B.S.: Moglibyśmy to tak ująć. Na pewno wiedza z zakresu socjologii jest nieocenioną pomocą przy organizacji pracy zespołowej, jak również społecznej recepcji wydarzeń kulturalno-społecznych.

N.K.: Do konkursu nie dopuszcza się filmów nakręconych przez studentów szkół filmowych. Myśleliście kiedyś o zmianie tego zapisu? W przyszłości?

B.S.: Gdy kilOFF zaczynał – a było to 8 lat temu! – dopiero raczkował boom na niezależność, powstawały pierwsze lokalne festiwale filmowe w całej Polsce, które dostrzegły pasję i wartość w kinie offowym, tworzonym oddolnie. Jednak większość z tych festiwali w ciągu kilku lat skupiła się na szerszym zjawisku kina młodego, czyli właśnie etiudach studenckich, najpierw marginalizując, a potem zupełnie zapominając o nieprofesjonalistach. Czemu? Albowiem jeszcze kilka lat temu różnica pomiędzy amatorem a studentem była wyraźna i często bolesna – amator nie posiadał takiego zaplecza technicznego, by stworzyć wartościowe dzieło. Ale już dziś, wskutek dostępu do taniego i dobrego sprzętu oraz niekomercyjnego oprogramowania wysokiej klasy, amatorskie produkcje coraz mniej ustępują tym studenckim. I dlatego postanowiliśmy trzymać się nurtu kina stricte amatorskiego, niezwiązanego ze szkołami filmowymi, wierząc we wspomniany potencjał amatorów. I będziemy się go trzymać. Choć nie przeczę, rokrocznie przechodzimy przez etap burzliwej debaty na ten temat.

N.K.: A planujecie kiedyś promować festiwal poza granicami i skonfrontować polskich amatorów z zagranicznymi?

B.S.: Już w tym roku! Dzięki niezwykle owocnej współpracy z Ars Independent czy, jak zaznaczyliśmy na wstępie, pracy nad Ars Independent, rozwijamy bogatą sieć kontaktów międzynarodowych, szczególnie z innymi festiwalami, instytucjami i organizacjami filmowymi (m.in. z Austrii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA, Indii czy Bliskiego Wschodu). Planujemy (i już to robimy!) wokół kilOFFa i Ars Independent zbudować platformę do dyskusji nad kinem niezależnym oraz amatorskim, stworzyć kanał do wymiany filmów krótkometrażowych pomiędzy naszymi partnerami, co pozwoli nam, prawdopodobnie już podczas tegorocznej edycji Ars Independent (21-30 września), wynieść na poziom międzynarodowy konkursowe zmagania. A ponadto szykujemy również w ramach tegorocznego kilOFFa próbę skonfrontowania współczesnego kina amatorskiego z etiudami studenckimi. Szczegóły tych „zakulisowych” rozgrywek wkrótce będziemy ujawniać.

N.K.: Jak zróżnicowany jest poziom nadsyłanych filmów? Jest ich dużo?

B.S.: W ubiegłym roku padł rekord i otrzymaliśmy prawie 100 filmów z całej Polski (w tym 3, jeśli dobrze kojarzę, z Katowic). Poziom? Bardzo zróżnicowany! Od produkcji, przez które naprawdę ciężko i z bólem można przebrnąć, aż po perełki, które śmiało mogą startować na międzynarodowych festiwalach shortów! Jest to też efektem tego, że postanowiliśmy w dobie postmodernizmu zrezygnować z podziału na sekcje fabuły, dokumentu, animacji czy innego eksperymentu, albowiem często te gatunkowe granice się zacierają, szczególnie w kinie amatorskim, które zawsze ma wyraźne piętno autorskie, kinie tworzonym przez ludzi, którym nie wpojono w szkołach sztywnych konwencji i schematów języka filmowego.

N.K.: Jednak staracie się rozwinąć ich warsztat i organizujecie wykłady i warsztaty. Możesz już zdradzić, co przygotowujecie na ten rok w zakresie edukacji?

B.S.: Szczegóły programu jeszcze się klarują, ale oczywiście, co wpisało się już w tradycję kilOFFa, zorganizujemy szereg warsztatów skierowanych właśnie dla młodych, początkujących filmowców. Wstępnie planujemy skupić się na kwestiach często krytykowanych w nieprofesjonalnym kinie offowym (jak również w polskim kinie w ogóle), czyli na scenariuszu, dźwięku oraz oświetleniu. A oprócz tego wykłady, które podporządkujemy idei, jaka będzie przyświecać całemu festiwalowi – ale tego jeszcze nie mogę zdradzić. Oczywiście wszystkie wydarzenia będą darmowe, a zapisy na warsztaty powinny ruszyć – tak myślę – na początku kwietnia.

N.K.: Planujecie zaprosić znane osobistości filmowe do tegorocznego jury?

B.S.: W ubiegłych latach przez gremium jurorskie przewinęły się takie nazwiska jak m.in.: Jan Matuszyński, Marcin Mońka, Michał Czernecki, Dominik Matwiejczyk, Magdalena Piekorz, Paweł Felis, Bodo Kox, Arkadiusz Jakubik czy w ubiegłym roku również Austriak – Tobias Greslehner, więc i w tym roku poprzeczkę stawiamy sobie wysoko! Aktualnie prowadzimy rozmowy z Jakubem Gierszałem, Romą Gąsiorowską, Marcinem Maziarzewskim czy Erykiem Lubosem. Wstępnie już potwierdził swoją wizytę nasz – mogę powiedzieć – przyjaciel, Xawery Żuławski. Bo z Żuławskim to było tak, że od 2 lat próbujemy. Nawet jego retrospektywę mieliśmy na 6. kilOFFie. Już 2 lata obiecuje, że wpadnie. Ale teraz mamy na niego „haka”, więc wpadnie.

N.K.: Osobiście cieszę się z obecności Żuławskiego i trzymam kciuki za resztę. W tym roku też planujecie czyjąś retrospektywę? Co z wydarzeniami towarzyszącymi? Jeżeli możesz już coś zdradzić.

B.S.: Z tego, co mogę na razie zdradzić: przez 4 dni Katowice wypełnią się projekcjami filmowymi, wystawami, warsztatami, wykładami, koncertami i srogimi afterami! A ponadto mamy w zanadrzu kilka niespodzianek, ale to zdradzać będziemy stopniowo, kiedy tylko dopniemy wszystko na ostatni guzik. Festiwale to już taka niewdzięczna materia, że wszystko się zmienia z dnia na dzień.

N.K.: Dobrze, już nie ciągnę cię za język. Powiedz mi jeszcze tylko, czego oczekujecie po tegorocznej edycji?

B.S.: Fantastycznej zabawy i burzliwego pola do dyskusji o kondycji kultury, nie tylko niezależnej. Co mam na myśli? Okaże się już niedługo.

________________________________________________________________

A w ramach DKF „Ambasada” mamy dla was jedno podwójne zaproszenie na „Cienką czerwoną linię”. Spotkanie będzie miało miejsce 27 marca (wtorek)  godzinie 18:00. Aby wygrać wystarczy napisać w komentarzu kto recenzował na łamach Reflektora inny, ostatni film Terrenca Malicka i podać tytuł tego filmu. Czekamy do poniedziałku do 20:00.