A, idź w diabły!

„Teatr był zawsze miejscem dziwów i cudów, przybytkiem zdarzeń nagłych i niespodziewanych, światem odrębnym i niepodobnym do rzeczywistego” Bolesław Leśmian, Szkice literackie.

Zawsze ciągnęło mnie w miejsca ciemne, wyposażone w elementy tajemniczości i grozy, ale żeby od razu do piekła? Jakiego tam piekła. Diabły radosne jakieś, kosmate mają nóżki, frędzlowate ogony i puszyste różki.

Wizytę w Centrum Scenografii Polskiej, na wystawie Od Nieba do Piekła, od Piekła do Nieba, potraktowałam jako pole do popisu dla swojej wyobraźni. Bardzo pomogły mi w tym, żeby nie powiedzieć: zdeterminowały to podejście, kompozycja rekwizytów, muzyka i światło arbitralnie narzucające charakter pokazu. Podczas przechadzania się wśród okrytej magnetycznym cieniem ekspozycji, parokrotnie nadziałam się bezboleśnie na prawdziwe cudeńka wśród (sakralnych) polskich lalek teatralnych. A także ich błyszczące szable wideł, nastroszone skrzydła, rogi, księżycowe nosy i zalotne uśmieszki. Szłam, całkiem niegrzecznie, zbaczając co krok z czerwonej, imitującej rozpalone węgle, ścieżki. Kręciłam się leniwie wokół włochatych diabłów, tonęłam dłońmi w szeleszczących skrzydłach. Patrzyłam w głębie pustych oczu i dotykałam rogów – osobliwego reliktu. Ogony zostawiłam w spokoju. Nie umknęła mi również nietypowa przyjemność przejścia przez mostek-kocioł, ustawiony pomiędzy groźnymi: Borutą, Czartem, czy bardziej na ludowo: Przecherą, Gajdą i Wichrem.

Ciemno wszędzie, słychać pana Maleńczuka, co jakiś czas błyska czerwony reflektor. A jednak: piekło jakby nie piekło, z sufitem rojącym się od aniołów. Może dlatego, że teatralne. CSP zorganizowało dla nas przekrój wizerunku anioła i diabła, przeniesiony prosto ze scen teatralnych czy raczej rekwizytorni z całej Polski. Opolscy, chorzowscy, katowiccy czy warszawscy słudzy światła czy ciemności, wszyscy dostosowują się do pewnych utartych stereotypów, typowych dla epok powstania dzieł literackich, z których się wykluli.

I tak napotykamy serafiny zarówno przerażające swą doskonałością, jak i rozczulająco komiczne. Czarty podobne kozłom, centaurom lub ludziom, ubrane i lubieżnie obrośnięte włosiem, obute lub okute. Oj tak, wśród mnogości szkiców i marionetek, projektów i kukieł z ostatniego scenicznego stulecia, obserwować można niezwykłe diabłów metamorfozy. Nie wiadomo tylko czy to ewolucja, czy raczej regresja. Ludzkość zastanawiająco często swojego diabła „cofa” – w sferę zwierzęcości, za granicę „innego”, rzadko przyznając mu wagę podobieństwa. Co innego z braćmi skrzydlatymi, oni zawsze mają ludzką twarz i piękne pióra.

Przestrzenie kościelne, rynki i place, gwarne ulice, one pierwsze ukochały treści eschatologiczne. Teatr swoje korzenie ma właśnie w sferze sacrum, a włochate kreatury i złotopióre anioły, wyniesione z klasztorów i kościołów, skrzętnie zapładniały wyobraźnię artystów. Mamy więc kreacje nawiązujące do misteriów i teatrów liturgicznych, kukły o charakterze staropolskim, szkice pod wykonanie diabła „dziadowskiego”, czyli prosto spod piór Mickiewicza, czy ołówkowe interpretacje zgrai diabłów Bułhakowa. Bez wątpienia deski teatrów to drugi dom dla tych stworzeń. Ponadczasowy.

Mając przyjemność zapoznać się niedawno ze współczesnym Behemotem i Asasello zaproszonymi do spektaklu Mistrz i Małgorzata story, przyglądnęłam się ich dżinsom, bluzom na zamek błyskawiczny i ogolonym głowom. Czy postać diabła to narracja o czasach? Dzisiaj utraciły swe rude czupryny, owłosione piersi, a pod strukturą materiału skryły umięśnione łydki. Mówią z rosyjskim akcentem, lekko szczebiocąc i zdradzając objawy manii. Co to wszystko znaczy? Bardzo ruchliwe, prędkie, przebiegłe i inteligentne, wyrafinowane w kłamstwie, pociągające w wymowie, zwinne. Na pierwszy rzut oka – piękne i atrakcyjne. Odnoszę wrażenie, coraz bardziej ponętne.

Zdominowanie wystawy bądź co bądź diabelsko-anielskiej, właśnie przez tematykę infernalną, determinuje stwierdzenie o magnetyzmie tej sfery, rzutującej na obecność w sztuce. Mnożącej się od Paganinich, Twardowskich, Carmen… A i tu, co krok to diabełek, co rzut okiem, kuso ubrany Boruta… Mnie się podobało. A że pójście „w diabły” zawsze szło mi bardzo łatwo, to teraz, z pewną dozą satysfakcji, mogę wysłać tam każdego. Idź w diabły, wystawa trwa do końca marca.

21 marca obchodzimy światowy Dzień Lalkarstwa.

Od Nieba do Piekła, od Piekła do Nieba | Motyw Anioła i Diabła na scenie teatru polskiego  drugiej połowy XX w. | Centrum Scenografii Polskiej. Oddział Muzeum Śląskiego w Katowicach | 19 grudnia 2011 – 31 marca 2012.

Kinga Kościak