„Droga bando kretynów…”

…wraz z zakupem biletów na własne życzenie dałaś się wciągnąć w sam środek ułudnego perpetuum mobile, skazanego na samozagładę. Z pozycji perwersyjnego podglądacza śledzisz desperackie podrygi podsycane coraz to nowymi wstrząsami. Zupełnie jak gdyby ktoś oddał lejce w twoje ręce – z każdym szarpnięciem wydobywa się krzyk, który stopniowo uzależnia dawką chorej przyjemności. Oto i Ameryka balansuje panicznie na krawędzi życia i śmierci! Upodlona i irracjonalna spala się na naszych oczach raz po raz błyszcząc, to znów cicho gasnąc. Charyzmatyczny klown – kapitalista na nowo nakręca upośledzoną machinę – „Koniec przerwy! Tańczyć!”

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu: „Czyż nie dobija się koni?” w reż. Waldemara Raźniaka przybiera miano doskonałego pretekstu do ukazania bezwzględnego oblicza sztuki, która dla artysty staje się oprawcą. Diabelskie koło życia pochłania, przeżuwa i wypluwa za cyrkową arenę splątane, wyzute z energii ciała. Uobecniony w powieści Horace’a McCoy’a kryzys Ameryki lat 30’ XX wieku trwa nadal – tutaj, teraz, dziś. Zmieniają się jedynie twarze jego ofiar.

Bohaterowie upiornego show skąpani w pulsującym deszczu świateł toną w swych beznadziejnych opowieściach zamierając stopniowo w jazzowym, kołyszącym rytmie. Na moment dostrzegamy indywidualne dramaty, choroby, zdrady i kłamstwa, jakie wnieśli w swoich głowach i sercach uczestnicy maratonu tanecznego. Parkiet zalewają wzajemne oszczerstwa i zawiść, towarzysząca chęci wygranej. Puls zanika w oparach tytoniu i mroku szemranych opowieści. Ciała obserwujące się nawzajem „za dnia” przyciągają się magnetycznie i wstydliwie „nocą”. Świat wyraźnie zwalnia, tracąc żywiołowość, a my zastanawiamy się kto z nas będzie tym następnym – tym, któremu zabraknie sił.

Charyzmatyczny demiurg w krzywym zwierciadle – Rocky (warta wyróżnienia kreacja Jakuba Krawczyka) rozpoczyna akcję reanimacyjną. Chcąc utrzymać publikę w stanie ciągłej ekscytacji stosuje coraz to bardziej brudne prowokacyjne triki. Z szarmanckim uśmiechem folguje spaczonym kaprysom kolejno zwiększając pole rażenia i tym samym pozbywając się najsłabszych. Swoiste elektrowstrząsy w postaci sędziów realizują misterny plan fabularny Rockiego faworyzując jednych i pozbywając się drugich. Maraton trwa, słyszalny jest tętent kopyt, na nowo rozbłyskują światła. Rozpoczyna się wielki wyścig po wygraną – bieg do szczęścia i realizacji fałszywego amerykańskiego snu.

(fot. Juriana Jur)

Panie i panowie! Na linii startu kobieta w ciąży, kulejący marynarz, chora umysłowo dziewczyna (warta wyróżnienia kreacja Anny Kosiorowskiej), bezrobotny i zdesperowany nieudacznik oraz cała galeria przekrzywionych typów… Gotowi do biegu… start! Emocje wzrastają przy każdym kolejnym okrążeniu. Diabelski młyn synestezyjnie, ale i w brutalnie piękny sposób wysysa ze swoich ofiar motywację. Zastosowane przez reżysera wyraziste przesunięcia czasowe – charakterystyczne stopklatki, zwolnienia czy przyspieszenia tempa akcji podbijają atmosferę zbiorowego podniecenia widowni. Wizualna euforia inscenizacji autorstwa Jerzego Stuhra zespolona z naglącym rytmem muzyki stwarza niepokojący obraz umierających nadziei, sponiewieranych ciał i sterty przegranych historii bez szczęśliwego zakończenia. Czerwona wstęga zostaje przerwana, a mimo to maraton trwa nadal…

Klown pławi się w euforycznych brawach widowni, skacząc po nieostygłych jeszcze ciałach swych zwierząt pociągowych. Z nieba leje się tandetnie złoty deszcz wliczony już w koszta całego maratonu. Lukruje ciężkie oddechy, zamknięte w klatkach piersiowych, opakowanych kostiumami wprost z epoki. Kiedy umysły stopniowo dogorywają na plan pierwszy wysuwa się pytanie: „co dalej?” Los przegranych koni wyścigowych jest z góry przesądzony – zastrzelone – nie muszą żyć z piętnem porażki. Los przegranych ludzi staje się przekleństwem, z którym przyjdzie im zmagać się do samego końca. Odpadasz! Pozostajesz przy życiu… Gra rozpoczyna się na nowo – jedna wielka mistyfikacja…

Co ciekawe losy bohaterów dramatu McCoy’a splatają się z losami samych dyplomantów WTT. Ich maraton taneczny już się rozpoczął i trwa nadal. Kto okaże się zwycięzcą, a kto przegranym? Zweryfikuje to brutalny czas.

Horace Mc Coy „CZYŻ NIE DOBIJA SIĘ KONI” – spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu | przekład: Zofia Zinserling | adaptacja i inscenizacja: Jerzy Stuhr | reżyseria: Waldemar Raźniak |scenografia i kostiumy: Juriana Jur | muzyka: Dawid Rudnicki | konsultacje choreograficzne: Janusz Skubaczkowski |układy taneczne Dariusz Kurzeja | Występują: Robert Buczyński, Natalia Dinges, Magdalena Fejdasz, Helena Gandżalian, Paulina Giwer, Zuzanna Kasprzyk, Anna Kosiorowska, Jakub Krawczyk, Kamil Lipka, Paweł Łyskawa, Nina Minor, Anna Raj, Robert Wasiewicz, Natalia Wilk, Klaudia Stefanowicz, Kamil Bończyk, Wojciech Chowaniec, Szymon Dobosik, Adrian Koszewski, Jan Lorys, Piotr Wach, Jarosław Widuch.

Premiera: grudzień 2011 r.

[Artykuł ukazał się także drukiem w magazynie Touché].