Życie po ACTA

 O ACTA wiemy już wszystko. W końcu tyle się o tym mówi, pisze i słyszy: że to jawny zamach na wolność słowa i Internetu, że nasze dane osobowe trafią w niepowołane ręce, aż wreszcie – że ucierpi na tym kultura! Filmy, seriale i muzyka już na zawsze znikną w czeluściach cenzury. Ewentualnie utkną na sklepowych półkach. Jak może więc wyglądać nasze życie po ACTA?

Scenariusz pierwszy: Polacy zakładają swój Internet

Kto jak kto, ale nasi rodacy są biegle wyszkoleni w omijaniu wszelakich przepisów prawnych. Jakieś śmieszne uregulowania międzynarodowe? Co to jest, pytam się. Po podpisaniu traktatu Polacy buntują się i zakładają swój Internet. Z pomocą przychodzą niezastąpieni studenci informatyki, którzy dniami i nocami, zamiast cykać na PS3 (ten legalny), budują nową sieć – ku chwale ojczyzny. W kilkanaście tygodni powstaje Polnet, który rewolucjonizuje rynek. Mark Zuckerberg płacze cicho w poduszkę, bowiem Facebook  jest już passé, a na tapecie – nasza-klasa. Rosjanie oferują morze najwytrawniejszej wódki za odkupienie sieci. Niemcy chcą oddać swoje autostrady (no, kobiet byśmy nie chcieli), a amerykańscy naukowcy okupują samoloty do Warszawy, aby zbadać to zjawisko. Nasz kraj staje się krainą gigabajtami i krzemem płynącą. Jesteśmy górą. I nawet Zbyszek Hołdys nie narzeka.

Scenariusz drugi: Do książek, dzieci!

Wszystkie portale społecznościowe nie mają racji bytu. 15-latki ubolewają, że nie mogą już nigdzie wrzucać zdjęć pod tytułem: „alesienabuuuałam”, „dziuniowate albumy” czy „z moimi”. To takie smutne. Zrozpaczone nastolatki stają twarzą w twarz z faktem, że nie mają co robić w zimowe popołudnia, wszak na dworze -20 stopni! „Cóż robić? Jak żyć?” – pytają w szkołach z niemą rozpaczą na twarzach. Nauczyciele oraz premier odpowiadają: „Do książek!”. W bibliotekach tłum jak na pasterce. Książki masowo znikają z półek. W tym szale niektórzy mają karty w 10 bibliotekach, również w innych miastach. Zaczytane dzieci i młodzi dorośli to nowy trend na ulicach polskich miast i wsi. Kiedy ktoś zarzuca nieśmiałe hasło: „pogramy w coś?”, tłum je go żywcem. „Przecież muszę dokończyć „Dzienniki” Gombrowicza”. „A ja biografię Lecha Wałęsy”. W obliczu wyrwy w czasoprzestrzeni, jaką jest brak Internetu, niespodziewanie rośnie nam pokolenie oczytanych, a przez to mądrzejszych młodych ludzi. Dziewczyny wyglądają już na 15, a nie 25 lat. Świat powoli nabiera barw.

Scenariusz trzeci: Maciek w natarciu

Niektórzy dla rozrywki lubią pić wódkę. Ktoś lubi haratać w gałę. A ja lubię oglądać seriale. Wraz z podpisaniem ACTA moje życie zubożało. Amerykańskiej kablówki nie opłaca się zakładać, zresztą musiałabym zarabiać krocie. Sorry, jestem studentką. Ja i tysiące podobnych mi osób przerzucamy się z bólem w sercach z ulubionego Dexa i HIMYM na polskie seriale. Zamiast cytować Barneya czy House’a, pałamy miłością do Bożenki i Maćka z „Klanu”. Jak spadać, to z wysokiego konia. Największe stacje telewizyjne notują nieprawdopodobny wzrost oglądalności swoich produkcji. Kto by pomyślał, ileż emocji i dramatów rozgrywa się w serialikach z imionami w tytule. Studenci masowo kupują telewizory, by z radością porównywalną z zaliczoną sesją móc śledzić losy ulubionych bohaterów. Nikt już nie śmieje się z „Pierwszej Miłości”. Teraz jest cool i trendy.

Scenariusz czwarty: Muzyk za dychę

Wszystkie nielegalnie wrzucone do sieci albumy znikają. Ludzi nie stać na to, by kupować oryginalne płyty. Artyści myśleli, że gdy muzyka zniknie z sieci, ludzi rzucą się na oryginalne krążki. Ach, przecież nie wzięli pod uwagę błahego faktu, że przeciętny słuchacz nie zarabia 1000 na rękę, tylko 1500. Czy to oznacza tłumy na koncertach? Niekoniecznie, wszak wstęp jest biletowany. Środowisko muzyczne jest mocno podzielone. Niektórzy wychodzą ze swoją twórczością na ulice, niektórzy grają koncerty za darmo. Komercyjna muzyka jest już reliktem przeszłości. Na rynku utrzymują się tylko stare wygi, muzyka alternatywna i gatunki znane już od epoki paleolitu. Z powodu braku nowych hitów bankrutują gwiazdeczki pop i artyści jednej piosenki. Świat jest oczyszczony z chłamu. Uff, jak dobrze.

*
Książki do szkół, a artyści do dziur (do małych miejscowości na koncerty)! A Ruscy po wódkę!
Po ACTA nasze życie będzie lepsze. Chyba. Niech tylko Ruscy przywiozą więcej wódki.