Przez ciernie do gwiazd
„Książeczka marszowa” ma 25 stron. Tak samo długi jest „Biznes plan. Kosmetyka” bądź notatki z Unii Europejskiej zamieszczone na portalu chomikuj. Przeczytaj je, a następnie sięgnij po książkę „Miedzianka. Historia znikania”. Teraz bez wyrzutów sumienia, spowodowanych skracaniem lektury, spokojnie możesz zacząć ją od trzeciego rozdziału. Chcesz wiedzieć dlaczego?
Nie jest to wcale zachowanie irracjonalne. W ten sposób oszczędzisz sobie 25 stron przeklinania, ziewania i niedowierzania (Naprawdę? Ktoś mu to wydał?). Zaczniesz lekturę dobrego reportażu z czystą głową, bez uprzedzeń wobec autora – Filipa Springera. To trochę jak z nadzieniem w pączku, chociaż nie do końca, bo pączkowe ciasto też jest niczego sobie… Bardziej jak marmolada, ukryta w czymś bardzo niedobrym. Jeśli możecie tylko to sobie wyobrazić. Pierwszy gryz chcesz wypluć, drugi to samo, po trzecim… nie dałbyś sobie go za nic odebrać.
Nie wiadomo do końca, na czym polega fenomen beznadziejności 25 stron dobrej książki. Może kryje się w tym, że Springer uparcie odwołuje się do jednego, nieobiektywnego źródła – kroniki kobiety, uważającej za przyczynę wszelkiego zła wysiedlenia Niemców. Żeby to chociaż kontrowersyjne było, ale nie. Tekst jest bez życia, bez tematu i jak mogłoby się wydawać – bez sensu. Miedzianka, wtedy jeszcze Kupferberg, to miasto jak miasto, nic ciekawego, oprócz stojących przy drodze złowieszczych kamieni z napisem „memento”, będących według autora reportażu złym znakiem unoszącym się nad całą historią miasteczka. Kamienie te swym nieprzyjaznym (i oczywiście alegorycznym) okiem łypią na wszystkie nieszczęścia miasta, a my z jękiem czytamy dalej. Gdy dochodzimy do fragmentu, w którym autor snuje jakże smętne rozmyślania nad butelką i korkiem (jedno chce włożyć do drugiego, ale brakuje butelce szyjki), a my mamy ochotę wyrzucić „Miedziankę” przez okno, zdarza się cud.
Możecie nie wierzyć, musicie sprawdzić.
Zaczyna się coś dziać. Powoli, acz konsekwentnie, książka nabiera kształtu całkiem ciekawego reportażu. Miedzianka okazuje się nie takim zwykłym miasteczkiem. Tuż po II wojnie światowej kilku Rosjan pojawia się tam, by obejrzeć starą kopalnię miedzi. Wyjeżdżają bardzo zadowoleni. Kilka miesięcy później zamknięta kopalnia stanie się jednym z największych w Europie Środkowo-Wschodniej źródeł uranu. Mają się też z czego cieszyć górnicy, którzy znajdują tu nie tylko zatrudnienie, ale i wysokie pensje. Miejsce-raj, można by pomyśleć. Jednak uran jest nie tylko źródłem bogactw, ale i cichym zabójcą. Rosyjscy żołnierze przekazują górnikom kilka zasad: nie siadajcie na beczkach z urobkiem, nie pijcie kopalnianej wody. Po skończeniu zmiany pracownicy dokładnie otrzepują swoje ubrania. Nawet najmniejszy pyłek może być źródłem oskarżeń, powodem do zamknięcia w więzieniu. Życie w miasteczku powoli toczy się wokół kościoła, kopalni oraz browaru produkującego jedno z najlepszych piw w regionie. Zmiany przyjdą dopiero po zamknięciu kopalni.
Miasto niszczeje bowiem podwójnie. Na początku przez choroby powoli rodzące się w organizmach jego mieszkańców, potem przez zapadającą się ziemię. Najpierw znika kościół, następnie stary dwór, jednak mimo wszystko zostają tam ludzie, którzy Miedzianki na pewno tak łatwo nie opuszczą.
Warsztat reporterski Springera sprawia, że nie tylko wartka akcja, sensacyjne wydarzenia czy klimat tajemnicy utrzymują nas przy lekturze reportażu. Gdy tylko młody reporter zapomina o chwytach rodem z taniej literatury grozy, narracja zaczyna przyciągać swoją prawdą. Jest miejscowość, żyją w niej ludzie, czasem umierają. Trochę dobrzy, trochę zawistni, z własną historią, po której tak jak po Miedziance mógłby nie zostać żaden ślad. Jednak dzieje się inaczej. W tajemniczy sposób możemy przenieść się w tamte czasy, martwić ich problemami, przeżywać ich emocje.
Ja płakałam, gdy Miedzianka zniknęła.
Głównie dlatego, że poznałam jej mieszkańców i wiedziałam, że kościół czy rynek to nie tylko miejsca, ale i uczucia, czyjeś życie. „Ten browar to dla mnie wszystko” mówi jeden z bohaterów, inni udzielają podobnych deklaracji. A wszystko wkoło się zapada, traci swój kształt. „Miedzianka” staje się alegorią życia tym wyraźniejszą, im prościej opowiedzianą. Bo niektóre historie mówią do nas same.
Po początkowych problemach Filip Springer okazuje się dobrym kucharzem, a jego książkę można zjeść do końca, pomimo chwilowych niestrawności. Zasługuje na mocną czwórkę z małym plusem.
Filip Springer „Miedzianka. Historia znikania”; Wydawnictwo Czarne 2011
Ocena 4/5





