First Aid Kit – „The Lion’s Roar”
Trzy, dwa, jeden – akcja! Przed nami rozpościera się łąka skąpana w letnim słońcu. Szumiąca trawa pod prawdziwie błękitnym niebem, tło to kraina mlekiem i miodem płynąca, schowana między wzgórzami. Powietrze pachnie truskawkami, a maki leniwie bujają się na wietrze. Idylla – cisza, spokój i wszystko takie piękne. Zbliżenie. To nie prawdziwa łąka, tylko dźwiękowy obraz świata – to First Aid Kit.
Niestety, mimo ogromnych chęci i zacięcia nie odkryliśmy jeszcze dziur w czasoprzestrzeni, które umożliwiałyby swobodne przemieszczanie się pomiędzy różnymi lokacjami. Ciężko też w połowie stycznia o letnią pogodę (chociaż znajdą się tacy, którzy chętnie się pokłócą, że w praktyce mamy początek wiosny), ale za to od kilku dni stosunkowo łatwo dostępnym kompaktowym latem jest najnowsze wydawnictwo First Aid Kit o jakże mocno brzmiącym tytule „The Lion’s Roar”.
Okazuje się, że chłodny skandynawski klimat ma wyjątkowy wpływ na twórczość pochodzących ze Sztokholmu sióstr Söderberg. Szczere, proste, klasyczne, poruszające i po prostu piękne piosenki są w stanie rozczulić serducho drwala z chaty na skandynawskim krańcu świata, gdzie nawet diabeł już nie mówi dobranoc, bo zbyt mroźno.
Johanna i Klara mogą być ze Szwecji, ale ich muzyczne inspiracje sięgają dużo dalej, bo aż za ocean (Fleet Foxes czy też Bright Eyes); tam też nagrały „The Lion’s Roar”. Debiut, „The Big Black & The Blue”, wydany w 2010 roku, był słodką, dziewczęcą płytą. Tutaj głosy dziewcząt już dojrzały, kompozycje są bardziej zróżnicowane, instrumentarium rozbudowane – to już nie sama gitara akustyczna; są też dzwonki i instrumenty dęte. Tytułowy utwór, będący zarazem singlem promującym i utworem otwierającym płytę, jest godnym reprezentantem albumu i zarazem zapowiedzią obiecującą folk z wyższej półki. Ciężki, lecz ciepły głos starszej o 2 lata Johanny tworzy prześliczne harmonie w połączeniu z subtelnym głosem Klary, malując muzyką te wszystkie piękne, folkowe obrazy – nie za pomocą tekstu, a za pomocą dźwięków. Chyba nie ma nic bardziej uroczego niż refren kolejnego utworu, „Emmylou”, który jest ujmującym hołdem dla Emmylou Harris, amerykańskiej piosenkarki folk i country, zakochanej po uszy w twórczości kobiety-legendy Joni Mitchell. Mimo momentami wybijającej się melancholii („In the Hearts of Men”, „Dance to Another Tune”), album kryje w sobie mnóstwo ciepła. Kołyszące „Blue” emanuje radością z życia, szczególnie dzięki wdzięcznej lekkości brzmienia dzwonków symfonicznych, a „King of the World” z udziałem Conora Obersta to czysta beztroska i tańce do samego rana.
Producentowi płyty, Mike’owi Mogisowi, udało się zachować bardzo klasyczne brzmienie. Naturalność i prostota utworów bazujących na szwedzkim i amerykańskim folklorze została nagrana w sposób bardzo precyzyjny, aby uwidocznić zalety głosów sióstr i współbrzmienia pomiędzy poszczególnymi instrumentami. Niezależnie od charakteru piosenek, wszystkie mają wspólną zaletę: niezwykłą melodyjność. I może to tylko moje wrażenie, ale czuć w nich nostalgię – za czym, to już indywidualna kwestia. Przeładowanie emocjami tylko dodaje autentyczności utworom. Niewiarygodne, że tak młode kobietki skomponowały tak dojrzałą, małą-wielką muzykę. Intuicyjnie jednak czuję, że to zaledwie przedsmak tego, co First Aid Kit może nam w przyszłości zaoferować.
Muzyka folk, z definicji określana jako muzyka ludu, staje się powszechnie doceniana. Nie dlatego, że nagle została odkryta, ale dlatego, że niesie ze sobą głębsze przesłanie, ściśle związane z tradycją, która z kolei definiuje przynależność do jakiegoś miejsca. A przecież wszyscy lubimy mieć swoje miejsce, gdzie nikt nie podgląda, nie wtrąca się ani nie przeszkadza; coś na wyłączność. First Aid Kit gwarantuje nam ową wcześniej wspomnianą łąkę, trzy kwadranse dryfowania w lekkości i prostocie bytu. Fade out.
First Aid Kit – „The Lion’s Roar”; 2012, Wichita Recordings
Ocena Reflektora (1-5):
![]()





