Z familoka w świat: Nieproste skojarzenia – wywiad z Romualdem Cichosem

Fotografia może wyrastać z zatrzymania, odmowy zrobienia kolejnego kroku, kiedy to wyobraźnia, a nie oko, podpowiada człowiekowi miejsce ustawienia obiektywu. O momentach narodzin zdjęcia, wpływie techniki na tę sztukę, a także o tym, co fotograf przyrody robi na tym szarym, industrialnym Śląsku, opowiada Romuald Cichos – członek Rady Artystycznej Związku Polskich Fotografów Przyrody.

(fot. R. Cichos - wszelkie prawa do fotografii zastrzeżone)

Dlaczego zaczął pan fotografować?

Dla mnie jest to tradycja rodzinna. Mój ojciec był fotografem-amatorem, który w latach pięćdziesiątych swoją pasją zaczął zajmować się na poważnie. Wtedy to kupił sobie aparat – nie mógłbym zapomnieć, że była to Praktica 4B. Niedługo potem mój ojciec zmarł, a na mnie po raz pierwszy spadło dobrodziejstwo (bądź nieszczęście) zwane spadkiem. W tym wypadku był to oczywiście aparat. I od niego rozpoczęła się moja droga fotografa.

Fotografa przyrody. Dlaczego zainteresował się pan właśnie tą dziedziną?

Na pomysł robienia zdjęć przyrodzie nietrudno było mi wpaść, ponieważ ona bez przerwy mnie otaczała. Żyjemy wśród niej i to ona jest najbardziej dostępna. Żyję w mieście otoczonym lasami i korzystam z tego, co mam. Fotografia przyrody obejmuje kilka dziedzin. Teraz uwieczniam krajobrazy, wcześniej zaś przez trzy sezony poświęcałem się makrofotografii – stworzyłem stronę internetową, na której zinwentaryzowałem bezkręgowce żyjące na terenie Lublińca. Nie była to jednak moja dziedzina, gdyż uważałem ją za zbyt techniczną i dokumentacyjną. Teraz szukam motywów kreacyjnych, które pozwalają wydobyć ciekawe światło i ciekawe ujęcia. Chcę, by na zdjęciu coś się działo, przynajmniej pod względem kolorystycznym.

W jaki sposób pana pasja łączy się  z regionem, w którym pan mieszka? Górny Śląsk nie kojarzy się z przyrodą.

Może to nie jest skojarzenie proste, ale mieszkańcom i znającym ten region szybko się nasuwa, gdy pomyślą chociażby o Beskidzie Śląskim. Jest to miejsce, do którego mogą uciec osoby na co dzień spotykające się z przemysłem i industrialnym krajobrazem. Południe naszego regionu ma bardzo duży potencjał, ale nie tylko ono! W okolicy znajduje się przecież mnóstwo lasów i parków.

A co charakterystycznego dla Śląska chciałby pan sfotografować?

Muszę się przyznać, że bardzo żałuję tego, iż przegapiłem kapitalny dla fotografa moment likwidacji hut i kopalni. Nie zdążyłem uchwycić przemijającego i bardzo specyficznego dla regionu piękna, którym zachłysnąłem się jako dziecko. Jeszcze dziś wspominam czerwień płonących hałd, czerń węgla, tajemniczy wygląd szybów i kominów, które zdążyłem uchwycić tylko na kilku fotografiach. Szkoda, bo pamięć nie jest wieczna i nie można się dzielić jej obrazem.

Co sprawia, że miejsce, krajobraz urzeka pana na tyle, że pragnie je pan uwiecznić?

Istnieje coś takiego jak wrodzone wyczucie miejsca, które niekoniecznie od razu zwraca uwagę swoją urodą, lecz jest potencjalnie piękne – wystarczy poczekać na odpowiednie światło czy ułożenie chmur. Do tego potrzebna jest wyobraźnia. Zdarzało mi się oprowadzać wycieczki po górach i przystawać przy miejscach niezauważonych przez innych. Wyjmowałem odpowiedni obiektyw, by uchwycić coś ciekawego i pokazać to w ciekawym kontekście. Dużą satysfakcję miałem w momencie, w którym pokazywałem oprowadzanym przeze mnie ludziom zdjęcia miejsca, które teraz ich zachwyca, a które wcześniej minęli obojętni.

Mówi pan o odpowiednim wyczuciu miejsca – czy w takim razie fotografowi wystarcza wrodzony talent?

Fotografii trzeba się też nauczyć przede wszystkim pod względem technicznym. Dziś dużo osób posiada bardzo dobre aparaty, które jeszcze parę lat temu były marzeniem profesjonalistów. Szkoda tylko, że często szczęśliwi posiadacze nie znają zalet swojego aparatu i w zasadzie nie wiedzą, po co go mają. Sam aparat nie robi zdjęć – musimy wiedzieć, jak najlepiej możemy wykorzystać możliwości, które nam daje, i właśnie dlatego fotograf musi się uczyć swojego fachu.

A gdzie pan się go nauczył?

Z wykształcenia jestem chemikiem – operatorem urządzeń przemysłu chemicznego. W moim zawodzie pracowałem jednak bardzo krótko, obejmując stanowisko w Ośrodku Postępu Technicznego w Katowicach. Pomagałem tam w laboratorium, następnie poszedłem do wojska, a gdy wróciłem, objąłem funkcję wystawiennika, spotykając się w pracy z fotografią wielkoformatową. W międzyczasie korzystałem z wielu kursów, które pozwalały mi poznawać coraz lepiej swoją pasję.

W latach siedemdziesiątych, gdy panowała moda na fotografię analogową, miałem jako  chemik wszystko, co fotografowi do szczęścia potrzebne – pracownie (jasną i ciemną) oraz laboratorium. A w tej chwili na całym świecie jest tak, że fotograf robi zdjęcie, oświetleniowiec dostarcza mu odpowiedniego światła, a laborant robi pod danego fotografa obróbkę zdjęcia. Zastąpiliśmy ciemnię programami graficznymi.

Co oprócz tego zmieniło się jeszcze w fotografii? Czy można mówić, że panuje teraz moda na zdjęcia jakiegoś określonego typu?

Bieżącą modą jest robienie tysięcy zdjęć, nie wiadomo po co, nie wiadomo dla kogo i nie wiadomo dlaczego. Każdy posiadacz aparatu cyfrowego z byle wyprawy do ogródka przywozi 3 tysiące zdjęć, których nigdy nie zobaczy od początku do końca, ani nie pokaże ich swoim znajomym, ponieważ nie mieliby oni cierpliwości na oglądnie takiego chłamu. Dawniej wyjeżdżało się na wakacje z założeniem że jeden film wystarczy na dwa dni zdjęciowe – czyli co dzień można było zrobić około 15 zdjęć. Trzeba było być bardzo skupionym, by wybrać odpowiedni moment i nie zmarnować żadnej okazji – bo jeśli raz zrobiło się złe zdjęcie, mogło nie starczyć miejsca na inny dobry kadr. Dzięki tej oszczędności w gospodarowaniu ujęciami krajobrazu z wyjazdu przywoziło się piękne fotoreportaże. A teraz? Z tych tysięcy zdjęć trudno wybrać te, którymi naprawdę można się pochwalić. Nowa technika spłyciła fotografię, ale przyniosła też ze sobą nowe możliwości.

Ale chyba dla młodych fotografów jest jeszcze jakaś nadzieja? Jakie rady ma pan dla nich?

Na samym początku trzeba opanować aparat, który się kupiło, oraz zdecydować, jakiego rodzaju fotografię chce się uprawiać. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest przeglądanie wszelkiego rodzaju portali związanych z tą tematyką. Jeśli np. ktoś fotografuje ptaki, dobrze by było, gdyby poszukał o nich informacji, porozmawiał na forach z innymi bardziej doświadczonymi fotografami, którzy mogą udzielić wielu rad, np. wskazać odpowiednie miejsca, na których bytują dane zwierzęta, owady czy rośliny. Na pewno również pomogą w radzeniu sobie z wieloma problemami, jakie pojawiają się na drodze młodego fotografa. Bo takie problemy się pojawią. Najważniejszą moją radą jest to, by się nie zniechęcać i okazać cierpliwość zarówno w stosunku do aparatu, jak i do fotografowanego obiektu, naprawdę poświęcić trochę czasu i poczekać na naprawdę udane zdjęcia. Oczywiście zapraszam też na spotkania ZPFP, gdzie młodzi fotografowie są zawsze mile widziani.

Zobacz >> stronę pana Romualda Cichosa.

Wywiad został przeprowadzony w sierpniu 2011.

To również może Cię zainteresować:

Czytaj inne teksty autora:

Brak komentarzy

Skomentuj




Aby dodać komentarz przepisz tekst podany na obrazku poniżej.