Nowe Horyzonty Tournée
Już po raz trzeci widzowie w całej Polsce mają okazję wziąć udział w Nowych Horyzontach Tournée – objazdowym przeglądzie, podczas którego wyświetlone zostaną najważniejsze (zdaniem organizatorów) dzieła pokazywane podczas 12. edycji MFF Nowe Horyzonty. W katowickim Światowidzie od 20 do 26 stycznia.

- Code Blue
O sukcesie Romana Gutka, który dwanaście lat temu wystartował z pierwszymi Nowymi Horyzontami w Sanoku najdobitniej świadczy fakt, że nazwę jego imprezy kojarzą nawet filmowi laicy. Dzisiaj tyleż hermetyczny, co otwarty na wszystko festiwal, to nie tylko jedno z największych przedsięwzięć tego typu w Polsce, ale przede wszystkim synonim kina dla wymagającego widza, którego nie zadowala popcorn, kubek coli i kolejna część Transformersów w multipleksie.
Choć dwunasta edycja festiwalu była krokiem w stronę kina bardziej przystępnego (przede wszystkim dźwięki retrospektywie Terry’ego Gilliama i sekcji Midnight Movies), nie zapomniano o awangardzie. Dzieł niełatwych nie brakuje i w repertuarze Tournée, w ramach którego obejrzeć będzie można w tym roku aż osiem filmów: od dość zachowawczej w formie Nagrody (Nagroda Publiczności), po skrajnie eksperymentatorskiego Grabarza (Wyróżnienie Jury).

Poza szatanem
Nagroda Pauli Markovitch ujmuje przede wszystkim historią osnutą wokół biografii autorki, która wspomina w swoim filmie traumatyczne dzieciństwo spędzone w Argentynie lat 70., kiedy to kraj zmagał się z problemem faszyzmu. To jeden z przykładów na to, że „film nowohoryzontowy” wcale nie musi być filmem „dziwnie zrobionym”. Realizacja (ze znakomitymi zdjęciami Wojciecha Staronia na czele) jest perfekcyjna, nie przysłania jednak opowiadanej historii, a znakomicie jej służy.
Stojący na drugim biegunie Grabarz Sándora Kardosa to z kolei stereotypowe „nowe horyzonty” pełną parą. Adaptacja prozy Rilkego, zrobiona za pomocą aparatu do rejestrowania zawodników przecinających linię mety podczas wyścigów konnych, budzi wątpliwości klasyfikacyjne: bo czy przesuwające się od lewej do prawej strony ekranu, opatrzone narracją z offu nieruchome obrazy to jeszcze film czy może już coś innego? Specyficzne i z pewnością nie dla każdego.
Tegoroczne Nowe Horyzonty Tournee to jednak przede wszystkim sprawdzeni mistrzowie i uznani reżyserzy: w repertuarze znajdziemy najnowsze filmy Béli Tarra, Kima Ki-duka, Nuriego Bilge Ceylana czy Bruna Dumonta. Tarr żegna się Koniem turyńskimz kinem – tak przynajmniej utrzymuje. Na przekór wszelkim tendencjom, nakręcił swoją medytacyjną opowieść długimi ujęciami na czarno-białej taśmie, redukując przy tym dialogi. Pięć dni z życia wiejskiego gospodarza to hipnotyczna opowieść o kresie życia i kresie świata.

Naroda
Długimi ujęciami hipnotyzuje również Ceylan. Jego Pewnego razu w Anatolii to kryminał à rebours. Zamiast napięcia i wartkiej akcji, mającej doprowadzić do rozwiązania zagadki (poszukiwanie zwłok zamordowanego mężczyzny), mamy tu monotonię ciągnącej się w nieskończoność nocy i szereg wyrazistych postaci, które uczestniczą w śledztwie bynajmniej nie z własnej woli. Wraz z postępem podróży przez anatolijskie pustkowia odkrywamy skomplikowane osobowości bohaterów. I choć początkowo seans może nużyć, Ceylan sprawia, że trudno opuścić fotel kinowy na długo po seansie.
Kontrowersje budzi zarówno jeden z naczelnych francuskich obrazoburców, Bruno Dumont, który w Poza szatanem opowiada historię mężczyzny bez skrupułów na przemian dopuszczającego się przemocy i czyniącego cuda, jak i Kim Ki-duk, w Arirang czyniący samego siebie bohaterem swojego dzieła. Koreański reżyser posuwa się tu do skrajnego ekshibicjonizmu emocjonalnego (chyba od czasów Tarnation Jonathana Caouette’a nie było u nas tak osobistego filmu), tematyzując nie tylko swój kryzys twórczy, ale i załamanie nerwowe. Arirangjako autopsychoterapia Kim Ki-duka z pewnością jest filmem potrzebnym jemu samemu, przypadkowy widz może mieć trudności z odnalezieniem się w jego wyizolowanym od społeczeństwa azylu. Dla fanów reżysera rzecz obowiązkowa.

Pewnego razu w Anatolii
Na deser dwa wyraziste polskie akcenty: Z daleka widok jest piękny Anki i Wilhelma Sasnalów oraz Code Blue Urszuli Antoniak. Pierwszy film to dekonstrukcja mitu polskiej wsi: centralnym punktem fabuły jest powrót głównego bohatera do małej, podkarpackiej społeczności, która nie chce przyjąć go z powrotem w swoje struktury. Code Blue jest z kolei opowieścią o splocie fascynacji śmiercią i seksualnością. Analizując psychikę Marian, pielęgniarki pomagającej umierać swoim pacjentom, Urszula Antoniak stosuje radykalne środki. Bezpośrednie obrazowanie, brutalizm przedstawień sprawiają, że film trafia prosto w trzewia widza. To kino, które z pewnością nie dostarcza przyjemności, a prowokuje tyleż do refleksji nad ludzką naturą, co protestacyjnego wyjścia z kina. Code Blue jest jednym z tych dzieł, których doświadczyć trzeba na własnej skórze.
Objazdowy zestaw filmów, przygotowany przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, nie jest zbiorem arcydzieł, które bez wątpienia wzbudzą szacunek każdego widza. To raczej dzieła, mające prowokować, zaproponować odbiorcy coś nowego, zaskakującego i zapytać: „co ty na to?”. Osiem produkcji, które będziemy mogli obejrzeć na dużym ekranie, zdecydowanie odstaje od tego, co na co dzień proponują nam kina (nawet te studyjne). Polecając wybranie się na nowohoryzontowe seanse, gwarancji bezpośredniego zadowolenia wystawić więc nie mogę, nie o zadowolenie jednak tu chodzi. Przekraczanie granicy, poszerzanie horyzontów zawsze jest pewnym wyzwaniem. Nowe Horyzonty Tournée również nim jest. Podejmiesz się, Drogi Czytelniku?





