Ile sztuki w arbuzie, czyli czym jest carving

Codziennie goszczą na talerzach. Małe, duże, słodkie, kwaśne, soczyste. Owoce i warzywa – nieodłączny element diety. Jednak czy mogą także być czymś więcej? Czy zamiast trafiać prosto do żołądka, mogą stać się dziełami sztuki? Grzegorz Sibon, rybniczanin zajmujący się carvingiem, zdradził nam tajniki tej niecodziennej sztuki.

Ania Muschiol: Co to jest carving?
Grzegorz Sibon: Carving jest to sztuka rzeźbienia w warzywach i owocach. Sama nazwa wzięła się od angielskiego słowa „carve”, co oznacza rzeźbić, wycinać.

A: Skąd pomysł, żeby się tym zająć?
G: Kolega, z którym kiedyś pracowałem w jednej z rybnickich restauracji, natchnął mnie, żeby zacząć zajmować się carvingiem. Na początku stwierdziłem, że to w ogóle nie dla mnie, gdzie ja tam będę przy arbuzach siedział i wycinał godzinami. Pamiętam swój pierwszy arbuz – kupiłem zwykły nożyk jarzyniaczek i siedziałem przy tym arbuzie dwie godziny. Tak nie za fajnie mi to wyszło i wyrzuciłem go przez balkon. Po pół roku ten sam kolega pokazywał mi już swoje nowe prace i stwierdziłem, że jeśli on może, to ja też. Ba! Po miesiącu rzeźbienia zorganizowałem nasz pierwszy pokaz, który okazał się sukcesem.

A: Skoro mowa o sukcesie, to jaki był największy?
G: Największy sukces odnieśliśmy w tym roku, we wrześniu. Z kolegami z Pracowni Sztuki Kulinarnej tworzymy team i razem wyjechaliśmy do Niemiec do Lipska na Mistrzostwa Europy w Carvingu, gdzie w konkurencji grupowej udało nam się wskoczyć na drugie miejsce, ex aequo z Rosjanami. Robiliśmy wspólnie jedną konkretną rzeźbę. Piotr Wasik wyrzeźbił samuraja z dyni, rzeźba była monolitem. Za samurajem był okrąg, który miał przedstawiać słońce – nad tym pracował Łukasz Szewczyk. Łukasz wyrzeźbił też piękną papaję i kwiaty, które zainstalowaliśmy u stóp samuraja. Moim zadaniem było wyrzeźbienie feniksa, którego później umieściliśmy w najwyższym punkcie konstrukcji, dodatkowo po obu stronach konstrukcji dwa arbuzy przedstawiające styl tajski oraz styl europejski.

A: Czyli… jaki?
G: W carvingu wyróżniamy trzy style: europejski, tajski i chiński. Tajski jest stylem najbardziej skomplikowanym: składają się na niego drobne cięcia i jest najbardziej efektowny. Europejski przedstawia kwiaty oraz większe wzory, a styl chiński to rzeźba 3D – podczas gdy arbuz jest wciąż monolitem, czyli nie obcinamy, nie dokładamy, po prostu rozkładamy arbuza i on staje się rzeźbą 3D.

A: Ile czasu zajmuje stworzenie takiej rzeźby?  Zależy to bardziej od materiału, od wielkości?
G: Tak naprawdę zależy to od osoby – od jak dawna rzeźbi, jakie ma doświadczenie z carvingiem. Ja z moimi kolegami zajmujemy się tym na co dzień, robimy szkolenia, pokazy, jeździmy po całej Polsce. Zatem my mamy już dosyć duże doświadczenie i taki najprostszy wzór na arbuzie, styl europejski, zajmuje minimalnie pół godziny. Chociaż najbardziej skomplikowane prace mogą zająć nawet do dwóch tygodni – przy pracy na jednym arbuzie. Im bardziej skomplikowana praca, tym więcej czasu zajmuje. Szczególnie kiedy wyjeżdżamy na konkursy, tworzymy bardziej skomplikowane prace, które zajmują dużo czasu. Gdy jechaliśmy na mistrzostwa, Piotr i Łukasz poświęcili trzy tygodnie na przygotowanie swoich prac.

A: Mówisz, że przygotowujecie jeden arbuz przez trzy tygodnie, a co z kwestią trwałości? Przecież normalny arbuz po takim czasie nie nadawałby się już do niczego.
G: Trzeba wiedzieć, jak przechować taki owoc. My stosujemy benzoesan sodu, związek chemiczny, który pomaga nam w utrzymaniu owoców w dobrym stanie. Dodatkowo arbuz, który jest już wyrzeźbiony, musi być odpowiednio przekładany z jednej strony na drugą, tak, żeby nie zrobiły się odleżyny. Kiedy arbuz jest w całości, ma stałą strukturę, natomiast kiedy zrobimy chociaż jedno nacięcie, zaczyna wyciekać z niego woda, dlatego należy go przekładać mniej więcej co 8 godzin. Chociaż niestety, przy przygotowaniach do mistrzostw połowa prac poszła do wyrzucenia, bo nie udało się ich przechować.

A: Czy carving jest nową dyscypliną sztuki? Chyba niewiele osób się z tą nazwą dotychczas spotkało.
G: Jeśli chodzi o Polskę, to jest to kwestia 7-8 lat, a jeżeli chodzi o świat to… VII w. n. e., tak więc jesteśmy jak zwykle do tyłu. Carving wywodzi się z Chin, jednak za stolicę carvingu uważa się Tajlandię. Ogólnie wywodzi się on z Bliskiego Wschodu. Początkowo można było go spotkać jedynie na dworach cesarskich. W XIII w. zaczął rozpowszechniać się w średniej klasie społeczeństwa, a później bardzo wolno na całym świecie. Niestety w Polsce pojawił się dopiero kilka lat temu.

A: Więc trzeba teraz nadrabiać zaległości. Jestem ciekawa, czy podczas rzeźbienia można popełnić błąd?
G: My, jako doświadczeni rzeźbiarze, tych błędów popełniamy raczej niewiele, ale przytoczę anegdotę z Mistrzostw Europy, które odbywały się we Francji dwa lata temu. Tam jeden z uczestników zbyt mocno naciął arbuz, w efekcie czego owoc po prostu wybuchnął. Więc może był to nie tyle błąd ze strony uczestnika, co wady tworzywa. Arbuz jest na przykład bardzo zbitym owocem i trzeba uważać, żeby niekontrolowane cięcie nie spowodowało pęknięcia.

A: Jeżeli mówisz, że arbuz jest dosyć wybuchowym owocem, to czy na rzeźbienie ma wpływ dojrzałość owocu?
G: Tak, od dojrzałości owocu lub warzywa wiele zależy. Na przykład marchewka jest twardym warzywem, więc po obraniu wrzucamy ją do roztworu solnego, po około dwóch godzinach staje się miękka i wtedy nadaje się do rzeźbienia. Później, żeby odwrócić proces, wrzucamy warzywo do lodowatej wody i po półgodzinie znowu staje się twarda. Jeżeli chodzi o arbuz, musimy wyczuć jego dojrzałość. Zawsze śmieszy mnie, gdy widzę ludzi w supermarketach, którzy stukają i pukają w arbuzy, nie wiem, co oni tam słyszą, nie mam zielonego pojęcia (śmiech), ale to nic nie daje. Trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na skórkę, czy są na niej jakieś przebarwienia. Jeżeli tak, to wtedy owoc się nie nadaje, bo przebarwienia mogą wystąpić także w środku. Owoc sprawdzamy także, naciskając go od strony łodygi i kwiatu, czy nie jest w tych miejscach miękki. Jeżeli jest twardy, nadaje się do rzeźbienia.

A: W których owocach i warzywach rzeźbi się najlepiej, a w których w ogóle się nie da?
G: Nie da się na pewno w winogronie, chociaż znamy taką sztuczkę, która udowadnia, że jednak się da. Ale wszystkie mniejsze, takie jak porzeczka, truskawka, pomarańcza, kiwi nie nadają się do rzeźbienia. Natomiast najwdzięczniejszymi owocami i warzywami są kalarepa, burak, biała rzodkiew, marchew, papaja, melony różnego rodzaju i arbuz, który ze względu na kolorystykę daje bardzo ładny kontrast trzech kolorów: białego, czerwonego i zielonego. A w sezonie zimowym przede wszystkim dynia.

A: Ile trzeba zapłacić za tego typu rzeźbę?
G: Koszt wyrzeźbionego arbuza to mniej więcej 100 zł, jednak wszystko zależy od okazji, na którą wykonany ma być owoc oraz od wielkości zamówienia.

A: Rzeźbienie jakiej tematyki sprawia ci największą przyjemność?
G: Myślę, że chyba najbardziej lubię tematykę zwierzęcą. Lubię rzeźbić zwierzaki, a na przyszłorocznej olimpiadzie moim tematem przewodnim będzie safari, czyli wszystkie zwierzęta, które można spotkać w Afryce: tygrysy, słonie, żyrafy i  lwy.

A: Widziałam także, że wykonywałeś portrety na arbuzach, co wydało mi się zaskakujące.
G: Tajemnicą jest, w jaki sposób je wykonujemy, ale wbrew pozorom jest to bardzo łatwe. Tajemnice te zdradzamy naszym kursantom podczas szkoleń carvingu. Tak naprawdę można wyrzeźbić wszystko. Tak jak powiedziałem wcześniej, jedyne, co nas ogranicza, to wyobraźnia.

A: A czy wykonaną przez was rzeźbę można zostawić sobie na pamiątkę?
G: Miałem okazję rzeźbić na wesele kuzynki i kolegi. Chcieli zachować sobie te rzeźby na pamiątkę. Przyszli do mnie z pytaniem, jak mają zakonserwować taką rzeźbę, niestety musiałem powiedzieć im, że nie ma takiej możliwości. Jest to jedynie krótkotrwała przyjemność dla oka. Można uwiecznić ją na zdjęciu.

A: Jak długo trzeba uczyć się carvingu? Czy wystarczy mieć talent plastyczny?
G: Takim osobom jest na pewno łatwiej, sam jestem osobą, która posiada jakieś tam zdolności manualne. Przed rozpoczęciem rzeźbienia malowałem, rysowałem i dużo mi to pomogło. Wtedy wyobraźnia jest bardziej rozwinięta, chociaż wszystko jest do wyćwiczenia. Akurat carving polega na dwóch podstawowych cięciach, po opanowaniu których szybko można się nauczyć reszty.

A: Czy istnieją jakieś specjalne narzędzia, których używacie?
G: Oczywiście są różnorodne narzędzia, dłuta, noże oraz oczka – nowy towar na rynku (śmiech). My głównie używamy jednego noża, który nazywa się nożem tajskim. Jest to nóż, którego ostrze przypomina kształtem trójkąt równoramienny zaostrzony z jednej strony. Używamy także dłut o przekroju litery „V” lub „U”, które służą do rzeźbienia prac bardziej komercyjnych na pokazach.

A: Wiążesz z carvingiem swoją przyszłość czy traktujesz to jako dodatkowe zajęcie?
G: Tak, jak najbardziej wiążę z tym swoją przyszłość. Z kolegami wciąż przeprowadzamy szkolenia, pokazy i wbrew pozorom, jest to bardzo dobry sposób na biznes. Wiążę z tym przyszłość także dlatego, że jest to w jakiś sposób powiązane z gastronomią, która jak na razie jest całym moim życiem. No i carving jak najbardziej. Tym bardziej, że mamy już na naszym koncie pewne dokonania i stajemy się osobami coraz bardziej rozpoznawalnymi w środowisku. To nas napędza, to jest ten kołowrotek.

A: Skąd czerpiesz pomysły? Rozumiem, że wyobraźnia, ale czy i inspiracje z zewnątrz?
G: Na początku moja przygoda z carvingiem wyglądała tak, że wchodziłem w Google, wpisywałem „carving”, szukałem najbardziej ambitnych wzorów i próbowałem odwzorować na swoim arbuzie. I tak przez pierwsze pół roku. Później wyobraźnia zaczęła działać sama, jednak wciąż najbardziej inspiruje mnie Tajlandia i skomplikowane wzory, w których czuję się najlepiej. Mam także kilka własnych, chociaż trudno jest stworzyć coś nowego, jeżeli carving istnieje już tyle lat, ba, tyle wieków.

A: W takim razie dziękuje ci serdecznie i życzę powodzenia.