Tydzień w kinie #1

Z nowym rokiem rozpoczynamy cykl „Tydzień w kinie”, w którym proponujemy Wam kilka aktualnych premier lub filmów dostępnych w kinach na Śląsku.

Niebezpieczna metoda, reż. David Cronenberg
3/5
Z pewnością nie jest to najlepsze dzieło Davida Cronenberga (ba, to jeden z najsłabszych filmów w jego karierze), pomimo tego warto go zobaczyć. Opowieść skupia się na relacjach Carla Gustava Junga z Zygmuntem Freudem i Sabiną Spielrein, gdzieś na dalszy plan odsuwając problem samej psychoanalizy. Niebezpiecznej metodzie bliżej więc do melodramatu niż do filozoficznej rozprawy (do miana której nawet nie aspiruje) – i w tej konwencji sprawdza się znakomicie. Najjaśniejszymi punktami filmu są odtwórcy głównych ról. W rozhisteryzowanej kreacji Keiry Knightley największe wrażenie robi plastyczność szczęki aktorki (któż spodziewałby się, że człowiek potrafi w taki sposób wykrzywiać twarz?), jednak ekranowy spektakl kradną Michael Fassbender i Viggo Mortensen – ich słowne potyczki to mistrzostwo aktorstwa. I szkoda tylko, że za grosz w tym wszystkim wyrazistego stylu Cronenberga.

Lapońska odyseja, reż. Dome Karukoski Światowid
3/5
Bohaterem filmu jest dwudziestokilkuletni Janne, idealne połączenie nihilizmu Hlynura ze 101 Reykjavík z głupotą Homera Simpsona. Janne dostaje od swojej dziewczyny ultimatum: musi w piątkową noc zdobyć dekoder telewizyjny i wrócić z nim do rana, inaczej ta od niego odejdzie. Zaczyna się seria niefortunnych zdarzeń, w której towarzyszą Janne dwaj jego najlepsi przyjaciele: depresyjny typ ze złamanym sercem i maminsynek, grający w erotyczne gry na barowych automatach. W tle – historia rosnącej na granicach fińskiego miasteczka sosny, na której powiesiło się w ciągu pięciu pokoleń wielu jego mieszkańców. Czy któryś z naszych bohaterów skończy podobnie, możecie się przekonać sami, idąc w tym tygodniu do katowickiego Światowida. Rozrywka może nie najwyższych lotów, ale nigdzie indziej tej zimy nie zobaczycie tyle śniegu.

Jane Eyre, reż. Cary Fukunaga
Rialto
4/5
Dziewiętnastowieczna Anglia w wydaniu gotyku wiktoriańskiego, czyli ekranizacja powieści Charlotte Brontë z doskonałą Mią Wasikowską i uwielbianym ostatnio Michaelem Fassbenderem. Niech Was nie zmyli skojarzenie z Dumą i uprzedzeniem czy Rozważną i romantyczną (adaptacje piszącej znacznie wcześniej Jane Austen), bowiem Jane Eyre jest w klimacie znacznie chłodniejsza i przerażająca, a wykorzystane w filmie środki surowe. Całość tonie w szarościach, a długie ujęcia i delikatna muzyka pewnie nie przekonają każdego miłośnika rzewnych melodramatów, ale zdecydowanie warto!

Łono, reż. Benedek Fliegauf
3.5/5
Światowid
Melodramat science fiction. Z pamięci spośród podobnych wariacji wygrzebać potrafię tylko Gattacę i 2046. Jednak Łono to totalnie inny film, w którym niedaleka przyszłość wygląda tak samo jak dziś. Przynajmniej tak samo będą wyglądały według jego twórców samotne domki u wybrzeży morza, gdzie toczy się większość akcji. Przyszłość jest tu pretekstem do rozważania nad trudnym z etycznego punktu widzenia problemem klonowania. To historia Rebekki i Thomasa, pary, która od dzieciństwa nie miała wiele czasu, aby się sobą nacieszyć. I to tyle, aby nie zdradzać i tak skąpej fabuły filmu. Niestety kilka smakowitych ujęć chłodnego wybrzeża i okolicy, wspaniała paleta barw i wiecznie szumiący wiatr to za mało na tak trudną historię. Ale może Eva Green i dwie nominacje, w tym do Złotego Lamparta na Festiwalu w Locarno, Was przekonają. Drugiego takiego filmu z pewnością długo w kinach nie będzie.

Sherlock Holmes: gra cieni, reż. Guy Ritchie
4/5
Helios, Multikino,CinemaCity
Guy Ritchie powraca w wielkim stylu. I choć plakaty nowego Sherlocka Holmesa wyglądają mało zachęcająco, sam film zdecydowanie warto zobaczyć. Ritchie rozwija w nim do perfekcji znany – choćby z poprzedniej części – charakterystyczny wizualny styl. To właśnie głównie dzięki atrakcyjnemu montażowi, efektowi slow motion oraz innym chwytom wizualno-formalnym film ogląda się znakomicie. Gdy dodamy do tego całkiem niezły scenariusz oraz w miarę chwytliwe i dynamiczne dialogi, dostaniemy hit. Sherlock Holmes: gra cieni to sprawnie zrealizowane kino akcji, którym warto się zainteresować. I choć nie na wszystkich zadziała legendarny magnetyzm duetu Jude Law – Robert Downey Jr., parę scen na pewno zostanie w pamięci widzów, na przykład doskonała scena w lesie.

To również może Cię zainteresować:

Czytaj inne teksty autora:

Brak komentarzy

Skomentuj




Aby dodać komentarz przepisz tekst podany na obrazku poniżej.