Trzęsienie ziemi

Jest coś niepokojącego w przełomie XVIII i XIX wieku. Wyobrażam sobie, że powietrze musiało pachnieć wtedy rewolucją. Nie przez przypadek zaśniedziałe bramy Bastylii ustąpiły przed gniewem tłumu, nie przez przypadek przez Kontynent przetoczyły się zbrojne kontyngenty. Nie przez przypadek pewien królewiecki myśliciel wstrzymał filozoficzne słońce. I też nie przez przypadek muzyka tego czasu nabrała nowej energii i nowej głębi, jakby sparciało trzymające ją wędzidło. Nuty Karmanioli szybko okazały się zbyt mdłe, by sprostać rodzącym się czasom.


Wolność, której poświęcano uczone dysertacje, szukała ujścia w sztuce. Jak przecież daleko od Fragonarda do Friedricha! Jaka odległość dzieli obrazoburczy cynizm Diderota od rozpaczliwych podróży Byrona! Jak wielkim odkryciem był Beethoven! Pytanie tylko, czy i dziś można ożywić emocje tej naiwnej epoki, która wierzyła, że ogląda świt lepszego świata.

Dobrze, że orkiestra tak uznana jak Concerto Köln, podjęła się tego zadania – przynajmniej w dziedzinie muzyki. Trzeba przecież wyjątkowej odwagi, by sięgnąć w swoim repertuarze po Mehula, Lipińskiego i Beethovena właśnie. Trzeba też niezwykłych umiejętności, by podjętemu zadaniu sprostać. Szczęśliwie – tym razem trudno się było rozczarować. Niesłychana pasja, wytrwale i subtelnie prowadzona przez skrzypce (głównie w rękach Jakuba Jakowicza), potrafiła przywołać namiętności tego okresu, potrafiła skonstruować niezwykłą panoramę, w której przeglądały się – jak w tafli jeziora, nie do końca wierząc w rzeczywistość własnego spojrzenia – postacie we frygijskich czapkach z jednej strony i szacowne twarze mieszczan epoki Restauracji z drugiej.

Być może to najbardziej niezwykła cecha estetyki początków XIX wieku – pomieszanie stylów i wpływów, niesłychana burza, rozbijająca się o nuty symfonii. Znać w tym okresie jeszcze jakąś wielkopańską, władczą dumę – która została doprowadzona do karykaturalnego przepychu wraz z biegiem dziesięcioleci. Bez obaw: zatrzymaliśmy się przed tą datą. Skład Concerto Köln sprzyjał zresztą wydobyciu dostojności, drzemiącej w partyturach klasyków, a dyrygent, Marc Korowitch, pokierował dążeniami muzyków bezbłędnie.

Trzęsienie ziemi na początek. Potem napięcie narastało.

 Ars Cameralis: Concerto Köln w Katowicach 13 listopada 2011