Rozświetlenie: Krótka rozmowa o pomaganiu

– Wolontariat to odkrywanie w sobie nowego człowieka. Pokazanie sobie, że potrafię pomagać innym – opowiada Grzegorz Kukowka, lider społeczny programu „Akademia przyszłości”.


Grzesiek, czym zajmuje się stowarzyszenie „Wiosna”?

Mądrą pomocą osobom potrzebującym. Jego najbardziej znaną akcją jest „Szlachetna paczka” – zakup ubogim rodzinom najpotrzebniejszych dla nich towarów. Oprócz tego jest jeszcze „Akademia przyszłości”, prowadzona już od dziewięciu lat. Polega ona na indywidualnej współpracy tutora i dziecka, które z jakichś względów nie radzi sobie w szkole. Ja jestem liderem społecznym tego projektu. Moja praca polega na koordynacji działań wolontariuszy, pomocy w rozwiązywaniu problemów oraz byciu łącznikiem między nimi a centralą.

Co cię przekonało do dołączenia do tej akcji?

Na pierwszym spotkaniu liderów, w którym uczestniczyłem, przemawiał założyciel i prezes Stowarzyszenia, ksiądz Jacek Stryczek. Opowiadał o idei pomocy i miłości bliźniego, używając bardzo patetycznych i wzniosłych określeń. A po nim na scenę wyszła pani zajmująca się doradztwem biznesowym, motywowaniem pracowników. Mówiła o tym samym, ale zupełnie innym językiem. Dwie osoby robiły to samo, odwołując się do tych samych korzeni i wartości, ale wywodzonych z innych podstaw i inaczej przez nich nazywanych. Pomyślałem, że cel musi być niezwykle ważny, skoro jednoczy tak różne osoby i już wiedziałem, że muszę się do tej akcji dołączyć.

Jak wybiera się dzieci uczestniczące w projekcie?

Po podpisaniu umowy między dyrektorem szkoły a stowarzyszeniem wybierany jest koordynator projektu, którym zwykle zostaje pedagog placówki. To on w porozumieniu z wychowawcami klas i innymi nauczycielami wybiera zgłaszane dzieci. Oczywiście na uczestnictwo w projekcie muszą wyrazić zgodę również rodzice.

Jakie problemy mają te dzieci?

Bardzo różne. Zazwyczaj są to problemy w nauce. Pojawiają się dzieci z rodzin mających problemy finansowe, alkoholowe lub prawne. Często przychodzą do nas dzieci, których rodzice mają zbyt dużo pracy, by poświęcić im wystarczającą ilość czasu. Największym wyzwaniem dla mnie była sytuacja dziewczynki, która całe życie mieszkała w państwie muzułmańskim. Z powodu, powiedzmy, różnic kulturowych razem z mamą Polką wróciły do kraju. Dziewczynka mówi tylko po francusku, ojciec zabraniał jej nauki polskiego. Proste pytanie ze strony szkoły brzmiało, czy mamy kogoś kto płynnie mówi w tym języku. Tu nawet największym problemem nie były kłopoty szkolne, ale to, że dziecko nie mogło z nikim złapać kontaktu i zwyczajnie porozmawiać. Udało nam się znaleźć taką osobę. Jak widać, przypadki mamy bardzo różne.

W czym pomaga dziecku wolontariusz?

Wolontariusz spędza z dzieckiem godzinę w tygodniu, pomagając mu w jednym wybranym przedmiocie. Naszym nadrzędnym celem jest budowanie w dziecku, często niedocenianym w domu, poczucia własnej wartości. Często ich niska samoocena jest utrwalana przez nauczycieli, który traktują gorzej te dzieci, które nie osiągają dobrych wyników w nauce. Uczestnicy naszego programu dostają indeksy bardzo podobne do tych akademickich. W nich po każdych zajęciach wpisują sukces dnia. Początkowo muszą im w tym pomagać wolontariusze, ponieważ dzieci często nie zauważają, że ważne jest to, że rozwiązały zadanie lub nie spóźniły się na zajęcia, chociaż zdarza im się to bardzo często. Z czasem same wpisują w indeksy swoje osiągnięcia.

Czy takie dzieci łatwo otwierają się i pozwalają sobie pomóc?

To zależy, bardzo trudno mi generalizować, więc opowiem o chłopcu, którym w zeszłym roku się opiekowałem. Adam chodził wtedy do szóstej klasy i można powiedzieć, że był typowym „ziółkiem”, prowodyrem wszystkich bójek, nieznoszonym przez nauczycieli. Wszystko, co dało się rozwalić, rozwalał. Najpierw traktował mnie jak zło konieczne. Mama mu kazała, pani pedagog mu kazała, nauczycielka mu kazała, więc przychodził. Gdy raz musiałem odwołać zajęcia, to nie było mowy o ich odrobieniu. Kiedy zbliżały się zajęcia ze mną, nagle bolała go głowa, łapał grypę. W maju, po roku pracy, z powodu sesji musiałem odwołać zajęcia. Na kolejnych Adam powiedział: „ale obrobimy je, bo przecież jest tak fajnie”. To była dla mnie ogromna satysfakcja. Ale początki były bardzo trudne.

Co było dla ciebie najtrudniejsze?

Po pierwsze dostosowanie się do standardowych dla nas formuł. Dzieci musiały się zwracać do nas per „pan” i dlatego poczułem się bardzo staro. Może to brzmi zabawnie, ale nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Po drugie, nie miałem pojęcia, jak się za Adama zabrać. Nie jestem nauczycielem, nie mam wykształcenia pedagogicznego. Moje zawodowe zainteresowania koncentrują się wokół zupełnie innych kwestii. Bardzo mi w tym pomogły szkolenia organizowane przez Stowarzyszenie, a poza tym zaufałem swojej intuicji.

Jaki miałeś pomysł na Adama?

Gdybyś wiedziała, ile ja miałem na niego pomysłów! Ale myślę, że najbardziej się zgraliśmy, wychodząc wspólnie ze szkoły – czy to bawiąc się na śniegu, czy to grając razem w piłkę. Adam był zapalonym rowerzystą, miał własny rower do wyczynowej jazdy. Był przeszczęśliwy, gdy poszedłem z nim i pooglądałem jego sztuczki. Ja cieszyłem się z tego, że Adam po chwili mógł odłożyć bez żalu rower i rozwiązać zadania z matematyki.

Zastanawiam się nad relacją takich uczniów z nauczycielami. Przecież często zdarza się, że dzieci stwarzające problemy stają się nieakceptowanymi wyrzutkami klasy.

Nie można generalizować, ale faktycznie zdarzają się sytuacje, w których nauczyciele źle traktują takie dzieci. Często problemem może okazać się starsze rodzeństwo, które wcześniej chodziło do tej samej szkoły. Dzieci niejednokrotnie słyszą „znowu dwója, a twoja siostra miała same piątki”. W ten sposób uczniowie nabawiają się kompleksów i uważają się za gorsze od starszych sióstr czy braci. Takie traktowanie absolutnie nie motywuje dziecka do pracy. Nauczyciele na pewno nie są w stanie poświęcić dzieciom tyle czasu, ile tutor na zajęciach indywidualnych. Ale też nie można zapominać o bardzo dobrych przykładach współpracy z nauczycielem. W jednej ze szkół pani pedagog powołała komisję do zwalczania mobbingu rówieśniczego, który jest coraz częstszym problemem podstawówek.

Jakie jeszcze kłopoty mają uczniowie tych szkół?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Mogę podzielić się tylko moim wrażeniem, że rodzice mają coraz mniej czasu dla dzieci. Wiele jest w projekcie uczniów z rodzin – wydawałoby się – bezproblemowych, w których rodzice pracują jako lekarze, prawnicy czy bankowcy, zarabiając ogromne pieniądze. Wydają je potem na niańki i opiekunki, które co chwilę się zmieniają. Dziecko nie ma z kim porozmawiać i tutaj też sprawdzają się nasi tutorzy…

A co tobie dało uczestnictwo w tym programie?

Wolontariat to odkrywanie w sobie nowego człowieka. Pokazanie sobie, że potrafię pomagać innym, co pozwala rozwinąć się społecznie. Taka praca pomaga też organizować czas, a wiadomo, że im więcej rzeczy na głowie, tym łatwiej ułożyć sobie plan działania. Poza tym nie ukrywam, że to dla mnie szalona frajda.

Dowiedz się więcej: Akademia przyszłości / Szlachetna Paczka / Stowarzyszenie Wiosna.