Hallo Big Touches!

O najnowszej premierze Teatru Śląskiego, inaugurującej otwarcie sezonu artystycznego 2011/2012: „Jakobi i Leidental” w reżyserii Joanny Zdrady, na podstawie tekstu Hanocha Levina.

Wygaszenie. Tłusty snop światła wydobywa z ciemności sylwetkę karykaturalnego nieudacznika. Itamara Jakobiego (Artur Święs) poznajemy w przełomowej dla niego chwili: „Ja, Itamar Jakobi, lat 40, niniejszym oświadczam, że nagle uświadomiłem sobie, iż urodziłem się, żeby żyć. Jeszcze dziś wieczorem pójdę zniszczyć moją przyjaźń z moim najlepszym przyjacielem (…). Sprawię mu ból i zranię go”. Bohater przenosi nas w świat zapomnianych, anonimowych twarzy i zamazanych konturów. Dotąd wiódł w nim mozolny żywot, przerywany raz po raz westchnieniami podczas gry w domino ze swym towarzyszem niedoli – Leidentalem (Andrzej Warcaba). Idąc za ciosem, zrywa przyjaźń z „hipochondrycznym i melancholijnym idiotą”, by rzucić się w wir życia… Niespodziewanie na swej drodze napotyka Rut Szahasz (Grażyna Bułka), właścicielkę ordynarnego tyłka o ponętnym imieniu Big Touches. Ulegając wdziękom intrygantki, podejmuje wyzwanie – zwane „kobietą” – rzucone mu przez przeklęty los.

Rozpoczyna się seria rytmicznych zwierzęcych podchodów bohaterów, którzy rozdarci są pomiędzy namiętnymi ciągotami a własnymi interesami. W otwarty i bezpardonowy sposób zdradzają nam swoje prawdziwe emocje i zamiary, czyniąc z nas powierników swych brudnych tajemnic. Stajemy się nie tylko świadkami fałszywie lukrowanych zalotów, ale i bierzemy udział w tańcu godowym gołąbków – a raczej gołębia i kwoki – przyzwalając cicho na kłamliwy flirt. Widownia przybiera charakter rynsztoku, do którego aktorzy z zalotnym, porozumiewawczym – właściwym dla izraelskiego mistrza  dramaturga – przymrużeniem oka spluwają wszelkie kalumnie.

Hanoch Levin utkał między postaciami misterną sieć relacji, opartych na wzajemnym, beznadziejnym uzależnieniu. Dogłębnie samotne jednostki nieudolnie poszukują w sobie nawzajem oparcia – kogoś, kto nada sens ich wiecznej walce z trywialną codziennością. Wciąż to przyciągają się, to znów odpychają, by za chwilę rytmicznym krokiem wrócić do początku – i raz jeszcze, i raz jeszcze… Wracają tam, skąd przyszli, stąd na ogół się nie ruszają. Zupełnie jakby czas raz na zawsze się zatrzymał. Mimo zabawnych ekscesów i dramatycznych krzyków nadal pozostajemy w pustym, wyobcowanym świecie wiecznie oczekujących. Mamy wrażenie, że to anonimowy bezwzględny demiurg spogląda z politowaniem na te bezcelowe wędrówki w miejscu, na te szamotaniny i grymasy, jedynie cicho chichocząc.

Symboliczna scenografia umiejscawia nas na granicy lokalności i uniwersalizmu. Ławeczka, dwa krzesła, blat kawiarniany, lodówka i łóżko rzecz jasna – symbol kwintesencji ludzkiej natury. Cielesność i erotyzm wpisane silnie w twórczość Hanocha Levina wiodą na scenie prym. Podane w intrygującej i komicznej formie nęcą i dodają śląskiej inscenizacji właściwej pikanterii. Ciała aktorów tworzą swoistą symfonię dźwięków i obrazów, które synestezyjnie uwiarygodniają ich odczucia. Ekspresyjne gesty i natrętnie elastyczne ciała przesuwające granicę wstydu stają się desperacko namacalne, bliskie, nasze. Sukienka, krawat czy kapelusz zyskują miano zalotnie prowokacyjnych atrybutów, których chciałoby się pozbyć, by zobaczyć, co też siedzi pod spodem. Im dalej, tym więcej słodyczy. Itamar ulega despotycznym naciskom Rut i żeni się z nią. Dokonuje tym samym rewolucji, o jakiej zamarzył. I co dalej? Im dalej, tym gorzej…

Tkliwość i przesyt szczęścia, jakiego niegdyś pragnął, stają się nie do zniesienia. Czułości namiętnej żony przyprawiają go jedynie o mdłości. W dodatku pożycie małżeńskie oparte jedynie na grze kłamstw i czystym biologicznym interesie zakłóca stała natrętna obecność Leidentala. Znienawidzony i niechciany przyjaciel Itamara w akcie desperacji daruje siebie samego młodej parze – jako prezent ślubny. Chybotliwe konstrukty fałszerstw powoli zaczynają rozkruszać małżeńską więź. Maski (obecne na twarzach aktorów w postaci ekspresjonistycznej wręcz charakteryzacji) zaczynają się ześlizgiwać z twarzy pełnych pretensji, żalu i niezadowolenia. Wdzięczne i gibkie dotąd ciała raz po raz przeżywają dramaty i upokarzające katastrofy. Odwraca się wreszcie hierarchia – to Itamar u swych stóp ma błagającą go o miłość Rut, tę samą, która jeszcze niedawno z pewnością siebie i seksapilem spacerowała, zalotnie trzymając go (Itamara) na smyczy. Jak na ironię, marnotrawny przyjaciel powraca, by prosić Leidentala o wybaczenie. Zwyciężony i zmęczony chwilową chęcią życia, stacza się do swej marnej „egzystencjalnej nory”, by nigdy już nie zaznać szczęścia. Każdy z bohaterów traci cząstkę siebie, czy to pod postacią zawiedzionego zaufania, zdradzonych marzeń, czy oszukanej miłości. Odtąd zawsze już tkwić będą w pretensjonalnej agonii, gdybając o lepszym świecie.

Reżyserka spektaklu (Joanna Zdrada) w myśl Levina zręcznie wyciąga na światło dzienne pozornie jaskrawe – a tak naprawdę małe i bezbronne charaktery, uwikłane w strach o swe dalsze losy. Natrętny lęk tłumiony jest przez utwory wokalne, które przybierają formę groteskowych popisów cyrkowych i stają się jednocześnie tragikomicznymi wyznaniami bohaterów. Pogrążają się oni na powrót w swych domysłach i zamiarach, które nigdy nie ulegną realizacji:  „Ktoś przygotował wspaniały instrument dla twojego szczęścia, a teraz tylko wstań i bądź szczęśliwy. Ale ty stoisz, nic nie robisz, pogrążasz się we własnym żalu i wszystko odkładasz na jutro. Tymczasem mija czas i już wiesz, że zaprzepaszczasz życie i z tym gorzkim poczuciem marności i żalu stoisz, patrzysz i nic nie robisz.”

Spektakl wieńczy dogłębnie gorzkie apogeum bezczynnej beznadziei, okraszone wymuszonym uśmiechem. Swoisty akt demaskacji, jakiego dokonują aktorzy, potwierdza jedynie naszą tchórzliwość. Wykorzystana przez Zdradę dominanta inscenizacyjna, jaką jest niewątpliwie forma, przybiera rangę antidotum otwierającego serca ludzkie i dodającego im odwagi, by przyznać się do swej nieudolnej małości.

 —————————————————————–

„Jakobi i Leidental” Teatr Śląski
premiera:
  05.11.2011 r. Scena Kameralna
autor: Hanoch Levin – Jakobi i Leidental

przekład: Michał Sobelman
reżyseria, scenografia:
Joanna Zdrada
kostiumy:
Annamária Kiss Kósa
muzyka:
Krzysztof Konieczny
przygotowanie wokalne:
Adam Snopek
obsada:
Grażyna Bułka (gościnnie), Artur Święs, Andrzej Warcaba oraz Łukasz Guzy (Studium Aktorskie);