Zaduszki żywych trupów, czyli o tym jak Halloween może tchnąć odrobinę życia w Dzień Wszystkich Świętych

Judyta Sosna "Blindness"

W Dniu Żywych
umarli przychodzą na ich groby
- zapalają neony
i przekopują chryzantemy anten
na dachach ich grobowców
z centralnym ogrzewaniem.

Potem
zjeżdżają windami
do swej codziennej pracy:
do śmierci

Ewa Lipska – Dzień żywych

Halloween i Dzień Wszystkich Świętych to dwa różne, a zarazem bardzo podobne do siebie święta. To pierwsze przywędrowało do nas okrężną drogą. Wywodzi się z Irlandii, lecz zadomowiwszy się w Stanach Zjednoczonych, uległo sporej komercjalizacji i w takiej też formie przybyło do Polski, zajmując miejsce w kalendarzu tuż przed „naszym”, swojskim Świętem Zmarłych. Przybysz, jak to przybysz, niektórym wydaje się mocno podejrzany. Jedni z niepokojem wskazują na jego pogańskie korzenie, a inni widzą w nim niepoważną (i z tego właśnie powodu groźną) konkurencję dla rodzimego i, jak sądzą, bardziej szlachetnego i refleksyjnego odpowiednika.

31 października coraz większe rzesze młodych ludzi wyruszają na halloweenowe imprezy lub oglądają horrory do późnych godzin nocnych, co skutkuje tym, że następnego dnia, zmęczeni i skacowani, ze zdolnością refleksji dorównującą romerowskim żywym trupom, ruszają na groby swych bliskich. Jest to wizja zaiste apokaliptyczna, aczkolwiek niekoniecznie prawdziwa. Być może Halloween nie tylko nie szkodzi Dniu Wszystkich Świętych, ale z pomocą kilku, mniej lub bardziej klasycznych horrorów, ma szansę tchnąć odrobinę życia w tradycję, która kultywowana, jak mi się zdaje, w sposób coraz bardziej zrutynizowany i powierzchowny, zaczyna wieść zombiczną egzystencję.

Horrory, poza kilkoma wyjątkami, kojarzone są z niezbyt wyrafinowaną rozrywką. Można jednak przekroczyć dosłowną lekturę filmu grozy. Różnego rodzaju fantastyczne monstra, od mitologii, przez utwory romantyków, po współczesne filmy o zombie, były czymś więcej niż popisem wyobraźni. Ze wsparciem intencji autorskiej, lub bez niej, potwory, jako personifikacje oraz metafory, stanowiły zakamuflowany komentarz do rzeczywistości, która je zrodziła. Idąc tym tropem, użyczmy głosu zombie i posłuchajmy, co mają do powiedzenia o rutynie, wspólnocie, tradycji i innych interesujących nas sprawach. Mając na uwadze, że obcujemy ze zmarłymi, nie musimy jednak zachowywać śmiertelnej powagi.

Kultową Noc żywych trupów George’a Romero otwiera scena podróży rodzeństwa, Barbary i Johnny’ego, na cmentarz, gdzie zgodnie z tradycją, jak co roku, mają odwiedzić rodzinny grób, złożyć na nim kwiaty, zapalić znicz oraz zadośćuczynić tym sposobem wymogom obyczaju. Dla Johnny’ego wizyta na cmentarzu jest tylko stratą czasu. Gdyby nie perswazja Barbary, chętnie wymigałby się od niemiłego obowiązku. Jego siostra, chociaż boi się zmarłych, bierze udział w wyprawie, by zadowolić niemogącą towarzyszyć im chorą matkę. W trakcie rozwoju fabuły to lekceważący tradycję Johnny jako pierwszy zmieni się w zombie, ale smutny los spotka też jego siostrę, która wizytą na cmentarzu oddaje cześć przede wszystkim żywym. Jeśli przyjąć za bohaterem Świtu żywych trupów, że Oni (zombie) to my- w pierwszym filmie Romero możemy znaleźć dwa sposoby na pogrążanie się w zombiczności. Pierwszym jest porzucenie kultu zmarłych jako pustego, niepotrzebnego nikomu rytuału. Drugim – kultywowanie go tylko z przyzwyczajenia i lęku przed osądem innych.

Tytułowe żywe trupy prawie zawsze występują w grupie. Masowo oblegają domy, supermarkety i inne miejsca, w których schowali się pozostali przy życiu ludzie. Ocalali, tak jak i zombie, tworzą grupę, lecz jest ona oparta na innej zasadzie. Samotny tłum zombie przeciwstawiony jest wspólnocie żywych, którą cementują wspólne cele, wzajemny szacunek oraz współpraca. Jeśli nie udaje im się spełnić powyższych warunków, prędzej czy później wpadają w łapy zombie i stają się jednymi z nich.

Co wynika z tego dla nas, widzów szykujących się następnego dnia po seansie do wizyty na cmentarzu? Święto jest z natury swej zbiorowe i służy budowaniu poczucia wspólnoty. Dzień Wszystkich Świętych jest więc w dużej mierze świętem żywych, którzy, spotykając się na cmentarzu, potwierdzają swoją tożsamość z grupą. Nie należy jednak tracić z oczu samych zmarłych. Przywoływanie nieobecnych we wspomnieniach i opowieściach powinno upodabniać ich do nas, a nie odwrotnie. Odrzucenie święta jako bezsensownego, jak chciał zrobić Johnny z filmu Romero, może okazać się zgubne dla poczucia wspólnotowości, bo jak powiedział bohater Zombieland „bez innych, ludzie równie dobrze moglibyśmy stać się zombie”.

Ocena Reflektora (1-5):

Reflektor poleca na halloweenowy wieczór: Noc żywych trupów (Night of the Living Dead); reż. George A. Romero; premiera: 1968. Do obejrzenia za darmo na IPLEX.

To również może Cię zainteresować:

Czytaj inne teksty autora:

Brak komentarzy

Skomentuj




Aby dodać komentarz przepisz tekst podany na obrazku poniżej.