Recenzja, której nigdy nie napiszę

Nie trafiłam na tego psychiatrę z powodu swej nienormalności.
Nienormalność u mnie w normie, czyli raz lepiej, raz gorzej.

Złożyło się tak, że doktor Bartosz M. Wrona pojawił się w moim życiu najpewniejszą z możliwych dróg, czyli (uwaga – prawda naszych czasów) drogą marketingową. Facebook > TAK dla latarni morskiej w Katowicach > Informacje > Strona internetowa: www.bartoszmwrona.pl.  I już, jestem na blogu. 

(fot: Milena Dziadak)

Pomarańczowy kolor…  jak Reflektor – myślę – jest dobrze!
Przeglądam bacznie.
Dr Wrona – na co dzień lekarz w szpitalu Centrum Psychiatrii w Katowicach, urodzony w Mikołowie – moje ulubione miasto – jest coraz lepiej – „po nocach” napisał książeczkę do psychoterapii.

Uprawiając swój zawód lat piętnaście, doszedł do wniosku, że „Ludzie są różni. Wszystko jest różne. Nie ma dwóch takich samych rzeczy, nie ma dwóch takich samych chwil”. W konsekwencji więc „nic nie wiemy”, a idąc dalej, skoro nic nie wiemy, to „nie ma żadnego napięcia, czyli że jest dobrze”.

Blog wciąga, a na Facebooku inteligentnie, wesoło.
Bardzo przyjemne miejsce, chyba powrócę
.

I wracam.
Czytam wywiad pana Wrony z samym sobą i wiem już na pewno, że jako konsument zostałam złowiona – przy najbliższej okazji muszę sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak dobrze, jak mówią!

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Nowy Horyzont dostałam opakowaną damską ręką w szary papier paczuszkę, a w niej egzemplarz recenzencki „Jest dobrze” dla Reflektora. Z życzeniami inspirującej lektury.

Przeczytałam od ręki. Ale – choć zbierałam się kilka razy – obiecanej recenzji napisać nie mogę. Już trzeci tydzień.

Książeczka powędrowała bowiem, jeszcze ciepła, do mojej współlokatorki – Agaty –  potem do koleżanki, potem do koleżanki kolegi. I nie do końca wiem, gdzie jest teraz.

W oczekiwaniu aż powróci (bym mogła sobie przypomnieć, napisać z przypisami i cytatami jak pan Bóg przykazał), pomyślałam w przypływie niecierpliwości: a niech sobie recenzują sami!

A zaraz potem: może to nie takie głupie? Zrobić bookcrosing w mini-,  jedno książkowym wydaniu?

Ogłaszam więc, niniejszym, eksperyment:

Ci, którym „Jest dobrze” wpadła do rąk, niech, przeczytawszy, posyłają ją dalej w świat, a jeśli mają chęć – niech napiszą o książeczce do psychoterapii coś od siebie. I recenzja zbiorowa podyktowana emocjonalnym zachowaniem tłumu być może też z tego wyniknie.

Gdy tylko „Jest dobrze”  powróci do mych rąk, umieszczę na niej stosowną informację „co, jak, dlaczego” i pozwolę jej żyć własnym życiem.

Mam nadzieję, że i do Was trafi!

Książeczka do psychoterapii wygląda tak :-)

—————————————–
PS Do Autora – Bartosza M. Wrony

Uprzedzając (co możliwe) niedobre myśli Szanownego Autora na temat tego, że miało się sprzedawać, a nie rozdawać, dodam, że na próbie eksperymentalnej osób, które z jestdobrzyzmem, poprzez jeszcze nieogłoszony oficjalnie bookcrosing, się zetknęły, zanotowano reakcje odpowiadające wysokiej chęci posiadania „Jest dobrze” na własność, bądź obdarowania tym samopoczuciem swoich bliskich (cytaty: „Chcę ją dla siebie!”, „Moja siostra tego potrzebuje”, „Cudna i zmieści się w torebce!”), jedna z osób już nawet torebkowy egzemplarz zakupiła :)

Można więc, przy odrobinie zaufania, którego w tym kraju ciągle deficyt, zawierzyć, że niczego sobie formą reklamy i promocji jest to, że jak już nam samym jest dobrze, to chcemy też, żeby dobrze było innym.

Z pozdrowieniami,
mz