Tauron Nowa Muzyka

Łaziłżeś za bajtla na szpile? To pewnie wiesz, że po każdym spotkaniu Ruchu i Gieksy lepiej dla własnego dobra głowy poza dom nie wychylać. Też się ukrywałeś w ostatniej ławce na lekcjach chemii w liceum? Nie wątpię, ale zakładam, że jednak pamiętasz, jak się może skończyć wlewanie wody do kwasu (tak, dokładnie w tej kolejności). A co gdyby tak wrzucić do jednego wora niejakiego Amona Tobina, Mary Anne Hobbs, Apparat Live Band, Lamb, Boxcuttera, Little Dragon i Modeselektor? Spokojnie. Nie musisz być ani zatwardziałym fanem piłki nożnej, ani prymusem w przedmiotach ścisłych, żeby uzyskać na to pytanie odpowiedź, którą zna każdy szanujący się entuzjasta nowych brzmień muzycznych.

Bez wątpienia ta mieszanka wybuchowa (doprawiona masą innych nieprzeciętnych artystów) wprawi w ruch każde, nawet najbardziej zardzewiałe zawiasy w kolanach. Przekonaj się o tym już za kilka dni, między 25 a 28 sierpnia, kiedy to Katowice po raz drugi (jak co roku) w tym miesiącu przygarną do siebie, niczym kochająca matka, wygłodniałe i spragnione dźwięków dzieci oraz ich dyrygentów, którzy tym razem pokryją nie alternatywno-OFFową, ale elektroniczno-taneczną mgłą teren kolejnego obowiązkowego w tej części Europy festiwalu, jakim jest Tauron Nowa Muzyka.

Właściwie tej imprezy nie trzeba specjalnie reklamować. Moja rola tutaj przypomina zatem raczej niewdzięczną sytuację rezerwowego bramkarza drużyny piłkarskiej, który staje się przydatny głównie wtedy, gdy bardziej utalentowany kolega z podstawowej jedenastki odniesie poważną kontuzję lub zaliczy wylot z boiska za brutalny faul, ukazanie sędziemu swoich czterech liter, ewentualnie uraczenie jego uszu „wiązanką” prosto ze słownika boiskowej łaciny (co oczywiście zdarza się tak często, jak autobus KZK GOP punktualnie podjeżdżający na przystanek). Na szczęście żadne potknięcie Tauronowi nie grozi, a wręcz przeciwnie – impreza ta z roku na rok, podobnie jak OFF Festiwal, nabiera rozmachu, goszcząc kolejne światowe gwiazdy nowoczesnych nurtów muzycznych, błyszczące w estetyce rozpiętej gdzieś pomiędzy minimalistycznymi odmianami jazzu i techno, dubstepem i jego nieślubnymi potomkami a 8-bitowymi klimatami rodem z gier Nintendo.

Nie można przecież przejść obojętnie obok takich wydarzeń jak koncert Amona Tobina – powracającej po czterech latach na Nową Muzykę legendy współczesnych drum ‚n’ bassowych eksperymentów, z bodajże wszystkimi możliwymi do wychwycenia w naszym układzie planetarnym szmerami i odgłosami, czy też formacji Lamb – będącej trochę taką (nomen omen) „czarną owcą” brytyjskiej sceny trip-hopowej (zwał jak zwał, chociaż  propagatorem szufladkowania to ja nie jestem). Ten duet złożony z anielskiego głosu Lou Rhodes i sprawnego, dźwiękowego „krawca”, Andy Barlowa, nie doczekał się nigdy takiej estymy wśród recenzentów, jak chociażby Massive Attack, ale ma za sobą całą rzeszę fanów, których modlitwy o zejście się wspomnianej dwójki jako artystycznych partnerów zostały wysłuchane w roku 2009. Kto nie doświadczył ich warszawskiego występu sprzed dwóch lat, ten niech lepiej nie przegapi okazji, która nadarzy się już w czwartek 25 sierpnia w Galerii Szyb Wilson na Nikiszowcu.

Podobnie rzecz ma się z Mary Anne Hobbs i Boxcutterem, którzy zawitali już do nas odpowiednio na ostatnim katowickim wieczorze sylwestrowym w kinie Capitol oraz na krakowskim Festiwalu Unsound w roku 2008 (byłem, widziałem, koiłem następnego dnia obolałe stopy w miednicy pełnej lodowatej wody). Blondwłosa didżejka i guru wszystkich kochających rytmiczne niczym bicie serca dźwiękowe uderzenia, a także „matka chrzestna” dubstepu w tym m.in. wspomnianego irlandzkiego artysty, doczekała się w tym roku swojej sceny na Festiwalu Tauron Nowa Muzyka, pod którą można będzie za niedługo zabawić się chociażby przy pomysłach wypływających z głowy i spod ręki samej patronki Mary Anne Hobbs Stage.

Wciąż wam mało? Proszę bardzo! Następnego (oby wyłącznie muzycznego) najazdu możemy się spodziewać ze strony naszych zachodnich sąsiadów, których w Katowicach reprezentować będą m.in. Modeselektor i, mój osobisty faworyt, Apparat ze swoim Live Bandem, znani polskiej publiczności z poprzedniej edycji festiwalu czy też z supportu przed poznańskim koncertem Radiohead jako projekt Moderat. Jeśli już mowa o niemieckich artystach, warto również wybrać się na zwariowany performance składu Bonaparte, będącego, przynajmniej w scenicznym sensie, czymś na wzór muzycznej kontynuacji cyrku Monty’ego Pythona.

Little Dragon – tej nazwy nie trzeba chyba nikomu w tym kraju objaśniać. Osoby rozkochane w skromnym, jazzowym instrumentarium z domieszką świeżej elektroniki i uwodzicielskiego, soulowego, kobiecego wokalu, mogą czuć się dosłownie rozpieszczone przez ten szwedzki kwartet, który odwiedza polskie miasta z częstotliwością polityka w samym środku rozkręconej kampanii wyborczej. Fanom Małego Smoka, których z jakichś powodów ominie ich występ podczas nadchodzącej szóstej edycji Festiwalu Nowa Muzyka, przypominam, że zespół ma także zaplanowaną na pierwszy tydzień listopada 2011 mini-trasę po naszej ojczyźnie, obejmującą Wrocław, Poznań i Warszawę.

Natomiast zafascynowanych najbardziej rozchwytywaną w tym roku (nie tylko w brytyjskich klubach) postacią ze sceny R&B, Jamiem Woonem, zapraszam do Kościoła Ewangelickiego przy ulicy Warszawskiej w Katowicach, w niedzielę 28 sierpnia na le grande finale festiwalu. Duchowe uniesienia i inne wniebowstąpienia gwarantowane.

Ponadto jak zwykle dobrzy tatusiowe, organizatorzy,  trzymają nas za rączkę i posyłają na edukacyjne warsztaty związane z fotografią i realizacją dźwięku, które wraz z projekcjami filmowymi, wystawami fotograficznymi i wycieczkami fakultatywnymi po turystycznych perełkach Śląska, stanowią już stały punkt programu od momentu przenosin festiwalu dwa lata temu na postindustrialne tereny byłej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice, a obecnie miejsce budowy oczekiwanej z niecierpliwością nowej siedziby Muzeum Śląskiego. Dla pełnego rozeznania we wszystkich zapewnionych atrakcjach odsyłam na oficjalną stronę tego wydarzenia: www.festiwalnowamuzyka.pl.

No więc przyznaj się. Planowałeś na następny weekend wypad w góry? A może chodziło ci po głowie kupno nowej pary oldschoolowych trampek? Człowieku, nie rób głupstw i odłóż te pomysły na później. Uśmiechnij się lepiej ładnie do babci, przywdziewając jednocześnie jej ulubiony sweterek, który wydziergała specjalnie dla Ciebie, a może w podzięce sypnie trochę grosza na bilet zapewniający wejście na kolejną tego lata w Katowicach, niezapomnianą imprezę muzyczną, na której nie może Cię zabraknąć.