Rozświetlenie: Sukces po polsku: Mouga

Reflektor rozświetla na poważnie. Przedstawiamy Wam artystów, których warto poznać, a o których mogliście jeszcze nie słyszeć. Jako pierwszy opowiedział nam o zespole MOUGA jego perkusista – Sebastian Stepol Brzuszczak. O tym, że w Polsce trudno grać ciężką muzykę, o nowej płycie i o koncertach.

(fot: J. Malik)


Natalia Kaniak: Zakładając Mougę, planowaliście, że osiągniecie sukces czy stwierdziliście, że będziecie grali coś nowego, raczej dla siebie? Znam mnóstwo zespołów w waszym wieku, ale w zasadzie jesteście jednym z niewielu, którym udało się nagrać płytę i osiągnąć pewnego rodzaju sukces. W tym roku było o was, przynajmniej w tym alternatywnym światku muzycznym, dosyć głośno.

Sebastian Stepol Brzuszczak: Zakładając zespół, postanowiliśmy, że będziemy grać muzykę, której nie da się łatwo sklasyfikować i że będzie to coś innego. Wiem, że jest o wiele trudniej osiągnąć sukces, jeżeli próbujesz grać coś, czego w zasadzie jeszcze nie było. Kiedy słuchasz naszej muzyki, słyszysz tam różne inspiracje. Jeśli ludzie, którzy znają się na muzyce, i ci, którzy się mniej znają, nie umieją nas zaszufladkować, przypisać do jednego nurtu czy stwierdzić, że jest to, powiedzmy, polski Refused, to myślę, że założenie, jakie postawiliśmy sobie, udało się zrealizować. Płyta, którą nagraliśmy i wydaliśmy w Mystic Production, to materiał, który stworzyliśmy, będąc jeszcze nastolatkami. Ma on już 4-5 lat. Kiedy zaczynaliśmy i nagrywaliśmy tę płytę, był problem ze znalezieniem wydawcy. Musieliśmy zagrać parę koncertów, żeby uświadomić np. Michała Wardzałę (szefa Mystic), że to dobra inwestycja, żeby nas wydać. No i jest to już trochę archaiczny materiał. Wiadomo, że teraz gramy trochę inną muzykę. Do końca wakacji wypuścimy singiel albo dwa oraz teledysk zapowiadający nową płytę. Jest to już muzyka bardziej dojrzała i o wiele ciekawsza. Myślę, że będzie o wiele lepiej. Wracając jeszcze do tego, że było o nas ostatnio głośno i że jak na tak młody wiek wydaliśmy płytę w dużym wydawnictwie, mamy kontrakt płytowy, nasza płyta miała premierę w Europie, Stanach Zjednoczonych, Japonii… Może to dlatego, że bardzo ciężko pracujemy od pięciu, prawie sześciu lat, odkąd gramy, odkąd istnieje Mouga. Przez cały czas mamy 4-5 prób w tygodniu po kilka godzin i gramy mnóstwo koncertów. Od kiedy zaczęliśmy koncertować na poważnie, czyli od 2007 roku, zagraliśmy ich prawie dwieście.

N: Czyli jeszcze nie straciłeś rachuby?

S: Nie, ale już nie pamiętam wszystkich, było tego naprawdę dużo. Tamten rok, ten i 2009 jesteśmy non stop w trasie. Praktycznie nie ma mnie przez wszystkie weekendy. Oczywiście lato jest okresem, kiedy odpoczywamy i robimy materiał. Lecz gdy zaczyna się sezon koncertowy – wiosna, jesień, zima, to mamy naprawdę mało czasu dla siebie, praktycznie w każdy weekend jesteśmy gdzieś i koncertujemy.

N: Wspomniałeś o nowej płycie – powiedz o niej coś więcej: kiedy dokładnie wyjdzie i czym różni się od pierwszej?

S: Ukaże się jeszcze w tym roku, taką mamy nadzieję, bo na razie wypuścimy dwa single. Będzie mocniej, muzyka jest bardziej pokręcona, będzie więcej zmian tempa, połamania rytmów, ale w całości jest bardziej przemyślana, poukładana. Będzie o wiele więcej melodii, myślę, że w porównaniu do materiału z tamtej płyty jest to coś sto razy lepszego. Kto się nie rozwija, ten się cofa, może dla niektórych będzie to zmiana, jakiej nie przeskoczą, bo to trochę inne granie, ale my się tym nie przejmujemy. Robimy swoje.

N: Mieliście trasę z Acid Drinkers. Czy to prawda, że mając trasę z takim zespołem, można się nauczyć bardzo dużo, czy zespół traktuje was raczej jak młodzików?

S: Kiedy graliśmy pierwszy koncert, a zaczęliśmy od Wiatraka, to byliśmy jakimś nowym młodym zespołem, po którym nie wiadomo czego się spodziewać. Acid Drinkers to chyba najbardziej luźny duży zespół, z którym mieliśmy okazję zagrać. To zajebiści ludzie, z którymi pogadasz o wszystkim, nie ma takiej przepaści, nie czujesz, że to gwiazdy sceny metalu, które są już ponad 25 lat na scenie. Nie czujesz tego w rozmowie z nimi, Acidzi to zajebiści ludzie, traktują Cię jak kumpla. Mówili, że jesteśmy najlepszym supportem, jaki mieli kiedykolwiek. Trasa z Acidami to doświadczenie, które nauczyło nas bardzo wiele. Lepiej dzięki temu brzmimy, dajemy lepsze koncerty, jesteśmy bardziej sprawni na scenie, wiemy, jak przeżyć w trasie, która ciągnie się dzień po dniu. Samych plusów jest naprawdę wiele.

N: A nie baliście się tego, że Acid Drinkers to zespół, powiedzmy, mojego starszego rodzeństwa, a Mouga to właśnie „liceum i studia”, że na koncerty przyjdą ludzie, którzy będą chcieli posłuchać heavy metalu, czegoś podobnego do Acidów?

S: No jasne, pamiętam te komentarze na last.fm, zanim zaczęliśmy grać. Ktoś nawet napisał, że przygotowują już butelki, bo jakiś emo-zespół przyjedzie grać (śmiech), ale nie było żadnego problemu. Mimo że to ludzie wychowani na heavy metalu, raczej tacy zatwardziali metalowcy, to podobało im się. Wiesz, my jako zespół słuchamy różnej muzyki, od jazzu, funku, przez elektronikę, po rasowy mocny metalcore, hardcore. Nie zamykamy się na muzę, a wydaje się, że publika Acidów to jednak środowisko zamknięte, nastawione na konkretny rodzaj muzyki. My serwujemy dużo melodii, śpiewany wokal, chociaż nie uważam, że gramy emo, to jakieś tam naleciałości tej muzyki są, ale jednak raczej gramy hardcore, mocniejszy metal. Może to zrobiło wrażenie na fanach Acidów. Jak posłuchali muzyki, myśleli, że przyjedzie czterech kolesi, którzy zagrają coś à la My Chemical Romance, ale trochę się zdziwili i po koncertach były same pozytywne komentarze.

N: Powiedz, czy Mouga to jest wasz jedyny główny projekt, czy jesteście jeszcze związani z innymi zespołami?

S: Dla Bażanta*, naszego drugiego gitarzysty, Mouga to jedyny zespól. Dywan, ja i Konyu – wokalista, cały czas jakoś działamy, graliśmy w Aceliz razem z wokalistą O’reggano, Kubą Nyczem. Jeszcze zanim O’reggano wydało pierwszą płytę, mieliśmy z nim projekt, powiedziałbym, że był to alternatywny rock, co jest dziwne, bo w Moudze gramy raczej ostre klimaty. Tam on był wokalistą, ja grałem na perkusji, Konyu, wokalista Mougi, na gitarze i Dywan oczywiście na basie. Wydaliśmy EP-kę jakiś czas temu – „I don’t like it sweet”. Pewnie wiesz, że z Konyem mamy kolejny zespół – God’s Gotta Boyfriend, z którym się powoli rozkręcamy, wydaliśmy półtora roku temu EP-kę „Horrorshow”, na której były trzy kawałki. W styczniu tego roku wypuściliśmy kolejny kawałek, do którego nakręciliśmy klip i myślę, że w tym tygodniu już się ukaże (ukazał się – przyp. red.).

Szykujemy się powoli do wydania debiutanckiej płyty, ale to dopiero, gdy z Mougą nagramy nasz drugi album i oczywiście po wszystkim, co związane z promocją. Na pewno ten projekt też jakoś bardziej ruszy. Mamy już naprawdę dużo kawałków, strasznie szybko nam się je robi. Za warstwę muzyczną jestem odpowiedzialny ja i Konyu, basista, który dopełnia całe trio, też podkłada nam swoje pomysły, ale nie mamy za dużo prób i łatwiej nam się spotykać w dwójkę. Poza tym sam mam tych zajęć trochę więcej. Gram z jazzowym projektem, który nazywa się The Sin Company. Na razie mamy małą absencję, ale to pewnie ruszy, bo co jakiś czas go wskrzeszam. Ostatnio znowu ruszyłem temat grania muzyki z DJ-ami na imprezach, czyli elektroniczny podkład i żywa perkusja. Szykuję dwa sety na zbliżający się Plener Festiwal, który odbędzie się w Tarnowskich Górach. Organizuje to nasz menadżer, to już tradycja, w tym roku będzie naprawdę z wielką pompą: 25 artystów, 3 dni imprezy. Docelowo ma to już być impreza ogólnopolska, na której na pewno będzie wiele znanych osób, może nawet jakieś zagraniczne gwiazdy. Na razie pracujemy, pierwszy set będzie do znanych kawałków, drugi to zupełnie premierowe numery, nagrane razem z byłym DJ-em Mougi, który nie gra już z nami od trzech lat, ale czasem się spotykamy. Będzie ciekawie, myślę, że zaprosimy jeszcze paru gości, wokalistów – zobaczymy.

N: Grając w różnych projektach, potraficie odseparować od siebie te zajęcia?

S: Mouga ma priorytet, a to, co robię w wolnym czasie, to moja sprawa. Mogę robić zupełnie inne rzeczy, a chcę dalej grać, rozwijać się – przynajmniej u mnie tak jest. Jeżeli grałbym cały czas tylko w Moudze, to w pewnym momencie zwariowałbym i nie wiem, czy już bym tam grał. Jest to dla mnie odskocznia i nowe doświadczenie. Oczywiście rozwijam się przez to, że gram inne rzeczy niż te, które gram w Moudze, ale dzięki temu pozwala mi to zachować świeżość w moim głównym zespole. Cały czas pozwala mi nie zwariować. Każdy człowiek jest inny i odbiera świat inaczej.

N: Przed Mougą mieliście jakieś swoje projekty? Czy spotkaliście się już z jakimś pomysłem na siebie?

S: Przed Mougą też graliśmy razem, oprócz Bażanta. Mieliśmy krótki epizod. Wiadomo, że każdy zespół, który zaczyna grać, zaczyna grać punk rocka – i tak było z nami. Graliśmy, nie ukrywam, „jabol punka”, ale to trwało pół roku, może trochę dłużej. Po rozpadzie tego zespołu, który nazywał się Szturm (śmiech) – nazwa adekwatna do tego, co robiliśmy – założyliśmy Mougę.

N: A gdzie najbardziej lubicie grać?

S: Mogę Ci powiedzieć, gdzie najbardziej nie lubimy grać – w Tarnowskich Górach. Są to najgorsze koncerty od jakichś 3-4 lat. Ludzie przychodzą, ale to głównie nasi znajomi, może inaczej odbierają tę muzykę. Szczerze powiedziawszy, gdziekolwiek indziej zagramy, jest to jakieś novum. Nie wiem, może ludzie bardziej to czują – ciężko mi powiedzieć. W zasadzie lubimy każde miejsce, w którym pojawi się trochę ludzi. Jakiś czas temu graliśmy w Sanoku. Wiadomo, że wschodnia ściana to raczej ludzie nastawieni na stare granie i heavy metal, a to, co im serwujemy, czyli raczej coś, czego nie doświadczyli wcześniej, stwarza jakiś problem. Jednak bardzo cieszy nas fakt, że koncertowo przekonujemy ludzi do siebie. Mimo że stylistyka im nie odpowiada. Komuś może nie podobać się nasza muzyka, nasz wygląd, ale to, jakie dajemy koncerty, zawsze jakoś tam ludzi przekonuje. Widzą, że robimy to z wielką pasją i bez ściemy. Cieszą mnie komentarze czy to Czesława Mozila, czy Acid Drinkers, kolesi z Decapitated, wielu zespołów, którymi się inspirowaliśmy czy inspirujemy. Wszyscy mówią, że koncertowo jesteśmy jednym z lepszych zespołów, co nas bardzo cieszy, bo przede wszystkim stawiamy na koncerty.

N: Wolicie małe kluby, tę tradycję ciężkiego grania w miejscach na sto osób czy może np. plener?

S: Nienawidzę plenerów. Najbardziej lubię takie kluby, do których po wejściu stu osób nie ma gdzie palca wcisnąć. Takie koncerty są najlepsze. W tym roku mieliśmy okazję zagrania mniej tego typu koncertów, ale np. ostatnio graliśmy w Bytomiu. Klub był naprawdę mały, było bardzo dużo ludzi, pot się lał po ścianach, a ja po pierwszym kawałku myślałem, że padnę. Takie koncerty są najlepsze, jest interakcja z publicznością, naprawdę bliska.

N: Gdzie macie próby? Jak reagują ludzie, którzy dowiadują się, że gdzieś obok nich będzie miał próby taki zespół jak wy, i nie będą to zwyczajni „chłopcy z gitarami”, ale że może być hałas?

S: Mamy z tym cały czas problem, odkąd mieliśmy małą wojnę z dyrektorem TCK, który pozbył się wszystkich zespołów i próbował pozbyć się też nas. Walczyliśmy w urzędzie miasta, u burmistrza, w gazetach itd. o to, żeby jednak zostawić tam zespoły. Ale jak widać Dom Kultury to nie jest miejsce, w którym zespoły mogą mieć próby. W końcu udało mu się pozbyć muzyków i mieliśmy dość duży problem, żeby znaleźć w Tarnowskich Górach salę do prób. Co prawda jakieś tam miejsce pan dyrektor załatwił, ale czynsz był 10 razy większy. Poza tym chciał, żebyśmy napisali do prasy jakieś oświadczenie z podziękowaniami za pomoc itd. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić. W końcu znaleźliśmy miejsce w gimnazjum. Tam z kolei od dłuższego czasu grono starszych osób ma problem z tym, że gramy w tym miejscu. Podobno hałas im przeszkadza. Z tego powodu były jakieś artykuły w prasie, pisma stosowane do urzędu miasta, do straży miejskiej. W rezultacie musimy opuścić tamto miejsce, ale na szczęście mamy nowe, miejmy nadzieję, że już na stałe.

N: To jeszcze jedno pytanie o koncerty. Chcecie grać za granicą? Jesteście zespołem, który nie posiada bariery językowej i może sobie pozwolić na koncerty tam, gdzie miały miejsce premiery płyty.

S: Jeżeli promujesz materiał w kraju, w którym on jest wydawany, to wtedy możesz liczyć na jakiś sukces. My wydaliśmy płytę w większości krajów europejskich, w Stanach i w Japonii, ale nie promując tej muzyki do końca, nie możesz liczyć na sukces. Denerwuje nas już granie w Polsce, tu naprawdę nic się nie rusza, dalej jest tak samo, jak było. Może nawet gorzej, jeśli chodzi o koncerty. Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu panuje znowu tendencja w dół, jeżeli chodzi o frekwencję, organizację itd. Teraz jest o wiele gorzej niż było dwa lata temu, rok temu, dlatego od jesieni chcielibyśmy jechać w trasę po Niemczech. Powoli zaczynamy działać w tej kwestii, miejmy nadzieję, że się uda. Może zahaczymy też o inne kraje. Nie chcemy siedzieć tutaj, bo z muzyką, którą gramy, raczej nie mamy szans przebić się w tym kraju.

N: Czyli w Polsce jednak nie ma kultury słuchania muzyki ciężkiej, np. w mediach?

S: Chyba trochę jest, ale nie takiej muzyki, którą my gramy, czegoś, co na świecie sprzedaje się super. Podejrzewam, że gdybyśmy grali w Stanach Zjednoczonych albo w Anglii, a nawet w Niemczech czy Szwecji, to najprawdopodobniej to byłby już nasz zawód. Bylibyśmy jakoś tam znani. Z tym samym poświęceniem, które mamy tutaj, tam byłoby nam o wiele łatwiej. Wiadomo, że gdyby takie gwiazdy, jak Behemoth, Vader, Riverside grały cały czas w Polsce, nie odniosłyby takiego sukcesu. Osiągnęli najpierw sukces za granicą, żeby potem odnieść go w Polsce. To przez to, że grają muzykę, która jest bardziej światowa niż polska. U nas się raczej sprzedaje wciąż to samo: punk rock, ska, metal – ale taki w starym stylu, z polskim wokalem… strasznie polskim (śmiech). Nie słyszałem, żeby jakiemuś zespołowi, który gra tylko u nas, udało się przebić, grając muzykę bardziej nowatorską, z angielskim tekstem. Mówię o mocnym graniu, bo udało się takim zespołom, jak Miloopa, ale to zupełnie inna muzyka.

N: Czy wydaje wam się, że trudno przebić się w mediach z taką muzyką, czy jednak sądzicie, że ludzie szukają teraz wszystkiego na własną rękę w Internecie i nie sugerują się tym, co leci w radiu?

S: Chyba coraz częściej przestają się sugerować, ponieważ jest Internet i wiele osób odchodzi od tradycyjnych mediów. Ale jednak cały czas jest tak, że jeżeli coś leci w radiu i TV non stop, to ludzie są tym atakowani i uznają to za jakąś normę. Do połowy lat 90. w mainstreamowych mediach leciało alternatywne granie – nie chcę mówić o Heyu, ale było dużo rocka, nawet metalu i to w samym RMF-ie – i ludzie tego słuchali. Większość obywateli, umówmy się, jest raczej głupich i jeżeli bombardujesz ich gównem, to oni będą uważać, że to gówno to jest coś dobrego. Tak naprawdę mało osób zdaje sobie sprawę, że poza tym, co jest w mediach, może być coś o wiele ciekawszego.

N: Na jakich słuchaczach wam zależy? Na takich, którzy myślą o muzyce podobnie jak wy?

S: Zależy nam na każdym słuchaczu. Czy to jest pięćdziesięcioletni górnik, który nagle uświadomi sobie, że to, co gramy, jest fajne, czy osiemnastoletni fan takich zespołów, jak Norma Jean, Underoath czy coś takiego, który kojarzy taką muzykę. Ma to dla nas takie samo znaczenie. Nie chcemy zamykać się na jakichś określonych słuchaczy. Jeżeli komuś się spodoba to, co gramy, to zajebiście dla nas.

N: To może teraz niemuzycznie. Czy są jakieś inne formy sztuki, które inspirują Cię do tego, żeby grać?

S: Pewnie wiesz, że interesuję się komiksem od dłuższego czasu. Czy inne formy sztuki? Chyba tylko te plastyczne. Jest to coś, co lubię robić w wolnym czasie, długo się tym nie zajmowałem, a kiedyś sądziłem, że pójdę na ASP itd. W końcu pojawiła się muzyka, rzuciłem te rysunkowe zabawy, ale teraz do nich wróciłem, bo czegoś mi brakowało. Dalej mnie to interesuje, jakoś napędza do grania. Jedno napędza drugie.

N: Czyli jednak nie można żyć samą muzyką?

S: Szczerze? Pewnie można, ale ja tak nie potrafię.

N: Dzięki za poświęcony czas.

S: Dzięki, że mogliśmy się spotkać. Zapraszamy na koncerty!

———————————-
* Z ostatniej chwili: Bażant zakończył współpracę z zespołem – nowy gitarzysta Mougi to Przemysław „Przemor” Grażka.

Więcej o zespole: http://www.myspace.com/mougaspace .