Katowice na KULTOWO

Autor definicji filmu kultowego - Pewnica

Kato, jak zwykle w maju, obrosły wydarzeniami kulturalnymi*. Najlepiej promowanym i wyczekiwanym przez większą publiczność był niewątpliwie Festiwal Filmów Kultowych, który w tym roku trwał aż trzy tygodnie, bo od 9 do 29 maja. Projekcje odbywały się w pięciu głównych miejscach: Kinoteatrze Rialto, Kinie Światowid, Kinie Kosmos, Teatrze Korez oraz na ulicy Mariackiej, w ramach pokazów plenerowych. W trzecim tygodniu działało Dzielnicowe Kino Objazdowe, którego repertuar wybrali sami widzowie. Wszystkie projekcje w Korezie i te na wolnym powietrzu były darmowe. Organizatorom należą się ogromne podziękowania za ten nieformalny ukłon w stronę m.in. „biednych studentów”.

Autor definicji filmu kultowego - RysiekKinoman

Kultowość to pojęcie definiowane przez samych odbiorców, stąd jest ono dosyć płynne. W tym roku najciekawsze definicje znalazły się na plakatach promocyjnych i w festiwalowym katalogu. Organizatorzy starali się, aby repertuar był różnorodny, wobec czego wybór filmów został poszerzony w taki sposób, aby publiczność miała okazję zobaczyć filmy uchodzące za kultowe nie tylko w Polsce czy Europie. Nie wiem jednak, czy niezbyt wysoka frekwencja to wynik tego, że ludzie nie chodzą tłumnie do kina, czy tego, że wolą bywać jedynie na znanych im filmach. Roger Corman, reżyser widniejący w czołówce amerykańskich twórców okazał się tegorocznej publiczności całkowicie nieznany, a na jego adaptacje Edgara Alana Poe przychodziła garstka kinomanów. Pora jak i miejsce były idealne, niestety nawet nazwisko wielkiego pisarza nie przyciągnęło wielu widzów. Pozostaje mieć nadzieję, że ci, którzy nie widzieli – zobaczą. Z kolei pewną kontynuacją sprzed roku był cykl „Stanley Kubrick – Aneks” i odsłona jego wczesnych i mniej znanych, innych od „Lśnienia” czy „Odysei kosmicznej”, filmów.

(fot: Natalia Kaniak)

Wydawałoby się, że w czasach wielkiej popularności kina 3D nikt już nie będzie uczęszczał na filmy nieme z muzyką na żywo. Tymczasem ta hołdująca tradycji forma okazała się strzałem w dziesiątkę. Do Katowic sprowadzono zarówno muzyków rodzimych, między innymi Nigdy nie byliśmy na księżycu i The Washing Mashine, jak również kilka zagranicznych niezależnych formacji (białoruskie Yegor Zabelov Trio czy kanadyjski Brassonaut). Poza takimi klasycznymi obrazami, jak „Furman śmierci”, „Gabinet doktora Caligari” czy „Golem”, muzycy mieli okazję zagrać do „Nocy żywych trupów”, który jest oryginalnie filmem dźwiękowym, i „Zakazanej planety” (francusko-czechosłowackiej animacji z lat 70.). W czasie festiwalu miała miejsce również retrospektywa najlepszym filmów Friedricha Murnaua, znanego głównie z „Nosferatu – Symfonia grozy”, którego pokaz z muzyką Leszka Możdżera był imprezą otwarcia. Tu, trochę podobnie jak w przypadku Cormana, publiczność była niewielka. Okazuje się bowiem, że kino nieme, mimo że z roku na rok odbierane coraz poważniej i częściej wyświetlane w kinach, potrzebuje wsparcia zespołu, który zbuduje wokół projekcji lepszą atmosferę i niejednokrotnie nada swoją muzyką nową jakość. Osobiście dałabym się pociąć za „Wschód Słońca” z muzyką na żywo, który jest mniej znany, a według mnie, o niebo lepszy niż „Nosferatu”.

Nie można zapomnieć o maratonach filmowych. Początkowo miały być one stricte science-fiction, jednak z przyczyn niezależnych od organizatora maraton „Gwiezdnych Wojen” nie odbył się. Szkoda, bo 6 części na ekranie kina Kosmos z pewnością wypadłyby znakomicie. Dodatkowo rzucałyby zupełnie inne światło na 4 części „Obcego”, zgoła innej, bardziej mrocznej odmianie s-f. Niestety, tego typu incydenty zdarzają się na wszystkich dużych festiwalach, pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku nikt organizatorom nie pokrzyżuje planów.

Nie ma sensu wypisywać wszystkich tegorocznych cyklów filmowych, bo było ich naprawdę mnóstwo, w dodatku na tyle różnych, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie (o tym, co kto przegapił, w dalszym ciągu można przeczytać na stronie festiwalu). Warto jednak wspomnieć o piątej już odsłonie Najgorszych Filmów Świata. Jacek Rokosz (organizator projektu, prelegent i najpopularniejszy znawca „złych filmów” w Polsce) sukcesywnie uczy widzów, jak cieszyć się z takich filmów, jak „Ludzie krety” czy „Mózg z planety Arous”, tytułów, po które zwyczajny widz nie sięgnie w ciągu roku, a które idealnie ogląda się ze znajomymi w kinie. Kolejnym plusem była zmiana godzin wyświetlania. O ile w zeszłych latach na Najgorsze Filmy trzeba było urywać się z zajęć, o tyle podczas 14. edycji filmy wyświetlano wieczorem w kinie Światowid. Dodatkowo, wchodząc na salę, można było otrzymać zimne piwo, chyba z przekory, bo żeby dotrwać do końca wcale nie trzeba było się znieczulać. Największym sukcesem okazał się „Blacula”, historia ciemnoskórego wampira z Kalifornii lat. Lektura obowiązkowa!

(fot: Natalia Kaniak)

To, co wyróżnia FFK od innych tego typu imprez, to właśnie repertuar, jak mówi Paweł (uczestnik tegorocznej edycji): Siłą FFK jest to, że od początku i wciąż jest to festiwal dla ludzi, nie dla branży czy hermetycznego środowiska – każdy znajdzie tu coś dla siebie i każdy będzie się dobrze bawił. Z kolei Patrycja (wolontariuszka) dodaje: Na pochwałę zasługuje przede wszystkim organizacja festiwalu, której i w tym roku nie można było nic zarzucić. Zarówno dyrektorzy imprezy, jak i wolontariusze, byli bardzo pomocni i chętni do udzielania wszelkich informacji na temat festiwalu. Dodam jeszcze od siebie, że ta edycja szczególnie zapadnie mi w pamięć, a to ze względu na możliwość obejrzenia na dużym ekranie takich (jeszcze młodych) gwiazd jak Vincent Price, Clint Eastwood czy Jack Nicholson, których z całego serca pokochałam na nowo!

FFK przyciągał nie tylko filmami. Doskonałym tego przykładem był występ CameroCat, projektu filmowo-muzyczno-teatralnego, i koncert Pogodno. Właśnie dzięki takim dodatkowym wydarzeniom festiwal co roku podwyższa swój poziom, nie wspominając o tym, jak ważną rolę odgrywa w promocji regionu. Jest to aktualnie największy tego typu festiwal filmowy na Górnym Śląsku. Miejmy nadzieję, że przyszła, 15. edycja zaowocuje jeszcze większą ilością „dodatków”, a FFK wybije się ponad inne kulturalne wydarzenia w Polsce. Cała ekipa Reflektora trzyma kciuki, a ja nie mogę się już doczekać tego wakacyjnego klimatu, którego miałam okazję zaznać tuż przed sesją.

*Video Re:view, Przegląd filmów Ars Electronica