Z familoka w świat: Odczytywanie przeszłości – wywiad z prof. Wiesławem Kaczanowiczem

Historyk, badacz historii starożytnej, numizmatyk, dla wielu studentów przede wszystkim dziekan Wydziału Nauk Społecznych – tym razem gościem naszego familokowego cyklu jest profesor Wiesław Kaczanowicz, który opowie nam o znaczeniu monet w starożytnym Rzymie, roli historii w swoim życiu i niezrealizowanych marzeniach o karierze leśnika.
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy!

(fot: Tomasz Watras)


KN: Czym urzekła Pan Profesora starożytność?

WK: Być może Panią zaskoczę, ale geneza mojego zainteresowania jest następująca: jako dziecko miałem taką przypadłość, że często chorowałem na anginę. Ponieważ coś trzeba było ze mną robić – rodzice przynosili mi wiele książek. Tak się złożyło, że była to przede wszystkim literatura historyczna, o charakterze tzw. „romansu archeologicznego”, tzn. opowieści o różnego rodzaju sensacjach i ciekawostkach z dalekiej przeszłości. To wyrobiło we mnie silną potrzebę poznania bliżej dawnych czasów, a przede wszystkim starożytności. Proszę sobie wyobrazić, że jako dziesięcioletni berbeć pisałem już własną powieść historyczną, opowiadającą o Asyryjczykach. Sprawiało mi to wszystko ogromną przyjemność. Po latach wybrałem studia historyczne, ponieważ dają możliwość wejścia w świat archeologii, historii literatury – zdobycia bardzo szerokiej wiedzy o przeszłości. Tak, w skrócie rzecz ujmując, stałem się starożytnikiem.

KN: Nie miał Pan Profesor po drodze żadnych wątpliwości?

WK: Oczywiście, że miałem rozmaite pomysły. Człowiek szuka, rozwija coraz to nowe zainteresowania. Był taki pomysł we mnie – zostać leśnikiem. Bardzo lubię las – w dzieciństwie często rodzice mnie tam zabierali. Później myślałem o orientalistyce. Widząc zapis chiński, japoński czy arabski, czułem się zafascynowany znakami, które coś oznaczały, a których ja nie mogłem odszyfrować. Zastanawiałem się, czy można się tego nauczyć – zaglądałem do przeróżnych książek, słowników, podręczników, próbując złamać te dziwne dla mnie kody. Jednak zdecydowałem się wrócić do historii. Pomijam oczywiście różne dziecięce pomysły bycia kierowcą, strażakiem, a później kierowcą w wozie strażackim.

KN: Przygotowując się do tego wywiadu, zetknęłam się z Pańską pracą Aspekty ideologiczne w rzymskim mennictwie lat 235-284 n.e. Z monet, czyli przedmiotów, na które na co dzień nie zwracamy uwagi, wyciąga Pan Profesor wiele ciekawych wniosków. Zastanawiam się, co dzisiejsze polskie monety powiedzą o nas badaczowi z przyszłości?

WK: Mam wrażenie, że znacznie mniej niż w starożytności. Żeby to wyjaśnić, muszę na chwilę powrócić do kwestii samej książki. Państwo rzymskie zajmowało rozległe terytorium – w apogeum swojego istnienia rozciągało się od Szkocji na północy aż po Saharę na południu. Jeżeli chodzi o położenie równoleżnikowe, to mówimy o terenie od Portugalii do zachodniej Azji. Proszę sobie wyobrazić, że to państwo nie miało czegoś takiego, jak droga szybkiego komunikowania czy sprawny nośnik informacji. Trywializuję, ale nie było przecież wtedy telewizji, Internetu, radia i gazet. Jedynym środkiem pozwalającym przekazać pewne myśli oraz idee w sposób szybki oraz na dużą skalę były monety. Moneta w panującym wówczas systemie gospodarki monetowo-pieniężnej docierała primo: wszędzie w sensie geograficznym – i do wspomnianej Portugalii (wówczas była to prowincja Lusitania), i do Kapadocji, a nawet poza granice imperium, dzięki działalności kupców i żołnierzy. Secundo: owo „wszędzie” możemy rozpatrywać w sensie społecznym – monetą posługuje się zarówno bogaty człowiek, jak i niewolnik oraz wyzwoleniec – cała drabina społeczna. Jest to więc znakomity środek, by całe społeczeństwo informować o przeróżnych sprawach. Na ówczesnych rewersach monet odnajdujemy więc ogromną ilość rozmaitych treści i wyobrażeń. To tam notujemy hasła i zapisy idei. Na awersach z reguły widniał zaś wizerunek cesarza.

Badając owe monety, znajdujemy wiele informacji o tym, co działo się w cesarstwie rzymskim. W oparciu o ten materiał można budować swoją opinię o sposobach działania propagandy cesarskiej. Oczywiście drogą do tej wiedzy jest również literatura, ale zetknięcie się z rzeczywistym nośnikiem informacji, współtworzącym tamte czasy, daje niesamowite uczucie – to tak jakby na chwilę można było się przenieść w tamte lata. To nie jest opis z dystansu, lecz źródło, które daje wiadomości z pierwszej ręki.

Czy z podobną sytuacją będziemy mieć do czynienia w przyszłości, za lat tysiąc? Nie sadzę. Dziś nośników informacji jest znacznie więcej i mam nadzieję, że przetrwają one w znakomitej większości, a zatem możliwości badania działania władzy będzie znacznie więcej.

Popatrzmy również na to, że znacznie szybciej możemy dziś przekazywać między sobą wiadomości, aktywne jest radio, gazeta, telewizja, a przede wszystkim Internet, zaś moneta… moneta stała się znacznie bardziej  pasywna – jest nośnikiem wartości, nominału, a nie informacji.

KN: Mała ojczyzna to miejsce, które stanowi granice naszej mapy mentalnej – miejsce, które poznaliśmy i które w różny sposób jest dla nas ważne. Czy czuje Pan Profesor również ten rodzaj szczególnego związku z miejscami, którym poświęcił swoją pracę naukową?

WK: Oczywiście! Umiejscowienie faktów historycznych w określonej przestrzeni wzbogaca wiedzę i buduje nowe jej aspekty. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której można by pisać o jakieś sytuacji, nie widząc tego, przynajmniej oczami wyobraźni. Jeśli analizuję jakąś monetę, muszę ją zobaczyć, dotknąć jej. Jeżeli zajmuję się np. Wałem Hadriana na pograniczu angielsko-szkockim, to zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli się jest przy nim, zobaczy nie tylko sam Wał, ale wszystko, co jest wokół niego, niż kiedy wiedza o nim jest jedynie książkowa. To nie jest to samo. Kwestia wyobrażenia sobie tego, jak było kiedyś, jest istotnym elementem poznania.

KN: Czyli monety, które Pan Profesor opisywał, tworząc książkę o rzymskim mennictwie, znał Pan nie tylko z książek?

WK: Nie, rzeczą bardzo istotną dla mnie jest to, by opisywany zabytek zobaczyć i dotknąć go. Zresztą, gdy prowadzę zajęcia ze studentami, staram się również pokazać taki obiekt, ażeby mogli poznać jego wartość – oczywiście nie używam tego wyrazu w sensie materialnym. Zdjęcia są zawsze w jakiś sposób odległe, dopiero przedmiot z epoki nadaje jej cechę autentyczności. Tu w Katowicach jesteśmy w innej sytuacji niż Warszawa czy Kraków, tam moi koledzy mogą wziąć studentów w każdej chwili do muzeum. My musimy radzić sobie inaczej. Jeżeli mam okazję, staram się pokazać moim studentom coś oryginalnego, bo to rodzi specyficzny, metafizyczny kontakt z epoką, której możemy niejako dotknąć, wręcz „polizać” czy „ugryźć”, a przede wszystkim możemy poprzez taki kontakt zadać jej nowe pytania.

KN: Rozpoczynając nasz cykl, wyszliśmy z założenia, że region, w którym jednostka żyje, ma na nią znaczny wpływ. Czy zgadza się Pan Profesor z tą tezą?

WK: Myślę, że tak. Kiedyś pojawił się w mojej rodzinie pomysł, by wyemigrować w inną część Polski, w związku z zatrudnieniem mojego ojca. Wyobrażam sobie, że gdyby tak się stało, to pewnie nic by nie wyglądało tak samo. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, w jakim kierunku potoczyłoby się moje życie i jakie możliwości by mi przyniosło…

KN: A gdyby Pan Profesor wyjechał? Za jakimi miejscami na Śląsku tęskniłby Pan najbardziej?

WK: To byłaby przede wszystkim tak zwana Kolonia, czyli osiedle domków jednorodzinnych koło kopalni Kleofas. Spędziłem tam całe dzieciństwo – tam mieszkali koledzy, tam odbywały się wszystkie nasze zabawy. W tej chwili mieszkam na Tysiącleciu i stąd mój ogromny sentyment do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. Nie mogę również nie wspomnieć o części regionu tak innej od stereotypowego pojmowania Górnego Śląska, czyli o Beskidzie Śląskim. Jeździłem tam od dziecka. Dzisiaj jest to miejsce moich małych testów sprawnościowych, które nazywam testem Stożka. Po sezonie jesienno-zimowym co roku jadę do Ustronia, wjeżdżam na Czantorię i wchodzę na Stożek. Tak sprawdzam swoją kondycję.

KN: Opowiedział Pan Profesor o terenie niekojarzącym się z kopalniami, hutami i czapką górniczą. Nawet jego część przemysłowa zmienia swój charakter i poszukuje nowych symboli. Jakie one powinny być?

WK: Myślę, że nowe oblicze Śląska łączy się nierozerwalnie z różnorodnością – i przyrodniczą, i historyczną. Pamiętajmy, że w administracyjnych granicach regionu mieści się nie tylko wspomniany przeze mnie Beskid, ale i Jura Krakowsko-Częstochowska, czyli tereny bardzo atrakcyjne turystycznie. Poza tym region cały czas się rozwija, zarówno musimy patrzeć w przeszłość i nie zapominać o kopalniach i hutach, jak i dać sobie szansę na to, by pokazać reszcie kraju nową, inną twarz.

KN: Przez całe swoje życie naukowe był Pan Profesor związany z Uniwersytetem Śląskim, zastanawiam się, czy nie miał Pan nigdy ochoty stąd wyjechać?

WK: To nie jest tak, że przez całe życie tkwiłem w jednym środowisku naukowym – owszem pracuję tu od lat – przeszedłem tu wszystkie stopnie kariery zawodowej, ale podczas studiów i okresu asystenckiego oraz adiunktury miałem okazję poznać inne uczelnie. Byłem na rozmaitych stażach, uczestniczyłem w wielu zajęciach i na Uniwersytecie Warszawskim, i na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pierwsze lata studiów to dla mnie również bardzo silny związek z Krakowem. Byłem na dłuższym stażu również we Wrocławiu. Jak więc Pani widzi, świat polskiej nauki stał przede mną otworem, a muszę jeszcze wspomnieć o moich zagranicznych podróżach np. do Oksfordu, gdzie miałem okazję być stypendystą. Może dlatego nigdy nie tęskniłem za dużą odmianą, bo Uniwersytet Śląski dostarczał mi bardzo wielu możliwości – na nudę i monotonię na pewno nigdy nie mogłem narzekać.

KN: W czym Uniwersytet Śląski wyróżnia się na tle Warszawskiego czy Jagiellońskiego? Czy jest konkurencyjny w stosunku do nich?

WK: Myślę, że jest przede wszystkim konkurencyjny ludźmi, bo uczelnia to tak naprawdę zbiór osobowości. To nie tylko wykładający i prowadzący zajęcia, ale także studenci, którzy nieraz zaskakują kadrę swoimi pomysłami.

KN: A czy również Śląsk, jako nowe miejsce zamieszkania dla wielu studentów, może być dla nich atrakcyjny i przyciągać ich do Uniwersytetu Śląskiego?

WK: Będąc katowickim patriotą, oczywiście polecam to miasto jako miejsce zamieszkania, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że trudno jest nam konkurować z Krakowem czy Warszawą. Jednak Śląsk się zmienia, przed jego mieszkańcami otwierają się coraz nowsze szanse. Dynamika regionu może być czymś, co przyciąga młodych ludzi.

KN: Jaka jest przyszłość Uniwersytetu Śląskiego?

WK: Mamy tak naprawdę tylko jedną drogę, tę prowadzącą do przodu. Myślę, że nasz Uniwersytet oraz oczywiście Wydział Nauk Społecznych będzie się rozwijał i dalej budził zainteresowanie. Przed nami wiele wyzwań, np. z powodu nowo podpisanej ustawy o szkolnictwie wyższym. Z jednej strony daje ona większe możliwości, jeśli chodzi o kształtowanie programów nauczania, tworzenie kierunków i specjalności, a z drugiej stawia przed nami duże wymagania, którym w warunkach konkurencji międzyuczelnianej musimy sprostać. Głęboko wierzę w to, że zarówno WNS, jak i cała uczelnia, pozostaną dalej atrakcyjnym i ważnym miejscem na mapie naukowej Polski.

KN: Co Pana Profesora pociąga w pracy?

WK: Jeśli chodzi o pracę naukową, to jest to poznanie, sprawa oczywista, odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, zapełnienie białych plam na mapie moich badań. Jeśli zaś chodzi o dydaktykę – ja bardzo lubię zajęcia ze studentami. Sprawiają mi one ogromną przyjemność, a za swój osobisty sukces uważam wręcz sytuację, w której udaje mi się zainteresować wykładaną przeze mnie problematyką chociażby tylko jednego spośród moich słuchaczy. Bo przecież nie chodzi o to, by nauczyć dat i faktów, tylko obudzić w ludziach zainteresowania.

KN: Czyli nie żałuje Pan Profesor, że nie został kierowcą wozu strażackiego?

WK: Przez te dziecięce marzenia i późniejsze pomysły musiałem przejść, by zdobyć swój obecny zawód. Lubię to, co teraz robię, i gdybym miał okazję wybrać po raz wtóry, nie zmieniłbym swojej decyzji.

KN: Dziękuję za rozmowę!
————————————————–
Prof. zw dr hab. Wiesław Kaczanowicz: historyk, profesor w dziedzinie nauk humanistycznych (tytuł naukowy profesora nadany postanowieniem Prezydenta RP z 28 kwietnia 2000 r.), badacz dziejów historii starożytnej, szczególnie Cesarstwa rzymskiego. Profesor zwyczajny na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, kierownik Zakładu Historii Starożytnej. Od września 2008 roku pełni także funkcję dziekana tego wydziału.