Oddajcie kamerę publicystom! (?) Polskie kino dokumentalne 1989 – 2009. Historia polityczna

Najnowsze wydawnictwo Krytyki Politycznej próbuje zmierzyć się z dwudziestoletnią historią polskiego dokumentu. W każdym razie tego można by spodziewać się po tytule. Tymczasem w książce znajdziemy zbiór artykułów dotyczących zaledwie piętnastu dokumentów, jak przystało na KP wybranych wedle uznania, nie zaś zasług dla rozwoju kinematografii. Trzeba przyznać, że wyłowione przez krytyków filmy zarówno stylem, jak i tematyką, tworzą ciekawy collage. Z pewnością jednak nie przedstawiają żadnej historii – ani filmowej, ani politycznej. KP jest wydawnictwem lewicowym i światopogląd ten przebija się przez każdy artykuł. Możliwe, że tego oczekują czytelnicy, ale podczas lektury brakuje chociaż próby obiektywnego podejścia do tematu. Czy jest to zatem książka o sztuce filmowej? Nie. O polityce? Nie do końca. Może o odbiorze tych filmów w społeczeństwie? Gdyby analizowane tytuły były popularniejsze lub szerzej dystrybuowane, można by zaryzykować takie stwierdzenie. Na dzień dzisiejszy są jednak obce szerszej publiczności i pozostaje zaufać autorom.

We wstępie możemy przeczytać, że pragną oni oderwać się od kryteriów estetycznych na rzecz politycznej historii kina. Oderwali się od jednego i drugiego, poprzestając na dosadnej krytyce, która – kiedy mowa o kinematografii – bywa nieuzasadniona. Nie należy bowiem zapominać, że kino nigdy nie pretendowało do rzetelnego przedstawiania historii.

Z drugiej strony w książce padają bardzo istotne pytania, między innymi o to, czy kamera może być narzędziem publicysty czy tylko filmowca? Odpowiedzi brak. Jednak jeżeli przyznamy prawo do jej używania publicyście, to dalsze pytanie powinno brzmieć: czy powstałe wtedy filmy dalej zaliczałyby się do sztuki kinematograficznej? Niestety po lekturze KP czytelnik zostanie sam z tysiącem pytań bez odpowiedzi. Zupełne inne było założenie autorów, którzy każdemu tytułowi zarzucali jedno – brak społecznego traktowania tematu na rzecz wydobywania indywidualnego bohatera. Nie wiem, czy zdają sobie sprawę z tego, jak wtedy wyglądałyby filmy i jak śmiertelnie nudne mogłyby być dla widza.

Natkniemy się również na krytykę tych filmów fabularnych, które przemycając w sobie nieco polityki, stając się przez to zbyt czarno-białe i infantylne. Pytanie tylko, czy kino fabularne musi w jakikolwiek sposób odpowiadać na zagadki rzeczywistości i czy musi ponosić odpowiedzialność za wykorzystywanie historii do budowania własnej fabuły?

Gdzieś między wszystkimi politycznymi filmami wybrano „Blokersów” – tendencyjny dokument, który mógłby być głosem pokolenia, gdyby nie opieszałość twórcy. Joanna Erbel, autorka tekstu, próbuje odpowiedzieć na pytania zawarte w filmie. Przywołano zatem Jeana Baudrillarda odwołującego się do graffiti, hip-hopowych producentów, mówiących o muzyce i urbanistów zastanawiających się nad oddziaływaniem tkanki miejskiej na młodych ludzi. Lecz ponownie – natłok informacji spowodował lawinę pytań.

Mowa również o tym, że w Polsce nie powstaje kino autobiograficzne, a już na pewno nie na taką skalę jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie przecież już w latach sześćdziesiątych wykształciło się kino bezpośrednie i do dziś podobne estetycznie produkcje trafiają na duże ekrany. W Polsce zaś mamy jedynie Marcina Koszałkę, który nakręcił średni metraż. Wszystko to prawda, ale nie należy zapominać, że kultura amerykańska jest w gruncie rzeczy ufundowana na kinematografii bardziej niż na literaturze i trudno, żeby podobne filmy powstawały w Polsce. Owszem – szkoda, bo chętnie zobaczyłabym coś pokroju „Tarnation” i to w regularnej dystrybucji, a nie hurtem z sześcioma innymi tytułami podczas festiwalu.

Między wszystkimi znakami zapytania w czarnych ramkach zamieszczone zostały komentarze takich znawców, jak Tadeusz Lubelski czy Slavoj Žižek. Nie brakuje również opinii krytyków politycznych i informacji, jakie na dany temat wyemitowało TVN. Są „notatki” z zajęć szkolnych, podczas których była mowa o danym filmie, gdzieś przewija się nawet tekst Jarosława Kaczyńskiego. Komentarze te często bywają sprzeczne względem siebie i próbują na siłę budować wewnętrzną polemikę.

Niemniej jednak, są tego wszystkiego plusy. Skoro film jest tylko dobrą wymówką dla dalszych rozważań, to nie ma w książce miejsca dla nudnawych streszczeń i sylwetek twórców. Niewiele miejsca poświęcono technice, sztuce i kulturze. Być może to nowy sposób pisania o kinie, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Może KP liczy na podobną książkę, w której temat będzie ujęty z drugiej strony. Szlachetne.

—————————————————-
„Polskie kino dokumentalne 1989- 2009. Historia Polityczna” , Krytyka Polityczna 2011