Spotkanie z reportażem

Rzadko po przeczytaniu książki ma się okazję do konfrontacji z jej twórcą, a tym samym – do weryfikacji swoich poglądów, wymiany myśli opartej na tekście i dowiedzenia się tego, czym gnębi nas każdy polonista, a mianowicie „co autor miał na myśli”. Mnie to szczęście spotkało, gdyż po lekturze „Reporterów bez fikcji” Agnieszki Wójcińskiej, wydawanej nakładem wydawnictwa „Czarne”, mogłam pójść na spotkanie z autorką zorganizowane 12 IV w Galerii ASP Katowickiego Ronda Sztuki.

Agnieszka Wójcińska tym razem znalazła się wśród czytelników w roli zupełnie innej niż ta, do której przyzwyczaiła się w czasie tworzenia cyklu wywiadów. Tym razem to ona musiała odpowiadać na pytania prowadzącego i słuchaczy. Jako że sama wykonuje zawód reportera (publikowała m.in. w „Polityce”, „Przekroju”, „Gazecie Wyborczej”, „Zwierciadle” i „Midraszu”), mogła opowiedzieć o swoim warsztacie. O tym, że najważniejszy w pisaniu jest dla niej człowiek i prawda o nim. O tym, jak ważny jest gatunek, który uprawia, gdyż to on pozwala zatrzymać się nad problemem nie tylko autorowi, ale i czytelnikowi. Myślę, że jedną z ciekawszych wypowiedzianych w ciągu spotkania myśli była odpowiedź na pytanie o dobór tematów, które – zdaniem Wójcinskiej – nigdy nie są przypadkowe, lecz stanowią rozwinięcie naszego wnętrza i osobowości. W nas są pewne tajemnice, które trzeba rozwiązać, a reportaż może być do tego dobrą okazją – opowiadała.

Oczywiście od tematyki poruszanej w „Reporterach bez fikcji” nie sposób było uciec. Każdy chciał wiedzieć, jak współpracowało się z najważniejszymi twórcami uprawiającymi ów gatunek i w jaki sposób autorka dokonała wyboru swoich rozmówców. Odpowiedź okazała się bardzo prosta, gdyż kluczem wyboru było subiektywne przekonanie autorki o wartości pisarstwa poszczególnych twórców oraz próba ucieczki przed dwoma wielkimi nazwiskami – Hanną Krall i Ryszardem Kapuścińskim. Wójcińska świadomie stara się skierować myślenie czytelnika o reportażu na nowe tory, przedstawiając mu twórców mniej znanych, którzy, czerpiąc z pisarstwa wielkich poprzedników, starają się budować nowe standardy.

Spotkanie z autorką zakończyła dyskusja z publicznością oraz odczytanie fragmentów książki. Z powodu dość krótkiego czasu rozmowy wiele pytań dalej zostaje bez odpowiedzi. A może to i dobrze – dzięki tym wątpliwościom sposób odczytania tekstu pozostaje we mnie, a nie na przystanku za oknami galerii.
——————————————————————-
//. O książce Agnieszki Wójcińskiej pisaliśmy tu >> Kto przychodzi po bohaterze?