Galeria BWA w Katowicach: „Dni pędzą jak dzikie konie ze wzgórza”: Maciek Nawrot
Dni pędzą jak dzikie konie za wzgórza! Gdzie? – chciałoby się zapytać – bo obrazy Maćka Nawrota przesiąknięte są spokojem, jakim poszczycić mogłaby się ciężarówka pełna buddyjskich mnichów.
![]() |
![]() |
Tytuł wystawy młodego malarza w „Małej przestrzeni” katowickiego BWA jest wielce przewrotny. Maciek w wakacje 2009 roku zatrudnił się jako ochroniarz mienia. Dłużące się godziny pracy w opustoszałym miejscu, zegar, który najchętniej zdjęlibyśmy ze ściany, by nie widzieć jego pełznących wskazówek – kto nigdy tego nie przeżył, nie zrozumie. „Z nudów obserwowałem godzinami czarne mrówki przemieszczające się po zlewie. Czasem żeby umilić sobie czas zerkałem na rozebraną kobietę z kartki kalendarza czerwiec 2002, która wisiała na jednej z pustych ścian”. By nie zwariować, malarz-ochroniarz przyniósł do pracy płótna, farby i postanowił swoją bezczasową przestrzeń namalować.
Wystawa Maćka Nawrota przypomniała mi lata dzieciństwa. Czy pamiętacie przedszkolne czasy, gdy malowało się drewniane domki na tle lasów i gór? Gdy do głowy jeszcze nie przyszło, że tło kartki może być niebem i pozostawały między obłokami a szczytami drzew białe przestrzenie? Wyobrażając sobie ten krajobraz, często brakowało mi w którymś momencie kartki, by przedłużyć płot, wstawić nowy dom, narysować skraj lasu. Dziecięca perspektywa kazała oddać rzeczywistość jak najpełniej, pokazać wszystko – po horyzont, którego jeszcze nie umieliśmy własną decyzją zaznaczyć.
Obrazy Maćka Nawrota pokazują, jak inny jest punkt widzenia człowieka dorosłego. Pokazują artystę, który zapanował nad obrazem, który przede wszystkim zapanował nad kadrem! Bo kto powiedział, że całość jest ciekawsza od części?
Jedna z uczestniczek wernisażu powiedziała mi: „Zawsze chciałam mieć aparat w oczach, by chwytać mrugnięciem powieki pewne chwile”. Uśmiechnęłam się tylko, bo nie dalej jak kilka dni wcześniej sama mówiłam o tym koledze. Cóż, wielu z nas TO ma.
Maciek Nawrot często korzystał w tworzeniu prac z tej mało idealnej jeszcze wersji aparatu w oku, czyli swojej komórki. Fragmenty wycięte z obrazów dnia codziennego przekładał pędzlem na płótno. I oto jest – wystawa prac, małych puzzli, czasem pojedynczych, czasem kilku z danej układanki.
Polecam odwiedzić „Dni pędzą jak dzikie konie za wzgórza” – w środy dla uczniów i studentów wstęp do Galerii BWA wolny. A efekty „ochroniarskiej” – i nie tylko – twórczości można oglądać do 13 marca 2011.









na wystawie najciekawszy jest cykl autobusowych dłoni :)