Ślónski familok może być gryfny

Biadacz. Jedna z dzielnic Chorzowa Batorego. Obszar pomiędzy ul. Leśną i Piekarską. Na Biadaczu się wychowywałam, więc znam go dobrze.  Mówi się, że to jedna z najniebezpieczniejszych dzielnic. Kiedyś miejsce brzydkie, brudne i zapomniane. Mieszkali tam ludzie z tzw. niższych sfer. Dużo pijaków, narkomanów i drobnych złodziei. Dzieci, którymi nikt się nie interesował i które niczym się nie interesowały. Ale tak naprawdę to Biadacz uczył życia. Tego prawdziwego.

(Ilustracja: Marek Grajcar / Beata Rakoczy)

Doskonale pamiętam, kiedy idąc ulicą, wiele razy widziałam brudne twarze dzieci. Były biedne, ale chyba szczęśliwe. Tam nikt nie był sam. Bieda solidaryzowała i łączyła. W ślónskich ajnfartach było ciasno, ale placu stykło dlo kożdego! Obcych nie traktowano zbyt przyjaźnie, bo i po co? Tam każdy miał własne życie. Do dziś pozostał napis pod jednym z mostów „Witaj w krainie, gdzie obcy ginie”.

Rzeczywiście, obcy nie mieli po co się tam pokazywać. Chodząc wąskimi uliczkami Biadacza można oderwać się od własnego życia i po prostu być. Spacery po zmroku odbywają się już na własną odpowiedzialność, ale warto spróbować. Widząc napisy na murach i przeróżne, pozostawione ślady w postaci zdewastowanych okien
i drzwi starych kamienic, człowiek wyobraża sobie miliony historii, które kiedyś przydarzyły się właśnie tam. Bo Biadacz to niezwykła dzielnica. Dzielnica, która ma swój urok i naprawdę warto ją poznać od innej strony.

Dzisiejszy Biadacz radykalnie różni się od tego, który pamięta jeszcze moja prababcia. Dzisiaj to zupełnie nowe miejsce. Miasto opracowało program rewitalizacji obszaru pomiędzy ul. Leśną i Piekarską na lata 2009-2012. Mieszkańcy bardzo chcieli zmienić swoją dzielnicę na lepsze, ale nie wierzyli obietnicom miasta. Wiadomo, to tylko Polska, kraj, w którym obietnice, a raczej obiecanki, są na porządku dziennym. Skarżono się, że dzieci biegają po ulicach z piłką. Biegają, no bo gdzie mają grać? Boiska nie ma, placu zabaw też nie. Jedyne, co jest, to miejsce po zburzeniu starej huty, ale i tam nie wolno grać, bo niektórym mieszkańcom to przeszkadza. Jednak tym razem miasto stanęło na wysokości zadania. Jak obiecali, tak zrobili. Przy ulicy Leśnej powstało piękne boisko i plac zabaw dla dzieci. Piaskownica, kilka huśtawek, wkoło ławeczki. Proste, ale dało wiele radości. Dzieci już nie biegają po ulicach. Teraz wreszcie mają swoje miejsce, gdzie mogą spędzać wolny czas. Ale obiekty dla dzieci to nie koniec renowacji Biadacza. Między ul. Leśną a ks. H. Kołłątaja powstał zieleniec. Wyremontowano stare chodniki, które z pewnością pamiętały jeszcze czasy wojny. Osuszono bloki, posadzono drzewka. Planowany jest jeszcze remont ronda.

Z perspektywy dokonanych już remontów nie mam wątpliwości, że i rondo zaskoczy wielu niedowiarków. Czyżby w śląskim zaczęto realizować już dawno obiecane postulaty? Z całą pewnością i ogromną dumą mogę powiedzieć, że tak. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok Biadacz staje się inny. Przeobraża się jak poczwarka w pięknego motyla. Na pewno długo będzie pamiętana lista stereotypów związana z tą niecodzienną dzielnicą. Bardzo trudno wykorzenić z ludzi opinie, o których byli przekonani całe życie. Mówiąc dzisiaj starej znajomej, jak pięknie jest na Biadaczu, w odpowiedzi widzę tylko ironiczny uśmiech i wydaje się, że czytam w jej myślach: „Co? Na Biadaczu pięknie? Śmieszne!”. W sumie nie ma się co dziwić. Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu, że moja dzielnica przejdzie taką metamorfozę, też bym nie uwierzyła. Przecież to było zupełnie niemożliwe. Teraz mieszkają tutaj spokojni ludzie, mający pracę i dbający o miejsce, w którym przebywają. Ci, którzy kiedyś „zapewniali” Biadaczowi negatywną opinię, już dawno trafili w odpowiednie dla nich miejsca.

Chorzowski Biadacz to tylko symbol. Na całym Śląsku istnieje wiele takich dzielnic. Każda z nich jest inna. Każda wyjątkowa. Być może utarło się przekonanie, że te tereny są dla ludzi z niższych sfer i nie warto w nie inwestować. Nic bardziej mylnego. Na starych murach zapisane są historie. Historie niecodzienne, niezwykłe. Każda kamienica może opowiedzieć przygodę lepszą niż fabuła opisana w niejednej książce. Każdy z tych bloków skrywa swoją tajemnicę. Śląskie mury pamiętają czasy, o których my dzisiaj możemy jedynie przeczytać. Bo te mury to żywa historia.

Śląsk. Pierwsze skojarzenie, jakie kiedyś przychodziło mi do głowy, to kopalnie, hałdy, dużo dymu i stare familoki, durch żywe pomniki ślóńskiego życio. Obszar niewarty zwiedzania. Dzisiaj hasło „Śląsk” wywołuje przed moimi oczyma inne obrazki. Dostrzegam wyremontowane ulice, siedziby dużych firm i dzielnice, w które warto inwestować!