Dziennik geniusza, czyli kto to jest artysta

O mój Boże, przemieniam się w rybę!!! – wykrzyknąłem. Dowody potwierdzające tę tezę pojawiły się niemal natychmiast. Łuska z ranki paliła mi kolano i rozmnażała się. Czułem, jak najpierw jedno udo, potem drugie, następnie brzuch pokrywają się łuskami. Pragnąłem rozkoszować się do głębi tym nadzwyczajnym zjawiskiem, toteż nie otwierałem oczu przez blisko kwadrans.

Ot, zwykły dzień Salvadora Dalego w jego pracowni; lekką ręką i mało pieczołowicie zanotowany razem z wieloma innymi – równie szarymi – dniami i wydany jako Dziennik geniusza. Niezbyt skromny to tytuł, ale chyba nikt nie wyobraża sobie owego artysty, jak z rumieńcem na twarzy nieśmiało uniesioną dłonią ucisza oklaskujące go tłumy. Dali świadomie staje naprzeciw zjadaczy chleba w całej chwale swej odmienności i właśnie jej ukazaniu ma służyć ten dziennik. I nie chodzi Dalemu o to, że wyróżnia go talent malarski. Takie spojrzenie na artystę całkowicie go oszpeca. Celem tej książki jest zilustrowanie artysty jako osoby nietuzinkowej na każdym odcinku życia. Umiejętność stworzenia dzieła sztuki jest dla takiego człowieka jednym z niezliczonych elementów jego geniuszu, a nie tym, co o geniuszu ma przesądzać.

A właśnie tak w nowożytnej epoce na genialnych twórców zwykliśmy spoglądać. Widzimy wielkiego artystę na czerwonym dywanie i pełni podziwu bijemy brawo świadomi jednakże, że jest on najzupełniej w świecie zwykłym człowiekiem: chrapie nocami, gubi skarpetki, a jego dzieci uważają go za nudziarza. I nawet lubimy tę normalność, cenimy tę ludzkość, ciepłą i przytulną, odartą z sacrum i sprowadzoną na dywan. W taki sposób na siebie Dali patrzeć nie pozwala! Bo jeśli chrapie, to chrapie genialnie, a jeśli ma biegunkę, to jest to biegunka niemalże boska. Między bajki należy włożyć wszystkie te bzdurne opinie, że artysta to człowiek pod każdym względem przypominający zwykłego śmiertelnika.

Salvador z pełnym przekonaniem wyprowadza nas z tego błędu udowadniając, że życie codzienne geniusza, jego sen, trawienie, ekstazy, paznokcie, przeziębienia, krew, jego życie i śmierć zasadniczo różnią go od całej reszty ludzkości. Jest w tym wszystkim Dali bardzo przekonujący. Wystarczy kilka stron jego dziennika, by w pełni dać się uwieść prowadzonej tam narracji i z całkowitym zadowoleniem przyjąć postawę kornego czciciela boskiego geniuszu autora. Wtedy już jest się w jego garści, jest się duszą pod jego rządami, ma się miejsce w jego przejrzystym świecie.

Hiszpański malarz bardzo wyraźnie rozpisuje role w swoim dzienniku i w oparciu o te role szkicuje swe spojrzenie na świat. Bohaterowie jego książki to:
ON: geniusz,
GALA: ukochana geniusza, jego transcendentno-immanentna inspiracja,
ADORATORZY: ludzie stworzeni, by oddawać mu cześć,
LUDZIE PRZYPADKOWI: w towarzystwie Dalego nie umieją czerpać z jego geniuszu, debile,
INNI ARTYŚCI: debile; szczególnie surrealiści, którym lesbijki się podobają, ale pederaści już nie.

W tym prostym i nieskomplikowanym świecie możemy towarzyszyć boskiemu Dalemu na jego ścieżce samouwielbienia. Nie dowiemy się niczego cennego o sobie, nie wyciągniemy żadnej życiowej lekcji; jesteśmy przecież, jako czytelnicy, w tej drugiej połówce świata składającego się z dwóch części: Dali i cała reszta. Ale wobec uroku autora nie sposób się na to  zżymać, a przebywanie w cieniu jego geniuszu jest nad wyraz przyjemne.
————————————————-
Salvador Dali, Dziennik geniusza, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2009