Zrób sobie raj, a mnie pozwól doczytać tę książkę

Dlaczego Mariusz Szczygieł jest dobrym reporterem? Bo niewątpliwie nim jest. Może dlatego, że potrafi pisać w taki sposób, w jaki sami opowiadamy sobie historię. Może dlatego, że nie jest dziwny, potrafimy zrozumieć jego zachowanie. A może dlatego, że ma pasję i od lat jej się głównie poświęca. I dlatego możemy nazwać go specjalistą, nie w wiedzy o Czechach, ale specjalistą w odczuwaniu tego kraju i pisaniu w taki sposób, by czytelnik czuł razem z nim. O swojej najnowszej książce Zrób sobie raj sam pisze: jestem niechlujnym czechofilem, ta książka nie jest kompletnym przewodnikiem (…). Jest notatką z lektur i spotkań z ludźmi, z którymi chciałem się spotkać (…), jest to książka o sympatii przedstawiciela jednego kraju do innego kraju.

A teraz zadajmy sobie inne pytanie, co Mariusz Szczygieł robi takiego, że da się czytać jego reportaże w tramwaju, pomimo że jest dobrym reporterem (Wojciecha Tochmana, jego kolegi po fachu, pomimo całej sympatii, w środkach lokomocji czytać nie umiem). Może właśnie to, że pisze takie tramwajowe historie – opowieści tak bliskie, a jednak interesujące. Wydaje mi się, że przez chwytliwe, anegdotyczne historyjki, na których prawie każdy zatrzymuje oko, przekazuje coś więcej. Coś ukrytego za śmiechem, który brzmi nie tylko w nas, ale także w jego bohaterach. Coś, co wyjdzie na plan pierwszy, gdy kolejny raz przeczytam tę książkę, a przeczytam ją kilka razy na pewno, i coś, co wyjdzie ze mnie przy jakiejś konkretnej sytuacji, gdy pomyślę sobie: „a przecież kiedyś to już było”. Ale u kogo? Tego sobie nie przypomnę i to kolejna, największa chyba zaleta warsztatu Szczygła, który nie narzuca się i ani przez moment nie jest wielkim Reporterem, ale znajomym, który momentami trochę mnie irytuje (bo czasem, ale tylko czasem, jest zbyt zarozumiały, lecz w końcu to człowiek, który w jednym z wywiadów mówi: Nie będę przesadnie skromny; wiem, że umiem zatrzymać czytelnika), ale którego nie pozbyłabym się nigdy w życiu.

Jego nowa książka Zrób sobie raj, opowiadająca o Czechach, jakich większość Polaków nie zna i takich, które najciężej będzie zrozumieć, jest tego najlepszym przykładem. Podczas gdy dwie poprzednie napisane przez autora pozycje, z którymi mogłam się zetknąć, Niedziela, która wydarzyła się w środę oraz Gottland, są książkami dobrymi, perfekcyjnymi formą, to najnowsze dzieło zbliżyło się do momentu, w którym o formie nie myślę i myśleć o niej mi się nie chce, gdyż jest tak niesamowicie lekkie, że aż wstyd obciążyć je próbą analizy.

Oczywiście autor nie rezygnuje tu z typowych dla siebie chwytów. Szczególnie rzucający się w oczy jest tu podział na rozdziały: dłuższe – można powiedzieć: reportaże – i krótsze – szkice. Owe szkice czasem na przestrzeni niecałej strony opowiadają historie, które można by uczynić trzy razy dłuższymi, a jednak to skondensowanie sprawia, że są motywem – esencją, którą najlepiej się zapamiętuje. Są przerywnikiem, momentem oddechu i ciasteczkiem, które otrzymuje się w kawiarni zamawiając kawę. Niby nie dla nich powstała ta książka, a mimo to całość z nimi znacznie lepiej smakuje.

Szczygieł dzieli również pojedyncze reportaże na akapity, z których każdy ma swój smaczek i zbiera się w jedną myśl, ośmielę się powiedzieć, że każdy jego akapit mógłby tworzyć odrębną całość. Sam autor pisze: Każdy nowy akapit musi zaskoczyć. Każdy rozdzialik kończyć się jakąś puentą. Nie można wszystkiego zdradzać na początku. Lubię sączyć, rzucać urywkami, żeby przyciągnąć czytelnika. Nie da się ukryć, że i tym razem mu się to udaje, gdyż książka ta zaskakuje prawie każdym zdaniem i rozwiązaniem sytuacji. Co chwilę na nowo czytelnik musi sobie przypominać, że to nie fikcja, że zdarzyło się to naprawdę.

Autor nie musi przyciągać czytelnika jedynie słowem. Wystarczy mu okładka, która jest bardzo zachęcająca, a w zasadzie nie pełni funkcji jedynie estetycznych, chociaż umieszczona na niej rzeźba Davida Cernego niewątpliwie je posiada. Jest czymś, co mogłoby zastąpić tytuł – patrzę i wiem wszystko. Zapewniam, drogi przyszły czytelniku, że wielokrotnie w czasie lektury przypomnisz ją sobie i powiesz: „aha, okładka”.

Powiesz również wiele innych zdań, gdyż proces czytania Zrób sobie raj jest procesem głośnym, będziesz się śmiał, wzdychał, zdziwiony powiesz „Oooo”, fragmenty opowiesz przyjaciołom, opowiesz je samemu sobie, zaszeleścisz stronami, by obejrzeć zdjęcia. Jeśli więc nie „czujesz o Czechach” tego, co chciałbyś czuć, to otwórz tę książkę, wypij kawę i zagryź ciasteczkiem.
——————————————————

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 .

W tekście przytoczone są wypowiedzi z wywiadu z Mariuszem Szczygłem, „Gwałcę tekst”, który ukazał się w gazecie „Press”, nr 8, 15.08-14.09. 2007.