„Połówka żółtego słońca” Adichie: Co zrobić z tą wiedzą?

To nie będzie tekst o książce Adichie, bowiem każdy zainteresowany może przeczytać na tylnej stronie okładki, o czym jest książka Nigeryjskiej pisarki. To będzie tekst o czytaniu „Połówki żółtego słońca”. Warto czytać w ogóle i na wyrost, aby dotrzeć do takich książek. Warto przełknąć dziesięć niezbyt ciekawych, męczących lub chociażby „takich sobie”, aby natrafić na taką, jak „Połówka żółtego słońca” – powieść, która uderzy Cię w twarz, każe zapomnieć o upływającym czasie, o innych książkach, o swoim własnym życiu.

Wraz z tą powieścią Adichie oficjalnie staje się jedną z moich ulubionych pisarek.
Dlaczego? Po pierwsze, Adichie stworzyła niezapomniane postacie. Prawdziwe i plastyczne, z własnymi charakterami, konsekwentnie wyrysowane. „Połówka żółtego słońca” przedstawiona jest z punktu widzenia trzech bardzo różnych bohaterów: nastoletniego Ugwu, pochodzącego z małej wioski, który awansował zarówno społecznie, jak i mentalnie, pięknej Olanny, wykształconej dziewczyny pochodzącej z wyższych sfer, oraz Brytyjczyka Richarda, który przybywa do Nigerii, aby napisać książkę o sztuce ludowej Ibo. Pozostałe, lecz pełniące niemniej niebagatelne role w powieści postaci, widzimy oczami trzech głównych bohaterów: jest to między innymi rewolucjonista Odenigbo, kochanek Olanny, u którego zarazem służy Ugwu, czy Kainene – siostra Olanny i kochanka Richarda, znana z ciętego języka i ironicznego podejścia do życia.

Po drugie, „Połówka żółtego słońca” nie jest powieścią przeznaczoną do czytania dla przyjemności. Powieść Adichie, która w 2007 roku zdobyła nagrodę Orange Prize, obdarowuje czymś bezcennym: a mianowicie wiedzą o tym, co wydarzyło się w przeszłości, co nieodwracalnie zajęło miejsce w historii świata i co miało niebagatelne znaczenie chociażby z tego powodu, że zaważyło na losach ponad miliona ludzi. Opowiada o wojnie domowej, która toczyła się pomiędzy Nigerią a Biafrą w latach 1967-1970, wojnie, która przyniosła ze sobą głód, rzezie, gwałty, niesprawiedliwość i śmierć.

Wojna przedstawiona oczami bohaterów, których czytelnik dobrze poznaje i z którymi wręcz się zaprzyjaźnia, jest o wiele bardziej wstrząsająca. Lektura przynosi niesamowity ból, nierzadko łzy i pełne buntu pytania o to, jak w ogóle mogło (może?) być możliwe to, co tam się wydarzyło. Uświadamia, co działo się i dzieje nadal na świecie. Lektura tej powieści zmienia człowieka i być może wyda się to stwierdzeniem banalnym, stawia przed pytaniem „jak zatem żyć”, gdy się wie.

Ostatnio czytam coraz więcej książek dotyczących światowych konfliktów, dzięki którym z jednej strony moja wiedza o historii świata „uzmysławia się”, lecz z drugiej, każdorazowo i nachalnie nasuwa się następujące pytanie: „co z tą wiedzą zrobić?”. Bo przecież trzeba coś z nią zrobić, przecież nie można sobie, ot tak, jedynie czytać tego typu powieści, odhaczać na liście przeczytanych książek i cieszyć się, że kolejna książka przybyła w stosie mojej czytelniczej chwały. Takie powieści jak „Połówka…” pisanie są nie dla przyjemności czytelnika, to chyba oczywiste, ich lektura jest trudnym doświadczeniem, aktem swoistego masochizmu, z którym wydaje mi się, i powtórzę to uparcie, trzeba coś zrobić.

Po trzecie wreszcie: na początku napisałam, że Adichie stała się moją ulubioną pisarką. Lecz, czy w ogóle słowo ulubiony może tu pasować? Czyż można powiedzieć o opisie niezwykłego bólu i cierpienia, że jest ulubionym? Czy z rozkoszą będę wracać do tej książki po latach? Czy z przyjemnością będę o niej myśleć w najbliższych dniach? Nie. Będę raczej myślała o niej w kategoriach zmiany.

Odpowiedzi na postawione przed sobą pytania nie mam.
Lecz wydaje mi się, że będą one pojawiać się – nieoczekiwanie, gdy po prostu przyjdzie ich pora. Gdy zostanę wystawiona na próbę.
——————————————————————–
Chimamanda Ngozi Adichie, „Połówka żółtego słońca”, przeł. Witold Kurylak, Wydawnictwo „Sonia Draga”, Katowice 2009