Zbliżenia: X Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona” – Zabrze 2010

Brak, nadmiar, przesyt.

„NAD” Mariusza Bielińskiego w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego pokazuje ludzi uwikłanych, pochwyceni w pułapkę. Swojej niewiary, pragnień, nadziei. Zniewolonych.

Skazany za morderstwo Jakub (Mariusz Jakus) po wielu latach w więzieniu zostaje uniewinniony. To początek jego tragedii. Choć opuszcza zakład karny, nadal jest opętany przez zniewalające myśli, demony przeszłości. Nie potrafi zapełnić pustki pozostawionej przez brak wspomnień, wyrwę w losie. Musi zmierzyć się z tym, od czego odgradzały go kraty: matką (Ewa Wichrowska), ojcem (Andrzej Wichrowski), kobietą (Agnieszka Więdłocha). Musi na nowo ustalić swoją relację z bogiem, którego istnienie zanegował wcześniej niesprawiedliwy wyrok.

Postaci mieszczą się w ramach stereotypów: kobieta jest sprowadzona do swoich funkcji seksualnych, matka to strażniczka i opiekunka swego dziecka. Na pełnowymiarowość szansę ma jedynie mężczyzna, który ma prawo bronić swojej wolności, szukać wiary, pożądać. Zastanawiać się.

Spektakl prowokuje niebezpieczne i niepokojące pytania: Czym jest wiara? Czy należy wierzyć w to, co się zobaczyło, usłyszało, dotknęło? A może wierzyć trzeba bez żadnego umocowania w przedstawiającej się rzeczywistości? Czy bóg istnieje? Czy kara może motywować winę? Co jest NAD?

Tam, gdzie nie odpowiada, jest interesujący, może odważny, przekorny. Ale o wiele częściej okazuje się jednak nachalny, otwarty na jednoznaczne odpowiedzi.

Niezaprzeczalne, ale nie do końca wykorzystane atuty to ciekawa, rozfragmentaryzowana konstrukcja dramatu, trzymająca w napięciu akcja, lajtmotivy stanowiące sygnały, tropy, poszlaki. Niejednoznaczność, nie odgrywanie niektórych scen wprost, sugerowanie nierealności przedstawianych wydarzeń, niejednoznaczne rozstrzygnięcia. Karmienie złudzeniami. To, co między słowami.

Zastanawia, skupiająca się właśnie na wypowiadaniu słów, gra aktorska. Z jednej strony pełna ekspresyjnego, emocjonalnego wypowiadania tekstu, z drugiej oszczędnie posługująca się innymi środkami. Stwarzająca kontrasty między przesadą, nadmiarem a brakiem. Czasem drażniąca sztucznością. Niemal monotonna. Ale może to właśnie pozwala zauważyć radykalne zmiany zachodzące w postaciach: zmężnienie, wyprostowanie się sylwetki uwolnionego Jakuba, który wcześniej wciąż był w skulony, zgarbiony, jakby schowany, zamknięty – fizycznie – w sobie, a jego głos wydobywał się trzewi jakoś nienaturalnie, jakby z trudem. A później uspokojenie się i złagodnienie bohatera dotąd pełnego żalu, agresji, gniewu. Przemianę matki zrezygnowanej, strapionej, matki, która utraciła syna w matkę walczącą o niego, ostrą, zaciętą.

Zaskakujący i rozczarowujący jest jednak brak analogii i spójności między treścią a formą spektaklu. Tekst dramatu wypełniają somatyczne, często wręcz brutalnie fizjologiczne kwestie (mówi się o starzejącej się skórze, wymiotowaniu, gwałcie, pojawia się szczegółowy, fizyczny opis morderstwa…). Mowa o ciele jako metaforze wolności czy miasta. O pożeraniu, jedzeniu, nienasyceniu, głodzie, jako stanie ludzkich wiary, nadziei. Ale słowa nie mają żadnego odzwierciedlenia na scenie. Aktorzy niemal zupełnie nie wykorzystują potencjału interesującej, budzącej spore nadzieje scenografii. Ruch sceniczny jest ubogi.

Ciało, które nie jest tu tabu w języku, jest jakby przeoczone, niedostrzeżone, zmarginalizowane, jeśli chodzi o jego możliwości teatralne. Choć przestrzeń jest wieloplanowo zorganizowana, podzielona przez siatki imitujące więzienne kraty, postaci podczas swoich licznych monologów zazwyczaj jej nie wykorzystują i są statyczne.

Swój moment scenografia ma na zakończenie spektaklu. Ale wtedy jest już dla niej za późno. Nie umiem, niczym Jakub, który utracił lata swojego życia, stworzyć sobie wspomnień wydarzeń, których nie doświadczyłam.

—————————-

Powyższa recenzja pochodzi z gazety festiwalowej „Teatralnik”.
Zapraszamy na stronę festiwalu: www.teatrzabrze.pl oraz do uczestnictwa w wydarzeniu!