Pomysł na sto dwa!, czyli relacja z finału akcji STO Pomysłów dla Katowic

Czy można od pięciu mężczyzn siedzących na różowych krzesłach pośrodku niezbyt tłumnej „ulicy” usłyszeć coś ciekawego? Można. Choćby dlatego warto było nie dać się mżawce i pojawić się na finale akcji STO Pomysłów dla Katowic. Godzinna debata będąca jedną z – atrakcji to może nie najlepsze słowo – ale: części finału wyłoniła kilka ciekawych idei, nad którymi warto się pochylić.

(fot: Beata Rakoczy)


Tytułem wstępu jednak – dwa słowa o samej akcji. Sto Pomysłów to projekt organizowany z okazji  dwudziestolecia I Zespołu Ogólnokształcących Szkół Społecznych im. Stanisława Konarskiego STO w Katowicach, pochwycony w młode ręce grupy kręci się! events. Mieszkańcy dostali możliwość publicznego wypowiedzenia swoich koncepcji na polepszenie życia w Katowicach. Odzew był ogromy. Łącznie zebrano około 700 pomysłów, a wyłonioną setkę najciekawszych przekazano na ręce pani wiceprezydent miasta Krystyny Siejnej. Co miasto z nimi zrobi? Nie do końca wiadomo. Ale ma całkiem wymierne potrzeby społeczności wypisane czarno na białym. Warto mądrze to wykorzystać.

Po happeningu akcji STO Pomysłów dla Katowic w poniedziałek, 15 października nastąpił finał: wybór warsztatów oraz szkoleń dla dzieci i młodzieży, pokaz filmów w tramwaju jeżdżącym na trasie Rynek- Pętla Brynowska- Rynek, ogłoszenie wyników konkursu na film o „pomyśle”, koncerty i najgorętszy punkt – debata. Pomimo dobrej reklamy finału w mediach, ale także „na ulicy”, czyli poprzez ulotki, skrzynki na pomysły, nie udało się na debatę przyciągnąć zdeklarowanych 1100 fanów, czy też mówiąc mniej zobowiązująco – „lubiących to” z Facebooka.Osób uczestniczących nie było wiele, częściowo zapewne przez odstraszającą pogodę, a częściowo przez – hm, lokalizację? Folklor za to przebogaty – dziennikarze, zainteresowani tematem mieszkańcy, organizatorzy, przypadkowi przechodnie, dzieci, miejscowi pijaczkowie.

Kimkolwiek byli ci, którzy skupili się o  godzinie 16 przy scenie na ul. Mariackiej, przypuszczalnie byli z uczestnictwa w debacie zadowoleni, bo gdy już przystanęli, to stali zasłuchani do końca.

Rozmowę prowadziła dziennikarka Gazety Wyborczej Anna Malinowska, a uczestniczący w debacie to:
* Kamil Durczok
– Redaktor Naczelny programu Fakty w TVN
* dr hab.Tomasz Nawrocki – Socjolog z Uniwersytetu Śląskiego specjalizujący się w socjologii miasta
* Mirosław Neinert – aktor teatralny, reżyser, dyrektor Teatru Korez
* Tomasz Szabelski – pomysłodawca Festiwalu Filmów Kultowych, a także członek Rady Programowej ds. ESK 2016
* Dominik Tokarski – stowarzyszenie Moje Miasto, Właściciel Galeriobaru KATO

Co więc zostało powiedziane?

Prelegenci byli zgodni co do potrzeby ZMIANY dla miasta. A jako przedstawiciele różnych światów – bo i kultury, i mediów, i nauki, i działań stowarzyszeniowych – argumentowali ją, co dodało rozmowie smaku, nieco inaczej.

Do jakich wniosków doszli?

Ogólnie do takich, że dla zmiany Katowicom potrzeba odrobiny szaleństwa, wyzwolenia energii mieszkańców miasta, ale również, że sama energia zapaleńców nie wystarczy i to włodarze miasta muszą potraktować Katowice poważnie. Nie tylko jako miasto-pretendenta do tytułu ESK w 2016 roku, ale również miasto, które powinno być mentalną stolicą ponad dwumilionowej Aglomeracji.
Politykę zostawmy jednak na koniec, a zacznijmy od… szaleństwa!

(fot: Beata Rakoczy)

Dwa tygodnie temu na konferencji Miasto Marzeń prof. Tadeusz Sławek mówił o potrzebie tworzenia ogrodów w mieście, ogrodów, czyli elementów łamiących schemat, zmuszających mieszkańców miast do myślenia, refleksji. Do podobnego wniosku doszli prelegenci.

Zaczęło się od uznania za doskonały pomysł idei stworzenia ogrodu na dachu superjednostki. Śmiała wizja! Właśnie czegoś takiego nam trzeba – wyrazili się zebrani.

Kamil Durczok opowiadał o sceptykach pomysłu posadzenia palmy na środku ronda w Warszawie, o późniejszym zaadaptowaniu się tego drzewa i wzbudzeniu przez nie ogólnej sympatii. Dla miasta – mówił – to, że „coś się dzieje”, oznacza właśnie istnienie czegoś, co łamie rutynę, nudę, codzienność. To złamanie stanu wyzwala w ludziach energię, a energii potrzeba!
Mirosław Neinert nazwał to pięknie: „Katowicom przydałoby się przebić ten balon powagi!”.

Skoro szaleństwo, to i pomysły właśnie. STO, a nawet więcej. Które cały czas, pomimo finału akcji, można wrzucać do „skrzynek”.

Pomysły pomysłami, ale jak zauważył dr Tomasz Nawrocki, „pewne pomysły nie pasują do siebie – potrzebna jest wizja i determinacja, a nawet – wspomniana właśnie przez niego – odrobina szaleństwa!”.

Co do jednej konkretnej „wizji”, czyli CENTRUM Katowic, między redaktorem TVN-u  a doktorem socjologii doszło do małej rozbieżności zdań. Kamil Durczok o ulicy Mariackiej wyraził opinię, że jako „centrum” jest dysfunkcjonalna: „Gdyby te same środki zostały zaangażowane w inną lokalizację, można by osiągnąć znacznie lepszy dla miasta efekt! (…) Katowicom potrzeba Rynku, bo centrum miasta ma swoją rolę kulturotwórczą – od niego rozchodzą się różne inne drogi aktywności”.

Dr Tomasz Nawrocki bronił jednak odrodzonej w ciągu ostatniego roku Mariackiej, którą jako socjolog miasta bacznie obserwuje, i przypominał, że w czasie ostatniego lata zadziałała na mieszkańców jak magnes. Dodał też, ku prawdzie, że zadziałała raczej na młodych imprezowiczów, bywalców klubów czy popularnego bistro Lorneta z Meduzą, ale na inne grupy mieszkańców nie bardzo – a one też takich magnesów potrzebują.
Przywołując wyniki badań mówił, że najpopularniejszym miejscem spotkań w Katowicach jest… Silesia City Center. Powód? Brak alternatywy!

Prelegenci zapytani o najważniejszy/najciekawszy pomysł ze STU oprócz ogrodu na dachu mówili o komunikacji z mieszkańcami, począwszy od tej najprostszej, ikonicznej.

Jak zauważył Tomasz Szabelski, tablice informacyjne w języku angielskim to „dosyć banalny, ale prosty w realizacji pomysł”. Trudno się z tym nie zgodzić, tym bardziej, że podkreślanie wagi międzynarodowych spotkań i  wydarzeń w mieście bez troski, by goście potrafili się odnaleźć, to brak wyobraźni.

Dodałabym nawet, że jej brak to strzał w stopę. Aż ciśnie się na usta, by powiedzieć, że troszcząc się o gości od pierwszych chwil, warto byłoby zafundować kasjerkom na dworcu PKP „mini” kurs angielskiego. Wyłącznie dla udzielenia podróżnym podstawowej informacji.
Angielski angielskim, „ale z informacją w języku polskim też nie jest najlepiej” – ironizował Tomasz Nawrocki – „ile czekaliśmy na punkt informacyjny na Nikiszowcu?” – pytał retorycznie.

Nikiszowiec pojawił się zresztą w rozmowie kilkukrotnie. Między innymi w kontekście tego, jak długo trzeba było przekonywać Urząd Miasta, by zauważono tę perełkę, oraz tego, że warto byłoby uczynić z niego  miejsce o roli społecznej krakowskiego Kazimierza, by żyło 24 godziny na dobę.

Jak powiedział Dominik Tokarski, w kwestii pomysłów „nie musimy stawiać problemom czoła jakby były czymś zupełnie nowym”. Przecież te rozwiązania są. W innych miejscach. „Kopiujmy je!” – zachęcał.

Wracając do komunikacji – jej kwestia została również poruszona w kontekście porozumienia i współpracy.

Mirosław Neinert zwrócił uwagę na to, że władze samorządowe powinny nauczyć się na równi traktować jednostki kultury samorządowe oraz prywatne. Bo sama kultura „ma się nieźle”, jak powiedział. Tomasz Szabelski dodał do dwóch powyższych jeszcze organizacje pozarządowe.

W swojej końcowej wypowiedzi, wyrażając własny pomysł dla Katowic, dr Tomasz Nawrocki powiedział: „miastu potrzeba konsultacji z mieszkańcami”. Na  uwagę prowadzącej, że konsultacje są, dodał: „ale realnych! Nie dla przyklepania już istniejących pomysłów”.

Możliwe, że akcja STO Pomysłów głównie dzięki temu zdobyła zainteresowanie Katowiczan – bo ktoś zwyczajnie zapytał ich o zdanie.

Pomysł Tomasza Szabelskiego to przede wszystkim starania o zrealizowanie projektów powstałych w ramach starań o tytuł ESK. Konieczne też jest przeznaczenie przez miasto większej ilości pieniędzy na te starania. 11 mln dla ESK na przyszły rok to tyle, ile kosztują dwa mecze siatkówki. Dajmy Katowicom dwa razy tyle – nawoływał.

Pomysł Kamila Durczoka na Katowice? „Lider! Z wizją, doświadczeniem i narzędziami”.
Pierwszym problemem Katowic jest niesprawna komunikacja miejska, drugim – gospodarz – mówił. Mam wrażenie – kontynuował – że jesteśmy w miejscu, gdzie trzeba to szarpnąć do przodu! Porównał rządzenie miastem do normalnej sytuacji w biznesie, gdzie po 5-7 latach dyrektorzy wypalają się zawodowo i najzwyczajniej odchodzą.
Młoda krew – mówił – jest niezbędna, bo chroni od stagnacji.

Słowo na zakończenie? Trudno nie patrzeć na tę inicjatywę w kontekście starań o tytuł ESK w 2016. STO Pomysłów dla Katowic już mamy. Kolejne, czego potrzebujemy, to STO Pomysłów dla Aglomeracji.
Moja propozycja do listy: współpraca.

To również może Cię zainteresować:

Czytaj inne teksty autora:

Artykuł skomentowano 2 razy

Komentarze:

  1. Beata pisze:

    Nie dwustulecia a dwudziestu, nie o 16 a o 14.Czy ktoś kto to pisał w ogóle tam był?Szkoła społeczna dwieście lat temu !!!!???? Hahahah….

  2. marta pisze:

    Lapsusy językowe się zdarzają, ale dziękuję za uwagę. A debata, której dotyczy 90% tekstu zaczęła się o godzinie 16.

Skomentuj




Aby dodać komentarz przepisz tekst podany na obrazku poniżej.