W kwestii przynależności gatunkowej, czyli gdzie w bibliotece znajdę półkę z reportażem?

Szukam, tropię i oglądam. Przeczesuję półki książka po książce. Coś się znajdzie w literaturze polskiej, popularnonaukowej, podróżniczej, zagranicznej – praktycznie w każdym dziale. Reportaże leżą porozrzucane w całej bibliotece. Nie należą do określonego gatunku, wymykają się formie ciasnych regałów. Dlaczego Kapuściński nie tworzy ciągu dzieł powiązanych ze sobą chociażby tylko autorstwem, a twór popularnonaukowo-eseistycznopodobny poszatkowany na kawałki? Może to nie jest wina pierwszej podejrzanej – pani z biblioteki?

Biczownicy docierają do miejsca ukrzyżowania. (Wielki Piątek. San Fernando, Filipiny. fot. Rafał Budniok)

Melchior Wańkowicz opisuje sytuację, w której jedna z jego książek – „Na tropach Smętka” – została przeniesiona przez pewną bibliotekarkę z działu popularnonaukowego do literatury pięknej. Na ten czyn oburzone zareagowały władze biblioteki, każąc jej naprawić swoją „pomyłkę”. Fakt, że reportaż do dziś nie ma swojego osobnego działu w wielu księgarniach i bibliotekach, może być skutkiem sporów teoretyków, którzy nadal nie zdecydowali, do jakiej szuflady da się ten niezdefiniowany twór zamknąć.

Ze względu na swój rodowód reportaże są dziełami typowo dziennikarskimi. Chociaż zdaje się, że pojawiły się na długo przed wynalezieniem pisma. Reporto- znaczy odnosić. Odnosić jakieś zdarzenie do świadomości ludzi, którzy tego zdarzania nie widzieli”. Korzystając z takiej definicji reportażu, Wańkowicz za jego protoplastę uznaje relacje pierwszego człowieka, który opowiedział współplemieńcom o polowaniu. Swego rodzaju reportażem są również prace Tukidydesa i Cezara oraz rozsławionego przez Kapuścińskiego reportera Herodota (jakże daleko leżące na półce od Hanny Krall!). Ciekawym wydarzeniem w historii reportażu były wydawane w formie prasowej biuletyny napoleońskie, gdyż „nie ograniczały się do przebiegu działań wojennych. Odnajdujemy w nich opis grobowca Fryderyka Wielkiego, sprośne niedomówienia na temat królowej pruskiej i Aleksandra I, anegdoty obozowe, opisy krajów, obrazki obyczajowe, rozmowy z jeńcami, pouczanie przeciwników o ich błędach, nawet rozprawki o pogodzie”. Myślę, że rozpoczął się tu rozwój reportażu wojennego, który nie podsumowuje jedynie liczby zmarłych i ilości wystrzelanego prochu armatniego.

Jednym z ważniejszych momentów w życiorysie reportażu było wynalezienie druku, umożliwiające dotarcie do szerszej grupy odbiorców. Jednak dopiero wiek XIX przyniósł ze sobą wiele ważnych tematów do opisania. „Manifest komunistyczny”, teoria Darwina oraz odkrycie Pasteura są sprawami, które bardzo interesowały ówczesnego człowieka. Druga połowa tego wieku przynosi nam wybitnych reportażystów, np. Egona Erwina Kischa. Jego twórczość jest przykładem ewolucji literatury w stronę dziennikarstwa – zaczynał bowiem jako autor wierszy i opowiadań, które powoli i stopniowo przekształcały się w reportaże. Był tam, gdzie coś się działo, oglądał, a następnie opisywał. Ważna w jego twórczości była obecność reportera, opisywał swoje przygody, to, co widział na własne oczy. Jego książki były tym ciekawsze, że Kisch działał na pograniczu prawa, podrabiał dokumenty, nielegalnie przekraczał granice. Można by go nazwać ojcem reportażu literackiego, gdyż początki jego pisarstwa wpłynęły na późniejszy kształt tego gatunku.

Warto zauważyć, że książek jednego z najwybitniejszych klasyków reportażu (prócz jednej, tej najmniej reporterskiej) nie ma w żadnej chorzowskiej bibliotece. A mogłyby być przynajmniej porozrzucane.

Reportaż w pełnym tego słowa znaczeniu ukształtował się w II połowie XIX wieku. Kojarzony był wtedy wyłącznie z gatunkiem prasowym – suchym sprawozdaniem. II wojna światowa przyniosła ewolucję tego gatunku w stronę form literackich. Typowo dziennikarski tekst nie był w stanie unieść opisu losów ludzi po zagładzie. Pojawiło się też zwątpienie, czy powieść jest w stanie wypełnić potrzeby społeczeństwa skierowane na informacje i chęć współuczestniczenia w ważnych zdarzeniach. Reportażyści, niejednokrotnie pogardzani przez literatów, zaczęli stawać się dla nich poważnym zagrożeniem, a gatunek, wyprzedzając tradycyjną powieść, nabrał jej cech. Popularność reportażu nieodłącznie wiąże się z potrzebą relacji z frontów – ludzie chcieli wiedzieć, co się działo z ich bliskimi walczącymi na wojnie.

Ochotnicy ściągają do miasta. Za kilka godzin przybici zostaną do krzyży przez nich samych przyniesionych. (Noc przed Wielkim Piątkiem. San Fernando, Filipiny. fot. Rafał Budniok)

Obecnie żyjemy coraz szybciej, dzieje się coraz więcej. Nie możemy być we wszystkich ważnych miejscach. Potrzebujemy informacji, dokładnych, prawdziwych relacji. Coraz mniej mamy czasu na fikcję. Może nie mamy czasu także na zgłębienie prawdziwego świata i zaspokajamy się krótkimi newsami, będącymi produktem informacjopodobnym. Wydaje nam się, że wiemy coś o świecie po usłyszeniu półminutowego materiału we wiadomościach albo przejrzeniu newsów z twittera i odrzucamy bardziej czasochłonna formę zdobywania informacji.

Może stąd poniewierka reportażu w bibliotece?

Reportaż definiowany jest na wiele sposobów. Właściwie każdy jego twórca i znawca opisuje ten gatunek na własny sposób. Bardzo podoba mi się niejednoznaczna definicja Marka Milera: „Reportaż jest collage’em, kompozycją z różnych materiałów i tworzyw naklejonych na blejtram gazety. Jest hybrydalnym zlepkiem form i tworzyw. Jako gatunek pogranicza, rozpięty między literaturą a dziennikarstwem, czerpie reportaż z jednego i drugiego pełnymi garściami”. Ciekawe, że sami piszący często odżegnują się od tworzenia terminów określających ich dzieła. Ryszard Kapuściński pisze: „ja w ogóle nie dzielę książek w ten sposób. Jeśli utwór jest dobry, to swą wartość zachowuje niezależnie od tego, w jakim gatunku i w jakiej konwencji został napisany, a jeśli jest zły, to nawet gdyby należał do gatunków tak nobilitowanych jak powieść, jest to dla mnie po prostu zła książka. Jakość tekstu jest wyznacznikiem jego miejsca w literaturze”. A także: „Piszę teksty, nie umiem tego inaczej zdefiniować – to określenie najbardziej mi odpowiada”.

Uwagi te, chociaż ciekawe, nie rozwiązują naszego problemu. Biblioteki nie można przecież podzielić na dział książek złych i dobrych. Chociaż kto wie… byłoby to bardzo interesujące.

Wraz z rozwojem reportaż zaczął dążyć w kierunku noweli literackiej. Chociaż nie do końca. Wszystkie dzisiejsze relacje medialne zebrane razem tworzą dla mnie nowelę. Przekaz krótki – np. wiadomość w Teleexpressie – jest jej punktem kulminacyjnym. Zadaniem reportażu jest wprowadzenie do tej historii początku, rozwinięcia i zakończenia. Ukazanie całego procesu prowadzącego do wydarzenia oraz opisanie dalszego ciągu, często nieinteresującego już szybszych mediów.

Niestety w bibliotece nie ma również działu „Kawałek noweli”…

Problematyczne w dziele reportażu jest „połączenie dwóch postaw twórczych: przekazywania faktów jako pierwszej postawy i wyrażanie tego przekazu przy pomocy znaków artystycznych, wzajemnie uzupełniających się, jako drugiej”. Reportaż ma odwzorowywać rzeczywistość, być wierny faktom. Ludzie biorący do ręki utwór reprezentujący piśmiennictwo dokumentarne zakładają, że znajdą w nim prawdę. Pokazywanie w nim fikcji byłoby niemoralne i nieetyczne. Zdawać by się mogło, że ten warunek zabija artyzm utworu, który jest zwykłą relacją z autentycznego wydarzenia, taką samą jak sprawozdanie – ktoś mógłby zapytać: jakim cudem bibliotekarka mogła przenieść „Na tropach Smętka” do działu z literaturą piękną? Myślę, że takich wątpliwości nie ma nikt, kto tę książkę przeczytał, ponieważ łatwo w niej zauważyć, że reporterom dane jest wiele innych wolności: wolność kreowania postaci, wyboru faktów oraz przekazania prawdy uniwersalnej, czasem za cenę prawdy dosłownej. Osoba spisująca realne zdarzenia nie może ich poprawić, wymyślać im ciekawszych rozwiązań. Może jednak efektownie stopniować napięcie, dramatyzować fakty. Jak twierdzi Krzysztof Kąkolewski, „zdarzenia z natury mają strukturę literacką”. Trzeba je tylko ubrać w odpowiednie słowa.

Codziennością współczesnego reportażu są dialogi, metafory oraz rozbudowana charakterystyka jego bohaterów. Dotyka on nie tylko wydarzeń, ale także myśli i uczuć. Poniekąd funkcję reportażu można porównać z funkcją daną kronice. Przede wszystkim dlatego, że jedno, jak i drugie, opisuje prawdziwe, ważne historie. Jednak dokonało się przesunięcie środka ciężkości. Kroniki bowiem opisują historię kraju z perspektywy ważnych dla niego wydarzeń i osób. Główne role grają w ich fabule królowie, święci i rycerze. Reportaż jest zapisaniem historii narodu. Kroniką głęboko humanistyczną w tym sensie, że zajmuje się losem każdej jednostki, wyodrębniając z tłumu osobę – po to, by nadać jej historii wymiar uniwersalny. Tak, by opisane wydarzenie nie należało tylko do Kasi, Tosi czy Tomka, a mogło być odczytane przez każdego.

W bibliotekach kroniki nie leżą obok reportażu…

Kończąc ten tekst, chciałam się zastanowić nad wagą opisanego przez mnie sporu. Niewątpliwie zagadnienie przynależności gatunkowej reportażu jest niezwykle istotne dla badaczy literatury oraz osób ustalających rozmieszczenie książek w bibliotekach. Ale czy dla kogoś jeszcze? Czy rzeczywiście czytelnik musi z takim zapałem bronić czystości gatunkowej swoich ulubionych książek?

Mnie jest to niepotrzebne.

Chciałabym, aby nie skazywano czytelnika na poszukiwania reportażu w całym budynku biblioteki. Jestem także przeciwna ocenie poszczególnych książek, np. Kapuścińskiego, jako dzieł ze sobą niepowiązanych. Może zamiast toczyć niepotrzebne spory warto temu autorowi poświecić osobną półkę?

Przecież reportaż nie jest sierotą proszącą o adopcję przez świat literatury bądź dziennikarstwa. Jest za to dojrzałym człowiekiem, który w życiu poradzi sobie samodzielnie i samodzielnie wiele jeszcze dokona.

———————————————-
Ryszard Kapuściński, Autoportret reportera, Kraków 2003.
Kazimierz Wolny-Zmorzyński, Reportaż – jak go napisać?, Rzeszów 1996.
Melchior Wańkowicz, Karafka La Fontaine’a, Kraków 1974.