Samotny mężczyzna

Są takie momenty w życiu człowieka, w których cały świat traci barwy. Stwierdzenie ocierające się o banał. Jednakże zawsze uważałam, że nawet najbardziej oczywiste rzeczy zyskują dodatkowe wartości, jeśli spojrzy się na nie w szczególny sposób. „Samotny mężczyzna”, debiut reżyserski Toma Forda, stanowi przykład takiego spojrzenia. Bo choć film porusza temat często eksploatowany przez literackie i filmowe opowieści – temat śmierci bliskiej osoby i próby uporania się z pustką, jaka po niej pozostaje – to sposób opowiadania do zwykłych i powszednich nie należy.

(fotografia z materiałów dystrybutora)


George Falconet (w tej roli Colin Firth), nauczyciel akademicki, jak każdego dnia wstaje rano, obserwuje sąsiadów, rozmawia przez telefon ze swoją przyjaciółką Charlotte (Julian Moore), a następnie jedzie na uczelnię. Jednakże wszystko, co robi, co widzi, z czym ma styczność, przywołuje bolesne skojarzenia. George bowiem do tej pory nie jest w stanie pogodzić się z tragiczną śmiercią swojego wieloletniego partnera, Jima. Wszystko wokół niego – od widoku promieni słońca padających na taras po dźwięk telefonu – albo przywołuje wspomnienia chwil spędzonych z ukochanym, albo podkreśla ból samotności. Wydaje się, że wszystko straciło swoje teraźniejsze znaczenie, istniejąc tylko jako medium łączące z przeszłością, a chwilowa ucieczka w szczęśliwe wspomnienia czyni późniejsze poczucie pustki jeszcze bardziej dojmującym. Niemożność poradzenia sobie ze światem, który tak nagle stał się zupełnie obcy, prowadzi George’a do podjęcia ostatecznych decyzji.

Czy jednak teraźniejszość rzeczywiście nie ma już mężczyźnie nic do zaoferowania? Pojedyncze zdarzenia i spotkania – z przyjaciółką, córką sąsiadów, psem, przystojnym Latynosem czy wreszcie jednym ze swoich studentów – wydają się stopniowo przenikać przez woal smutku, świadcząc o tym, że nawet w codzienności i powszedniości można odnaleźć coś wyjątkowego. Wszystko zależy od tego, jak popatrzymy.

Debiutancki obraz Toma Forda jest niezwykle atrakcyjny wizualnie. Prawdopodobnie nie bez znaczenia jest w tym wypadku fakt, że  reżyser to ceniony i wpływowy projektant mody, pracujący dla tak znanych firm, jak Gucci i Yves Saint Laurent. Widać to chociażby w niezwykłej dbałości o stroje, zaprojektowane zgodnie z modą lat 60. – czasów, w których dzieje się akcja filmu: szykowne kreacje Charlotte, fryzury „na Jamesa Deana” i „na Brigitte Bardot” czy charakterystyczny krój garniturów nie tylko cieszą oko, ale także oddają klimat tamtych lat. Dodatkowo zdjęcia utrzymane są w tonacji sepii, z jednej strony współgrając z klimatem retro, z drugiej podkreślając martwotę, jaką charakteryzuje się świat dla głównego bohatera; nabierają żywych, intensywnych barw w momentach, w których George dostrzega jasne strony swojego życia.

Film opowiada o tragicznych wydarzeniach, ale jest to tragizm „powszedni”, taki, który dotknąć może każdego z nas. Prosta w gruncie rzeczy historia opowiedziana jest za pomocą wyrafinowanych artystycznie środków wyrazu, które jednak nie kłócą się z nią, a ją dopełniają. Dopracowane zdjęcia i nastrojowa muzyka przenoszą nas niejako w wewnętrzny świat bohatera, świat wielkich uczuć – jak miłość, samotność i żal – ale także świat, w którym trzeba nauczyć się ponownie dostrzegać wartość codzienności.

Wymowa ta staje się tym istotniejsza, że zakończenie filmu przynosi rozwiązanie zgoła nieoczekiwane i mogące być odczytane jako ironiczne, ale przecież wciąż bardzo prawdopodobne – chciałoby się powiedzieć „ot, życie”. Życie, które posiada różne odcienie i stopniowo uczy nas je dostrzegać.

—————————————————————————————

„Samotny mężczyzna”/”A Single Man”
Reżyseria: Tom Ford
USA, 2009