Prawdziwy magik żyje własną iluzją. Rzecz o realizmie magicznym w kinie

Jedna z ksiąg Koranu mówi, że czarodzieje nigdy nie będą szczęśliwi. Chyba żadna teza świata islamskiego nie zrobiła takiej kariery w rozwoju naszej kultury, jak właśnie ta. Żeby to sobie uświadomić, wystarczy spojrzeć na historię zachodniej cywilizacji. Jeszcze nie tak dawno pierwszym mędrcem Europy był niejaki Merlin. Fakt, były to czasy mroczne i nie wiem, czy ów zacny człowiek z siwą brodą pasowałby do naszej oświeconej epoki szybkich samochodów i bomb atomowych; jednakże magia to nie to samo, co mrok i ciemnota, i naprawdę dziwnym wydaje mi się tak łatwe utożsamienie jednego z drugim. Wskutek tego zastąpiliśmy Merlina Kopernikiem, Newtonem i Albertem Einsteinem (chociaż w przypadku tego ostatniego zachowało się przynajmniej fizyczne podobieństwo).

(fot. Milena Dziadak)

(fot. Milena Dziadak)

Wyzbywszy się czarowników z przestrzeni publicznej, stajemy nieco zaskoczeni wobec faktu, że w dalszym ciągu nie jesteśmy szczęśliwi. Po odrobinie zdrowej refleksji podejmujemy decyzję, że może warto by do magii powrócić; świadomi jednak ciążącego na nas cynicznego spojrzenia pana Hawkinga, nazywamy nasz nowy twór realizmem magicznym, aby nikt naszej magii nie zarzucił braku trzeźwego realizmu.

Mając już ugruntowaną pozycję w świecie malarstwa i literatury, nurt ten prędzej czy później musiał zawitać również na kinowy ekran. I zawitał już sporo lat temu. Podkreślam ten fakt dlatego, że na początku bieżącego roku wchodzący na ekrany kin film Gorzkie Mleko Claudii Llosy reklamowany był jako przeniesienie na język filmu właśnie poetyki realizmu magicznego. Sugerowało to, że nikt wcześniej tego nie dokonał, co jest oczywiście nadużyciem. Właściwie ciężko nawet mówić tu o „przeniesieniu”, gdyż język filmu wypracowuje przecież swoje własne środki wyrazu. Dzięki nim magii w kinie zawsze było bardzo wiele. Ale czy wiele było realizmu magicznego? I czym tak naprawdę możemy go scharakteryzować?

Wyobraźcie sobie, że wychodząc rano do pracy przystajecie chwilę na krótką pogawędkę z Salvadorem Dalim, który akurat przejeżdżał na niedźwiedziu polarnym, po czym wchodzicie do tramwaju o wyglądzie żółtej łodzi podwodnej, gdzie grupa starych Indian śpiewa Born In The USA Bruce’a Springsteena. To właśnie jest realizm magiczny – napotykanie niesamowitości na rogu każdej ulicy, przeżywanie świata na nowo. Życie, które przez wieki upychaliśmy do mosiężnych szaf logicznego świata nauki, na którym osadzona jest cała przewidywalna rzeczywistość dnia powszedniego – jest to życie, które izoluje nas od życia: czegoś magicznego z samej swej istoty.

Tak odczytując zadania realizmu magicznego, niełatwo znaleźć magików w świecie kina. Na pewno nie należy do nich wspominana wyżej Claudia Llosa, ponieważ jej film jest w gruncie rzeczy typowym przykładem kina etnicznego. Możliwe, że po kilku lekturach Gabriela Garcii Marqueza realizm magiczny wydaje się ściśle związany z klimatem Ameryki Południowej, jednakże jest to skojarzenie bardzo powierzchowne. W obrazie Llosy lokalność wydarzeń w dużej mierze przesłania uniwersalność przedstawionej historii.

Bardzo podobną krytykę można by skierować pod adresem Jana Jakuba Kolskiego. Dlaczego jego niezwykła wrażliwość w przeżywaniu świata nie wydostaje się zbyt często poza krajobraz polskiej wsi? Po tylu latach jego twórczości możemy sobie powoli wyobrazić, jak Kolski, na kształt Jańcio Wodnika, zarasta pajęczyną, gdyż postanowił nie ruszać się z jednego miejsca. W dodatku świat przez niego przedstawiony momentami jest zbyt słodki i mdły, bo taki właśnie był wspólny zapach postaci z Jasminum.

Sądzę, że reżyserami najlepiej znajdującymi się w tym gatunku są Tim Burton i Terry Gilliam. Nie są to oczywiście reżyserzy idealni, a niektórych ich filmów nie warto wręcz komentować; wizjonerstwo Gilliama potrafi zamęczyć widza na śmierć, a przywiązanie Burtona do pewnego aktora każe dawać mu role nawet w musicalu, pomimo ewidentnego braku umiejętności wokalnych. Jednakże obaj panowie biorą rzeczywistość w swoje ręce i za pomocą magii potrafią tak nad nią zapanować, że nie wymknie się już ona ich wyobraźni. Bo właśnie kształtowanie rzeczywistości jest dla nich dużo ważniejsze niż jej odczytywanie. W stworzonym przez nich świecie magia jest czymś normalnym, nie wywołuje postawy zakłopotania czy braku zrozumienia; jest wręcz istotnym elementem wyjaśniania świata, a momentami to wręcz świat wydaje się jedynie elementem służącym do wyjaśniania magii. Świetnie zarysowują również moment wejścia w ten odrealniony świat, gdyż jest to zadanie postawione nie tylko przed widzem, ale również przed bohaterami. Grany przez Jeffa Bridgesa w Fisher King radiowiec musi samodzielnie podjąć decyzję o całkowitym zaangażowaniu się w to, co go otacza, aby w końcu wyruszyć z szaleńczą misją kradzieży Świętego Graala. Główny bohater burtonowskiego filmu Big Fish mówi do swego syna, że jeśli ten chce go zrozumieć, musi całkowicie przyjąć jego narrację; że nie może wejść w świat magii jedną nogą. Niewielu jest reżyserów, którzy w ten świat weszli tak zdecydowanie i w tak inspirujący sposób.

Nie im jednak należy się palma pierwszeństwa ekranowej magii. Około dwadzieścia lat temu wyemitowano pierwszą serię serialu, po którym nikt nie spodziewał się czegoś wielkiego. Tytuł brzmiał: Przystanek Alaska. Założenia fabularne były dosyć proste: nowojorski lekarz jest zmuszony pracować w zabitej dechami wsi na dalekiej Alasce; w otoczeniu ekscentrycznych tubylców spotyka go wiele przygód, których nie sposób doświadczyć w wielkim mieście. Jednakże z tych prostych założeń zrodziła się prawdopodobnie największa ekranowa poezja życia, jaką było nam dane oglądać. Jedynie w tym małym miasteczku otoczonym górami Whitman, Heidegger, Freud, Kafka oraz przemierzający ulice łoś mogli znaleźć wspólną drogę dotarcia do swego odbiorcy. Nie sposób zapomnieć również o Chrisie Stevensie, którego postać zainspirowała niejednego widza do głębszych studiów literackich i filozoficznych.

To właśnie Stevens w jednym z odcinków najlepiej tłumaczy, skąd w nas tak wielka potrzeba magii, również na ekranie: jeśli u podstaw wszelkiej materii leży energia, to właściwie materialna rzeczywistość kształtująca całość naszego doświadczenia jest iluzją; a jeśli rzeczywistość wokół nas jest iluzoryczna, to trafiliśmy do krainy wszystkich Merlinów tego świata. Cóż nam wobec tego pozostaje? Jedynie magia.

Filmy:
Gorzkie Mleko, reżyseria: Claudia Llosa, scenariusz: Claudia Llosa, Hiszpania, Peru 2009
Jańcio Wodnik, reżyseria: Jan Jakub Kolski, scenariusz: Jan Jakub Kolski, Polska 1994
Jasminum, reżyseria: Jan Jakub Kolski, scenariusz: Jan Jakub Kolski, Polska 2006
Fisher King, reżyseria: Terry Gilliam, scenariusz: Richard LaGravenese, USA 1991
Big Fish, reżyseria: Tim Burton, scenariusz: John August, USA 2003
Przystanek Alaska, reżyseria: Joshua Brand i in., scenariusz: Joshua Brand i in., USA 1990-1995