Nowy makijaż czy nowa twarz Katowic?

W ostatnich latach władze Katowic dojrzały do podjęcia trudu gruntownej przebudowy śródmieścia. Po latach raczej chaotycznego i podyktowanego doraźnymi potrzebami przekształcania poszczególnych fragmentów przestrzeni miejskiej, pojawiła się szansa na przemyślane i skoordynowane działania mające przywrócić centrum charakter prawdziwego jądra górnośląskiej metropolii, spełniającego oczekiwania mieszkańców, frapującego przyjezdnych i przyciągającego inwestorów. Czy jednak proponowane zmiany faktycznie doprowadzą do złapania przez katowickie śródmieście nowego oddechu? Spróbujmy przyjrzeć się zapowiadanym zmianom i wyobrazić sobie Katowice po tej wielkiej przebudowie.

(fot. Beata Rakoczy)

(fot. Beata Rakoczy)

Kluczowy łącznik

Wśród zapowiadanych zmian kluczową rolę odegra niewątpliwie przekształcenie ulicy 3 Maja w deptak o wielkomiejskim charakterze. Przede wszystkim cieszy sam fakt dostrzeżenia znaczenia tej ulicy. Jest to trakt łączący dworzec kolejowy z Rynkiem i innym dużym reprezentacyjnym placem – placem Wolności. Pełni również ważną funkcję w przemieszczaniu się pomiędzy południowymi a północnymi strefami śródmieścia. Należy do najruchliwszych ulic w Katowicach, dlatego pomysł przekształcenia jej w deptak, strefę podporządkowaną potrzebom pieszych, uważam za jak najbardziej trafiony – jest to działanie z pewnością dużo bardziej celowe niż inwestowanie w stosunkowo peryferyjną ulicę Mariacką. Przeznaczenie całej jej szerokości dla ruchu pieszego, jedynie z niewielkim „rozcięciem” torami tramwajowymi pośrodku, stworzy warunki dla rozkwitu gastronomii na wzór bocznej ulicy Wawelskiej. Możliwości komercyjnego wykorzystania poszerzą także licznie tu występujące podwórza, co w połączeniu z interesującą architekturą i wspomnianym znaczeniem komunikacyjnym, jest doskonałym podłożem, na którym wyrosnąć może prawdziwy salon miasta, przestrzeń w charakterystyczny dla metropolii sposób szpanerska, prestiżowa i rozpoznawalna. I – co niemniej ważne – w odróżnieniu od Mariackiej miejsce to nie będzie musiało być sztucznie kreowane, chodzi jedynie o wyciśnięcie z niego drzemiącego w nim potencjału.

Mniej istotne, który z wariantów przebudowy zostanie ostatecznie wybrany – to miejsce i tak będzie musiało się obronić nowymi, ekskluzywnymi sklepami o wielkomiejskim charakterze, cenionymi restauracjami i punktami usługowymi.

Problem, którego nie wolno odstawić na bocznicę
(fot. Beata Rakoczy)

(fot. Beata Rakoczy)

Olbrzymie emocje budzi sprawa dworca kolejowego. Istnieje zgoda co do diagnozy – w obecnym kształcie jest on antyreklamą miasta. Jednak jeśli chodzi o proponowane sposoby leczenia, ściera się już kilka poglądów, z których skrajne to: wyburzyć i zbudować od nowa oraz porządnie wyczyścić, generalnie odnowić i wyrzucić drobnych handlarzy. Obecnie najbardziej prawdopodobny do realizacji wydaje się solidny lifting i zabudowanie od strony placu Szewczyka obszernym pasażem handlowym.

Na początek chciałbym odnieść się do generalnej kwestii – wyburzyć czy nie. Nie mam wątpliwości, że wyburzenie dworca nie jest dobrą drogą…

Pierwszy z argumentów na rzecz tego budynku to funkcjonalność. Nowe dworce, że wspomnę chociaż o zbliżonym w skali, zbudowanym na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dworcu w Częstochowie, nie oferują w zasadzie niczego więcej niż katowicki. Jest odpowiednia liczba kas, kilka miejsc na działalność komercyjną i czytelne, wygodne dojście do peronów. Trzeba też jasno powiedzieć, że cokolwiek nowego zostanie wzniesione w zastępstwie istniejącego budynku, nie będzie oferowało niczego więcej ponad to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni przez obecny dworzec. Czy stać nas na luksus podjęcia nowej inwestycji wyłącznie ze względów estetycznych?

Drugi argument to osławiona już wartość artystyczna. Nawet jeśli w powszechnym odczuciu dworzec jest szkaradnie brzydki, to jednak posiada wybitne walory architektoniczne, jest przywoływany jako przykład w światowych opracowaniach na temat brutalizmu. Pozbywając się go, Katowice nie tylko dałyby jasny sygnał promowania budowli skrajnie przeciętnych i nijakich (zezwolono na budowę Altusa, Silesii City Center, zasługą miasta jest żenująca pod względem wizualnym hala sportowa w Szopienicach czy budynek Centrum Sztuki Filmowej), ale w dodatku zapracowałyby w oczach środowiska architektonicznego na opinię miasta-barbarzyńcy. W ten sposób nigdy nie doczekamy się wielkiej architektury.

Nie sposób jednak odmówić słuszności stwierdzeniu, że dworzec to budowla użytkowa, przeznaczona dla zwykłych ludzi. Jeśli oni nie polubią tego dworca, jeśli nadal będzie budził wstręt i przerażenie, trzeba będzie pomyśleć o innym rozwiązaniu sprawy. Złotym środkiem wydaje się tutaj (proponowane już kiedyś w prasie, ale niepodjęte w poważnej dyskusji) pozostawienie budynku dworca i przeorganizowanie go na galerię czy muzeum sztuki, chociażby nowoczesnej. W takim wariancie niezbędna jest oczywiście budowa nowego dworca w innym miejscu, nawet poza ścisłym centrum.

W ten sposób upieklibyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, obecny budynek dworca pozostałby nietknięty, ale nie spełniałby już roli jednego z bardziej reprezentacyjnych miejsc miasta. Nowa funkcja dałaby możliwość maksymalnego wydobycia jego walorów, a poprzez nowy charakter zniknęłyby problemy z chronicznym zabrudzeniem, dzięki czemu zarówno budynek, jak i instytucja zyskałyby możliwość, aby stać się prawdziwą dumą miasta.

Po drugie – nowa atrakcja w centrum. Inwestycja taka wydatnie podniosłaby prestiż Katowic na arenie tak krajowej, jak i międzynarodowej, a skala przedsięwzięcia pozwalałaby mieć nadzieję, że placówka ściągnęłaby do miasta turystów. Oczywiście do tego niezbędne byłoby odpowiednie zaopatrzenie takiej placówki. Inwestycje takie decydują przecież o atrakcyjności i prestiżu miasta, więc gra jest jak najbardziej warta świeczki.

Po trzecie – budowa dworca poza centrum wymusiłaby stworzenie sprawnej, całodobowej komunikacji na linii dworzec-centrum. Być może stanowiłaby bodziec do rozbudowy systemu nocnej komunikacji, obecnie istniejącego w formie szczątkowej. Taki stan rzeczy jest może nie najważniejszym, ale z pewnością istotnym powodem wczesnego „zasypiania” miasta.

I w końcu po czwarte – powstałby nowy dworzec, w założeniach przyjazny ludziom i korzystający z doświadczeń „problematycznie pięknego”, cennego architektonicznie, ale zupełnie rozmijającego się z oczekiwaniami zwykłych użytkowników poprzednika. Oczywiście jego forma jest sprawą otwartą. Śledząc ostatnie inwestycje miejskie można się obawiać wzniesienia jakiegoś koszmarku wedle ideologii „byle taniej”. Mam jednak nadzieję, że przy jego budowie władzom nie przyświecałoby wyłącznie kryterium oszczędnościowe, a zatem mamy szansę na ciekawą budowlę. Życzyłbym sobie, abyśmy za tych kilkanaście lat zastanawiali się, który z budynków dworcowych jest bardziej zachwycający.

czytaj II część artykułu »