Nasza-Klasa, czyli Baśń o Narcyzie – wersja druga, poprawiona

Narcyz. Piękny młodzieniec, który za wzgardzenie uczuciami nimf został ukarany przez Afrodytę. Ukarany w sposób szczególnie brutalny, bowiem bogini sprawiła, że Narcyz zakochał się w swoim odbiciu. Gdy spojrzał w wodę – oczarował go jego własny powab i uroda. Miłość pozostała jednak niespełniona, bowiem każda próba pocałunku z wybrankiem kończyła się zmąceniem wody, a więc także zniekształceniem idealnego odbicia. Jak bywa czasem w historiach mitologicznych związków – uczucie nie trwało długo, gdyż zostało przerwane samobójstwem Narcyza. Bogowie pośmiertnie uhonorowali młodzieńca w charakterystyczny dla siebie sposób – zmieniając jego ciało w okaz flory.

W historii Narcyza i jego miłości do swojego wizerunku odbija się pewna tendencja współczesności. Szereg mentalnych kuzynów mitycznego bohatera rozkochuje się w swoich podobiznach. Specyficzna zmiana dotyczy przedmiotu odbijającego. Już nie nietrwała tafla wody wywołuje drżenie serc, ale nieco nowsze technologie w postaci aparatów fotograficznych, z reguły cyfrowych. Wykonanie odbicia nie sprawia trudności, bowiem niektóre aparaty technologia obdarzyła magią samowyzwalacza, a niektórym jednostkom natura dała długie ręce. Tworzenie wizerunku nie kończy się wraz z błyskiem migawki. Odbicie bowiem, odpowiednio przetworzone, musi znaleźć swoje miejsce wśród szeregu innych odbić w jednym z albumów wielkiej sieci. Taki wizerunek, często obdarzany adekwatnym komentarzem (szczególną popularnością cieszy się proste, acz treściwe: „ja”), staje się obiektem westchnień autora. Czasami odbicie cieszy się popularnością także wśród innych „odbijających się”, co tylko zwiększa zauroczenie współczesnego Narcyza samym sobą.

Konsekwencją tego uczucia do własnego wizerunku nie jest, jak w micie, samobójcza śmierć kochającego (będącego jednocześnie kochanym), lecz funkcjonowanie tej quasi-pary. Mimo znikomej możliwości spełnienia istnieje jednak swego rodzaju rozwój omawianego związku. Rosnące zaangażowanie widoczne jest w multiplikacji umieszczanych w sieciowych galeriach odbić. Poszczególne wizerunki nie różnią się od siebie w znacznym stopniu, bowiem przedstawiają tego samego „odbijającego się”. Zmienne są pozy, stroje i uczesanie, czasem nawet tło. Wyraz twarzy z reguły pozostaje taki sam. Nie ma przecież potrzeby, aby zmieniać to, co kocha się w odbiciu najbardziej.

Zakochani w odbiciach wydają się być całkiem szczęśliwi. Brak spełnienia nikomu chyba nie przeszkadza. Uczucie przecież jest odwzajemnione (sic!) i pozytywnie komentowane przez bliskich i dalekich. Samobójstwo „odbijającym się” raczej nie grozi. Czegóż więcej można chcieć? Czy to nie miłość jak z bajki?